VICTORIANS – Vi., Utis, MrNice (14.12.2012)

victorians

Victorians swoim debiutanckim albumem „Revival” już na starcie zawiesili sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Zespół ma w sobie ogromny potencjał aby zawojować Świat symfonicznego metalu. Wywiadu udzielili nam tajemniczy Vi. Utis oraz MrNice.


Skąd wziął się pomysł na zespół? W Polsce chyba nie ma drugiej, podobnej do Was kapeli?

Vi: Pomysł na obecną formę rodził się jakieś 1,5 roku podczas naszej działalności pod sztandarem Noxiferis. Na koniec ugruntował się nacisk na koncertowość, symfoniczność i chwytliwe melodie.

Utis: Pamiętam, że podczas jednej próby, kiedy sobie jamowaliśmy, zaczęliśmy grać “coś”, co bardzo nam się spodobało. Utwór ten dostał roboczą nazwę “victorian” i postawił nas w kłopotliwej sytuacji. Noxiferis miał swój styl – bezkompromisowy progresywny gotyk i nie chcieliśmy od tego odchodzić, z drugiej strony “victorian” pociągał nas tak bardzo, że nie chcieliśmy rezygnować z tej nowej estetyki. Dlatego zdecydowaliśmy się powołać do życia Victorians, który bardzo szybko stał się naszym głównym projektem i wkrótce również projektem totalnym, w którym urzeczywistniamy swoje marzenia!

Vi: Co do podobnych zespołów na rodzimym rynku dochodzimy do takiego samego wniosku. Jedynymi zespołami, które w naszej opinii są podobne, to pracujące nad swoim pierwszym albumem Kingdom Waves oraz Electric Chair.


„Revival” wydaje się albumem niezwykle dopieszczonym. Ile czasu zajęło Wam tworzenie tej muzyki?

Vi: Stworzenie materiału do tej płyty zajęło nam niecałe półtora roku. Głównym wyzwaniem było wypracowanie naszego brzmienia i spójnego stylu kompozycji. Wzorcowym utworem, który powstał jako pierwszy był Prince of Night (były “victorian”)


Z jakim odzewem spotyka się płyta? Odnoszę wrażenie, że z taką muzyką większe szanse macie poza granicami naszego kraju.

Vi: To prawda, że z większym entuzjazmem spotykamy się poza granicami naszego kraju, ale to nie znaczy, że w Polsce nie ma odbiorców naszej muzyki. Wręcz przeciwnie! Na każdym koncercie jesteśmy bardzo oczarowani reakcjami publiczności oraz ilością Facebookowych LIKE’ów, jakie dostajemy zaraz po koncercie 🙂


Wydaje mi się, że przywiązujecie dużą wagę do szczegółów. Wszystko od zdjęć poprzez najdrobniejsze smaczki dźwiękowe w utworach a na scenicznym wyglądzie kończąc jest dopracowane w 100%.

Vi: To dopiero początek tego, co chcemy stworzyć i mimo iż całość jest dopracowana, to w rzeczywistości album jest kompromisem pomiędzy naszą wizją, a możliwościami, jakimi dysponowaliśmy podczas jego nagrywania. Całość brzmi profesjonalnie głównie dzięki zasłudze Mariusza Piętki, który w tym przypadku zajmował się całym procesem od produkcji na masteringu kończąc, za co należą się mu głębokie ukłony!

Utis: Dokładnie! Lecz 100% to nie szczyt naszych możliwości, to punk wyjścia (ot taki paradoks:)!!!


Lubicie Nightwish? Logo pisane jest bardzo podobną czcionką:)

Vi: Każdy z nas słuchał Nightwish w młodości jeszcze za czasów Tarji. Natomiast wybrany styl naszej nazwy bardzo dobrze oddaje nasze poczucie estetyki.

Utis: Ja mogę się przyznać, że od Nightwisha zacząłem swoją przygodę z tzw. gotykiem i choć po pewnym czasie zespół ten wydał mi się miejscami taki “cukierkowy, odpustowy”, głównie przez dziwne brzmienie syntezatorów Holopainena, to to uczucie już dawno minęło i zawsze z upodobaniem i sentymentem słucham wszystkiego, co wyszło spod ręki Tuomasa.

MrNice: Osobiście za Nightwishem nie przepadam, nie jestem ich wielkim fanem. Nie mniej jednak niektóre kompozycje wpadają mi w ucho… Jest w nich jakaś magia, która mnie do nich przyciąga – może to Tarja 🙂


Eydis dysponuje genialnym głosem. Czy jest po jakiś szkołach muzycznych czy to samorodny talent?

Vi: Muszę przyznać, że Eydis ma ogromny potencjał wokalny, który został odpowiednio zadbany na Wokalistyce Operowej w Katowicach 🙂

Utis: Nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę z możliwości wokalnych Eydis. Mnie zawsze bawiło, gdy zaczynała ona śpiewać utwory operą – wtedy czuje się taki respekt przed czymś z założenia klasycznym, ale to, co stało się w studiu przewróciło mój świat do góry nogami (Mariusz doskonale wiedział, co robi). Eydis okazała się świetną rockową wokalistką, ekspresyjną i z pazurem, która dodatkowo może bez problemu przejść na operowy wokal i wykorzystywać go, jako dodatkowy kolor z palety swoich możliwości!


Wasza muzyka jest patetyczna i zagrana z symfonicznym zacięciem, a jednak niepozbawiona metalowego charakteru. Bliższa Waszym sercom jest klasyka czy metal?

Vi: Oczywiście metal, ale każdy z nas odnajduje się również w muzyce klasycznej. Dla mnie jako osoby, która popełniła większość orkiestracji muzyka klasyczna jest zarówno źródłem inspiracji jak i środkiem artystycznego wyrazu.


Skąd czerpiecie inspiracje?

Utis: Myślę, że sama praca nad muzyką jest inspirująca – poznajesz jej warstwy, zależności, możliwości, wyrabia ci się osąd estetyczny. Potem przychodzi czas na zapisywanie emocji, opowiadanie historii dźwiękami, podróże w nieznane – tworzenie własnej muzyki.

Każdego z nas frapowały różne wątki (nie tylko literackie, ale i muzyczne), do których chcieliśmy się jakoś odnieść przy tworzeniu debiutanckiej płyty, dużo rozmawialiśmy ze sobą, opowiadaliśmy historie, dumaliśmy. Postanowiliśmy patrzeć na siebie przez pryzmat burzliwego, ale jakże pięknego XIX wieku, kiedy rozwój cywilizacyjny i duchowy społeczeństwa wytworzył niesamowitą mieszankę lęków i kreatywności, potęgi uczuć i potęgi ekonomii, które targały życiem ówczesnych ludzi. Natomiast na Revival główną inspiracją (ale we wspomnianym kontekście) była – kobieta… Czekamy zatem na odzew ze strony feministek.


Jak wygląda sprawa koncertów?

Utis: koncerty to nasz żywioł! To od początku było jedno z głównych dążeń Victorians – grać jak najwięcej koncertów! To jest jedno z tych doświadczeń, za którym tęsknimy zaraz po zakończeniu występu (wrócić na scenę i zrobić to jeszcze raz!). Emocje, decybele, kontakt z publicznością i różne nieprzewidziane sytuacje dodające całości pikanterii… i krótki błysk myśli: to się dzieje naprawdę!


Gdybyście dysponowali nieograniczonym budżetem to czy wynajęlibyście całą orkiestrę symfoniczną do zagrania z Wami trasy? 😉

V: no ba!

Utis: gdybyśmy dysponowali takim budżetem, to orkiestra byłaby szczegółem w porównaniu z tym, co byśmy przygotowali!


Czy poza Victorians udzielacie się gdzieś jeszcze czy ten zespół pochłania Was bez reszty?

Utis: W chwili obecnej tylko Victorians i widząc harmonogram działań, jakie sobie zaplanowaliśmy, to się szybko nie zmieni. Nosimy się z zamiarem reaktywacji naszego poprzedniego zespołu – Noxiferis, ale trudno mi w tej chwili powiedzieć, kiedy to nastąpi… ale nastąpi na pewno.


Dziękuję za poświęcony czas i gratuluję tak wyśmienitego albumu – zakończenie należy do Was!

Victorians: Dzięki! Pamiętajcie, że zawsze warto walczyć o swoje marzenia! Bo rzeczywistość ugnie się w końcu pod ciężarem Waszej woli. Życie to jedyna szansa, aby tego dokonać!

Pytał: Piotr Michalski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *