TSA MNKWL – Piotr Lekki

TSA MNKWL - PROMO FOTO-sesja1

Na dzisiaj datowana jest premiera winylowej wersji albumu „Niezwyciężony” formacji TSA MNKWL. Na tą okoliczność wziąłem na spytki gitarzystę zespołu – Piotra Lekkiego. Porozmawialiśmy nie tylko o samym wydawnictwie, ale również o najbliższych planach, jak również rozgrzebaliśmy temat zawiłej nazwy „Nowego TSA”.


Halo halo, cześć, Piotrek Spyra z Rock Area z tej strony.

Piotrki opanowały świat heavy metalu. To mi się podoba, bo ostatnio rozmawiałem z chłopakiem z Metal Hammera i to też był Piotrek.

Wszystkie Piotrki to fajnie chłopaki są – hihi.

Tak musi być, nie ma innego wyjścia hihi.

Przygotowałem sobie parę pytań oczywiście na temat przyszło – tygodniowej premiery wersji winylowej „Niezwyciężonego” [wywiad maił miejsce 15.01 – przyp red.]. Więc od nich zacznijmy. Premiera tego winyla będzie miała miejsce pół roku po premierze CD. Skąd taka przerwa i czemu nie zdecydowaliście się od razu tego wydać w obu formatach?

Nawet się szczerze mówiąc nad tym nie zastanawiałem, dużo różnych rzeczy składało się na naszą pracę w zespole, wiele robiliśmy sami, teraz to się troszeczkę uporządkowało, mamy grupę ludzi, która nam w tym pomaga, więc wydaje mi się, że po części mogła to być tego wina, musieliśmy skupiać się na innych sprawach. Natomiast ważna była płyta, jej wydanie na CD. Sama produkcja, a właściwie nagrywanie i tworzenie jej trochę trwało. Zaczęliśmy pracować z tym składem nad muzyką, a mamy dosyć daleko do siebie, więc ja jeździłem z Bochni do Opola, 250 km w jedną stronę, Damian – wokalista, jest z rejonów Piły, więc pewne logistyczne rzeczy wchodziły w grę i utrudniały nam pracę. Spotykaliśmy się raz na czas na 3 dni u Marka i pracowaliśmy nad tym jak muzyka ma brzmieć, a resztę rzeczy robiliśmy w domu. Potem były lockdowny i zostaliśmy uwięzieni w swoich mieszkaniach. Każdy miał jakieś swoje pomysły i je zapisywał, wysyłaliśmy je sobie nawzajem, uczyliśmy się wszyscy tego materiału, a potem go dopracowywaliśmy na próbach, jak się już udało spotkać. To jest zespół z historią, składem, który ma swoich fanów i wiesz, są cały czas kontrowersje, bo są jedni, którzy mówią, że to co robimy jest świeże, fajne i ma nowego ducha, a inni fani twierdzą, że nie powinniśmy używać tej nazwy bo tylko stary skład ma do tego prawo. To jest zrozumiałe. Zresztą ja się tego spodziewałem i ja to też rozumiem. Ja lubię grać, więc kiedy dostałem propozycję grania w tym składzie, postanowiłem po prostu podjąć ryzyko i pobawić się, bo generalnie tak muzykę traktuje, żyję z tego i tym się zajmuję, ale kocham ją i jest moją pasją, więc grać te numery z tą sekcją, to było fajne nawet jako przygoda…  Generalnie chyba wszystkie te rzeczy się na to składały, że koniec końców jak zrobiliśmy płytę i dopięliśmy ją, to istotą rzeczy było to, żeby wydać ją na CD i zobaczyć jakie będzie jej przyjęcie, a że płyta jest dobrze przyjęta i wydana własnym sumptem… to znaczenie miały kwestie budżetu, produkcji. My robimy to niezależnie, sami wydaliśmy ten materiał. Pewnie, gdyby to była wytwórnia, to wtedy te rozmowy byłyby na jednej płaszczyźnie prowadzone, natomiast to są nasze osobiste decyzje i nasze osobiste pieniądze. Wiesz, musieliśmy sami zainwestować, żeby to wyprodukować i żeby to ewentualnie potem się zwróciło. Kwestia zarobkowa nie jest kluczowa, ale nikt nikomu nic za darmo nie zrobi, a że jest zainteresowanie samą płytą, jest zainteresowanie też winylami, które wróciły do łask i jest jakaś grupa ludzi, która chce je kupić, więc nastąpiła taka decyzja, plus to, o czym mówiłem wcześniej, że pewne sprawy na poziomie menegementu zaczęliśmy porządkować. Każdy z nas ma bardzo dużo na głowie i trudno jest ogarnąć wszystkie sprawy związane z tym samemu, mając na głowie granie koncertów, prace nad muzyką, komponowanie. Trzeba być kierowcą, muzykiem, przedsiębiorcą i brakuje już doby na to wszystko. Pewne rzeczy mogły zostać przekazane w inne ręce, gdzie ktoś się tym rzetelnie zajął. Mówię o Piotrku Makowcu, on zrobił oprawę graficzną tej płyty i zajął się sprawami promocyjnymi. Ta płyta ma masę dodatków, bajerów atrakcyjnych dla każdego fana. Nawet sam tego nie wiem czego tam jest jeszcze można się spodziewać, bo tą płytę zobaczę dopiero w Warszawie. Tak naprawdę do tej pory słuchałem tylko test press, taką próbną wersję tej winylowej płyty, bo ja robiłem mastering, przygotowałem technicznie wszystko do tego wydawnictwa.

No właśnie miałem o to spytać w następnym kroku, bo też oczywiście nie miałem jeszcze tego w rękach, ale z tego co widziałem na opisie, ten plakat, okładka 3D, czy kalendarz, bilet na dowolny koncert. Ten bilet na przykład mnie ujął. I dlatego chciałem spytać, skąd pomysł na aż tak okazałe wydawnictwo? Rzadko kiedy widzi aż tak wypasione wydawnictwo.

Ja sam lubię takie wydawnictwa. Jestem gadżeciarzem. Wiesz, jeżdżę na koncerty, kocham muzykę na żywo, często paradoksalnie to, że gram to przeszkadza mi w tym, żeby wyjechać na jakiś koncert artystów których lubię bo terminy się pokrywają. Ja jestem oldskulowcem, ale nie tylko, bo tak naprawdę przekrojowo słucham wszystkiego i różne gatunki muzyki mnie interesują, od jazzu, bluesa po death metal :). Bluesa zresztą grywam. Gram też w akustycznym składzie z Sierściem z 4 szmerów i Jurkiem Styczyńskim z Dżemu w formacji SPiS. Grają z nami też czasem Marek Raduli i Wojtek Hoffmann. Wiesz, to wszystko jest otwarte w mojej głowie. Natomiast jest masa fajnych rzeczy które zespoły przywożą, masa wychodzi wznowień, na przykład Black Sabbath z jakimiś dodatkowymi utworami, fajnie, bogato wydane. To są piękne rzeczy, lubię to, ale niestety często te wydania nie mało kosztują, ale cóż zrobić, jak się to kocha i lubi się takie rzeczy to zawsze można odłożyć i coś takiego kupić. Piotrek Makowiec przejął całą tą inicjatywę, a że efektowne rzeczy zaczęły wychodzić… to się rozkręcił :), a wydaje mi się, że wydając taką dosyć ważną rzecz, jak wydanie takiego winyla, to jest w dzisiejszych czasach w tej branży dosyć poważne przedsięwzięcie. Chodzi o zespół bardziej niszowy, nie jesteśmy Dawidem Podsiadło, więc to troszkę inaczej wygląda w kwestii nakładów, ale jeżeli coś zostawiamy po sobie, to zróbmy to na 100%. Wydaje mi się, że wszyscy tak myślą w naszym zespole i tutaj nie było żadnych problemów. Piotrek miał wolną rękę i ten bilet mnie samego zaskoczył, bo się o tym dowiedziałem niedawno, dobry pomysł. Generalnie w momencie, kiedy płyta została promowana, to nie robiliśmy narady, tylko po prostu pewne pomysły się pojawiły, które zaakceptowaliśmy, bo były fajne, i wyszła fajna rzecz.

Fajna. Właśnie kurczę, powiem ci, że jestem zbudowany. Mam pytanie o te trzy wersje kolorystyczne, gdzieś na jakiś forach widziałem pytania stricte kolekcjonerskie czy to są jakieś stricte ilościowe limity danego koloru czy…?

W tej chwili ta płyta jest w mocno limitowanym nakładzie, bo to jest takie bardzo ekskluzywne wydanie i będzie w tym momencie tylko 300 sztuk – po 100 sztuk z każdego koloru.

Ooo, to ci powiem, że trzeba się spieszyć.

Zawsze możemy potem zrobić wznowienie. Zwłaszcza, że już pewne rzeczy będą gotowe. Jeżeli płyta będzie cieszyła się dużym zainteresowaniem, a wszystko na to wskazuje, to zawsze wtedy możemy zrobić ruch dalej.

No jasne. A będziecie to mieć ze sobą na koncertach?

Myślę że tak. W tej chwili jest prowadzona przedsprzedaż na Allegro, i jest tych płyt już trochę sprzedanych. Ja nad tym nie mam kontroli, bo to z kolei bezpośrednio nadzoruje Marek Kapłon. Myślę że będziemy ją mieć ze sobą. Na ogół wielu ludzi, którzy są tym zainteresowani są bezpośrednio na na naszych koncertach.

Ja mam właśnie takie charakterystyczne podejście, że wolę nawet czasami więcej zapłacić, a dać bezpośrednio zespołowi zarobić.

Bo rozumiesz ten mechanizm. Wiesz jak to wygląda. Nie wszyscy to rozumieją, ale tak jest dokładnie… także bardzo ci się chwali :).

TSA MKN_LP

Hehe. Dobra wiesz co, to jeszcze mam przy okazji pytanie o tracklistę, a w zasadzie od tą bonusową wersję kawałka „Jak jest”. Jest on opisany jako wersja bonusowa, ale tak samo jest na CD i nie kusiło was żeby w przypadku winylu coś zmienić? Twoja ballada „Tylko” aż się prosi o orkiestralny aranż.

To był pewien swoisty przypadek. To jest pomysł Marka Kapłona i Marek miał ten utwór bardzo głęboko przemyślany. Kilka rzeczy dołożyliśmy na próbach i utwór dojrzał, ale demo utworu było gotowe. Marek miał kontakt z chłopakiem, który kiedyś im zrobił orkiestrację do „51”, ale ta wersja nie została wykorzystana przez TSA. Były jakieś wewnętrzne problemy wtedy w zespole i ktoś odrzucił tą wersję… już nie chcę teraz drążyć tematu żeby nie fantazjować. Przypuszczam, że Marek miał pomysł na „Jak Jest” i zwrócił się do niego, czy on by nie mógł tego utworu w ten sposób zaaranżować i chłopak to zrobił, dopisał orkiestrę do tej piosenki. Wiesz – utwór jako taki, w pierwotnej wersji otwiera całą płytę. Ten zespół jest hard rockowo – metalowy, ma pewne korzenie sięgające kilku dekad i brzmiał w taki sposób, jaki brzmiał. Ja robiłem tą płytę i bardzo poważnie i dużo się zastanawiałem nad tym co z tym zrobić, jak to zrobić żeby uszanować tą całą schedę ale żeby nie być związanym jakimiś przyzwyczajeniami. Jak to ugryźć, żeby to cały czas był zespół TSA  mimo, że to nie jest ten pierwotny skład, tylko kontynuacja działalności, ale mimo wszystko to TSA, które miało swój określony charakter. Żeby to cały czas było utrzymane w tradycji, ale żebyśmy nie byli zobligowani do tego, żeby naśladować stare brzmienie, żeby być w tym, ale nie powielać pewnych rzeczy, tylko żebyśmy mogli trochę powietrza złapać jako zespół funkcjonujący tu i teraz. Mamy 2024 rok, a nie 1980 jak to pogodzić? To była dla mnie dosyć duża odpowiedzialność. I sama ta orkiestra – wracam do tematu (śmiech), to była taka przygoda, ciekawostka. Dlatego traktujemy to jak bonus, ponieważ ten numer pierwotnie wygląda inaczej. Podoba mi się to jak to jest zrobione z tą orkiestrą i podoba mi się jako dodatek na płycie, ale ja nie jestem fanem płyt metalowych bandów z orkiestrą symfoniczną. Mam na przykład taką płytę SAXON, fajnie się tego słucha, ale mam ”jakieś ale” do tego. ACCEPT wydał też taką płytę z orkiestrą, SCORPIONS i tak dalej, METALLICA – ja też mam te płyty na półce, ale nie sięgam po nie często, bo nie całkiem to kupuje… nie przemawia to do mnie w 100%. Idea tych zespołów jest troszeczkę inna i dlatego jako bonus to się sprawdza bardzo fajnie. Chociaż była taka propozycja, żebyśmy TSA też z orkiestrą zagrali jakieś koncerty. Marek miał taką propozycję i ja też miałem.  Może tak się stać, że to zrobimy, bo wiesz, nie chodzi o to, że ja jestem przeciwny, żeby coś takiego robić, ale ja mam do tego jakieś specyficzne podejście, że wolałbym po prostu grać konkretne utwory bez takiej otoczki – niepotrzebnej w moim mniemaniu.

Ja cię rozumiem. Mnie się na przykład w pewnym momencie ta formuła przejadła, bo właśnie tak jak mówisz, dużo zespołów z tego korzystało i czasami aż do przesady. Taka moda była swego rodzaju, nie? Dobra, ale wiesz co to jeszcze chciałem zapytać o akustyczne tematy, bo – właśnie widziałem zapowiedź waszego spotkania z fanami za parę dni, bodaj 18.01, gdzie będziecie grać akustyczny set. Ten wywiad pewnie opublikujemy zaraz po tym koncercie, ale właśnie powiedz jakie kawałki przygotowaliście i zaaranżowaliście akustycznie.

To niech to będzie niespodzianka. Wiesz, generalnie, to jest też niespodzianka dla mnie. Temat jest otwarty. Było założenie, żeby grać pół godziny, a tak naprawdę możemy grać półtorej, Tu się może wszystko zdarzyć. Na ten temat ostateczne decyzje zapadną we środę. Jadę wtedy do Opola na próbę akustyczną i  dopiero wtedy zdecydujemy, dlatego nawet nie potrafię w tej chwili powiedzieć dokładnie, co zagramy.

No bo przy okazji chciałem zapytać, skoro już tyle pracy włożyliście w przygotowanie zaaranżowanie akustycznych wersji, no bo wiem, że to jest kupa roboty, to pomyślałem, czy myśleliście, żeby to jakoś spożytkować? Czy jest jakiś taki pomysł, żeby zarejestrować taki materiał chociażby koncertowo?

Wiesz co, jeżeli to zrobimy i jeszcze to ogramy, to jest szansa. Mamy propozycję na koniec roku zagrać zaduszkowe koncerty akustyczne. Mamy już nawet pewne ustalenia, że będziemy czasem grać takie koncerty. Musimy jeszcze popracować nad tym jak i co będziemy grać. Warszawski koncert to jest bardziej ciekawostka, bo to jest spotkanie promocyjne z fanami, więc ten koncert to tak naprawdę ma być tylko takim dodatkiem. W założeniu nawet to jest nazwane jako set akustyczny. Tam się może wszystko wydarzyć, bo zakładamy że wyjdziemy, zagramy po prostu kilka piosenek, ale może być tak, że zagramy cały koncert… życie pokaże. Tam ma być z nami wywiad, ma być odsłuchiwanie płyty, może to za długo wszystko trwać. Nie wiem w tej chwili jaka jest koncepcja techniczna całego spotkania i jakie są tam możliwości. Życie pokaże, my jesteśmy przygotowani na to, żeby grać – nie ma problemu i jak będzie trzeba, to zagramy, dostosujemy się do zastanej sytuacji. Zobaczymy jak to będzie wyglądało, jakie będzie zainteresowanie i jakie będą możliwości.

No jasne, rozumiem. Wiesz co? Obiło mi się o uszy, że macie już sporo nowego materiału. Sporo nowych numerów. Chciałem zapytać, na jakim to jest etapie. Czy macie już kilka kawałków napisanych, czy już zarejestrowanych?

Zarejestrowanych nie, jeszcze nie zaczęliśmy ich rejestrować, natomiast pomysłów jest dosyć dużo. Każdy gdzieś je ma w szufladzie i jest dosyć dużo różnych starych utworów, które po liftingu warto by było zrobić. Jasiu ma na przykład bardzo dużo takich pomysłów, które by można było wykorzystać, ale chcemy uzbierać tego materiału jak najwięcej i wtedy wyłonić z niego esencje, żeby było trochę tak jak przy tej pierwszej płycie. Poprzednio ja miałem kilka utworów… jakieś utwory napisałem z myślą o TSA.

Pracuję też nad swoją solową płytą i wiele tego materiału, który komponowałem wziąłem na swoją płytę. Chcę ją wydać – może mi się uda – do połowy roku. To są moje rzeczy, które we mnie siedzą już od dekad. Nigdy na to nie miałem czasu i teraz też mam go mało, bo mam dużo innej pracy. Wiesz – szewc chodzi w dziurawych butach, natomiast mam 3 swoje utwory gdzie Vinny Appice z Black Sabbath nagrał mi bębny, bębny do 2 utworów nagrał mi Brian Tichy z Whitesnake, obecnie Dead Daisies. Znakomite solo jako prezent na moje pięćdziesiąte urodziny zagrał dla mnie Bumblefoot. Nagrał dla mnie gitarę też Rowan Robertson z DIO i Andy Martongelli z zespolu Ellefssona, więc mam ponagrywane trochę rzeczy moich przyjaciół do moich własnych celów na solową płytę. Co więcej, Damian Michalski z TSA śpiewa większość repertuaru na tej mojej płycie. Z Damianem mi się dobrze pracuje, bardzo szybko potrafimy pracować ze sobą. Trochę się dzieje na różnych płaszczyznach i tego materiału trochę jest na warsztacie. Tak naprawdę to bardzo skrupulatnie wybieramy pewne rzeczy, które akurat podobają się wszystkim, które uważamy, że są w charakterze, to się wiąże z tym, co ci mówiłem wcześniej, ja różne rzeczy gram i różne rzeczy lubię i różne rzeczy komponuje, ale nie wszystko się nadaje do tego, żeby je grać w tym zespole i w tym składzie.

Zgadza się. Na koniec ustawiłem takie pytanie. Męczy mnie kwestia nazwy waszego zespołu, bo o ile jeszcze potrafiłem spamiętać, dopisek MNK tak teraz ja nie wiem, czy mi się raz zdarzyło z pamięci polecieć „MNKWL”. Kiedy ze znajomymi rozmawiamy o waszym zespole, to zawsze używamy nazwy „Nowe TSA” albo coś takiego. Ja wiem, że to jest uczciwy dopisek. Wszystkie wasze inicjały pisać, ale… Próbowaliście gdzieś zasięgnąć opinii fanów albo, żeby zdać się na bardziej praktyczną nazwę? Nie wiem – jakie jest twoje odczucie?

Wielu ludzi mówi, że my w ogóle nie powinniśmy używać nazwy TSA. Ja nie mam takiego przywiązania do tej nazwy, bo ja mam przywiązanie do zespołu i do moich kolegów. Ja mógłbym to nazywać inaczej. Nie mam z tym problemu. Natomiast rozumiem też to, że Marek z Jasiem chcieli, żeby to było TSA, bo to jest dorobek ich życia i wielu z tych fanów, którzy dyskutują na mediach społecznościowych, nie biorą tego pod uwagę i nie potrafią zrozumieć. Więc robimy to z szacunku do kolegów, ale nie działamy pod nazwą TSA, bo to jest inny, świeży skład. Więc to najpierw był Michalski Niekrasz Kapłon, to oni zdecydowali grać i stworzyli ten skład, a ja i Maciek do nich dołączyliśmy i powstało TSA MNKWL.

Pierwotnie założenie było takie, że z Maćkiem graliśmy bardziej na zasadzie sidemana niż członka zespołu, ale jak już zaczęliśmy grać, zaczęliśmy docierać zespół, tworzyć numery, coś się zaczęło dziać pozytywnego, dostaliśmy propozycję, zrobiliśmy naradę i zdecydowaliśmy, dobra, to róbmy to jako zespół – jesteśmy w tym wszyscy razem. No i teraz jak to zrobić? Skoro z założenia było już Michalski Niekrasz Kapłon, to dlaczego miałoby by nie być mojego nazwiska, gdzie ja też oddaje i moją pracę, i moje serce i całe zaangażowanie w ten zespół? Jak tu znaleźć sprawiedliwość w tym wszystkim?

No – ciężki temat.

Dlatego to jest taki kompromis. Nie było lepszego pomysłu na to, więc tak to w tej chwili działa. To, że mówisz, „Nowe TSA” – bardzo fajne – to mi się podoba, to nie znaczy, że ty musisz wymieniać te wszystkie nazwiska, ale wiesz, jeżeli cię temat interesuje i się zagłębisz w to, zobaczysz, że tam jest jeszcze Wester i Lekki.

Tak, ja właśnie tak sobie pomyślałem na początku, kiedy się dowiedziałem, że będziemy razem rozmawiać, że właśnie ty będziesz trochę mniej emocjonalnie do tego tematu ustawiony niż Janusz i Marek. I mogę swobodnie zapytać, bo nikt się nie obrazi.

No wiesz, to mi się często zdarza, że dzwonią redaktorzy na przykład z Radia Rzeszów właśnie do mnie, bo mówią, że będzie to bardziej obiektywnie i mniej emocjonalne. Wiesz co, ja przez parę lat grałem jako sesyjny muzyk z takim zespołem, który otwierał koncerty TSA. Graliśmy supporty i poznaliśmy się z chłopakami i myślę, że to zdecydowało, że oni mi to zaproponowali. Spędzaliśmy razem czas i oni widzieli, co ja robię na scenie. Maciek grał z kolei z Januszem i też Janusz wiedział, czego się po nim może spodziewać.

Ale do czego ja zmierzałem, od czego wyszliśmy?

Od nazwy, ale tak przy tej okazji o tych nazwach chciałem cię zapytać, czy masz jakiś stosunek do funkcjonowania Marka Piekarczyka pod szyldem TSA Dream Team?

O – już wiem do czego Zmierzałem, przypomniało mi się po twoim pytaniu. Jak grałem właśnie te supporty, to miałem kontakt z Andrzejem Nowakiem i to dobry kontakt. Niejednokrotnie rozmawialiśmy o muzyce i gitarach, mam zdjęcia z tych spotkań. Tak samo dobry kontakt miałem ze Stefanem. Zresztą z Markiem Piekarczykiem też się dobrze znamy i mieszkamy nawet blisko siebie. Ja nie wiem kto się na kogo obraża, ja się nie obrażam na nikogo, nie wiem czy mają za złe to że gramy czy nie, no w pewnym sensie ten mechanizm jakiś taki jest. Co więcej mam dobry kontakt z Pawłem Maciwodą, rozmawiałem z nim nie tak dawno i on mówi „no fajnie” podoba mu się to co gramy. Więc chyba nie ma problemów, niepotrzebnych antagonizmów między mną a nimi. Na pewno z mojej strony żadnych. Mi się wydaje, że jest miejsce dla wszystkich i możemy grać wszyscy, i to jest tylko pozytywne i dobre dla fanów, a jest wielu fanów, którzy są szczęśliwi, bo chodzą na Dream Team, na nasze koncerty i są z tego zadowoleni.

No tak. Tak jak swego czasu było z KATami. Byli fani, którzy cieszyli się, że są 2 dobre zespoły, a byli tacy, którzy gdzieś tam fukali jeden na drugiego. Zresztą na światowym podwórku też znamy takie przypadki, nie?

Nieodłączna część takich sytuacji, a to, że ludzie się nie mogą dogadać, to wiesz, małżeństwa się rozwodzą, nie mówiąc jak jest pięciu gości w zespole.

Zgadza się. Tak jak wspomniałem gdzieś tam opłotkami załatwiliśmy ze dwa, trzy kolejne pytania, których już nie ma sensu drążyć? Także dziękuję bardzo za poświęcony czas. I miło było poznać.

Dzięki

Pytał Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *