RIVERSIDE – Piotr Kozieradzki

Premierze każdego kolejnego albumu RIVERSIDE towarzyszą coraz większe emocje. Zespół przyzwyczaił swoich fanów do muzyki najwyższych lotów. Pełnej emocji i melodii. O najnowszym dziele zespołu, ale nie tylko o nim, opowiedział nam PIOTR KOZIERADZKI.


Jesteście znów oficjalnie kwartetem. Jaki wpływ na kształt nowego albumu miał Maciek Meller? Jak odnajduje się w zespole?

PK: No tak zespół prog rockowy bez gitarzysty nie ma racji bytu :). A tak poważnie zbieraliśmy się do tego dosyć długo. Fakt. Przyjęcie Macka do składu było naturalne choć nie było łatwe. Ciężko było wpasować wizerunek Maćka w miejsce Grudnia. Nie obyło się bez wielu znaków zapytania. Gramy już razem prawie sześć lat. Sporo tras, prób i wszystkiego co się z tym wiąże. Kłótniami czy nieporozumieniami. Zawsze w takich sytuacjach poznaje się ludzi. Człowiek starał się to wszystko na nowo poukładać. To wyzwanie. Zwłaszcza dla samego zainteresowanego. W Riverside zawsze trzymała nas pewna droga, pomysł, tok myślenia, który sobie sami wymyśliliśmy i obraliśmy lata temu. My to znamy a Maciek nie. Musiał się wpasować w tą dobrze działającą maszynę. Moim zdaniem udało się zrobić coś co było naprawdę trudne. Maciek to dusza człowiek więc było to nieco prostsze. 🙂 Co do nowego albumu Maćka styl słychać w kilku fragmentach. Sola czy melodyjki. Pojawia się ze swoimi specyficznymi zagrywkami. Czy to dużo? Pewnie powinno być ich więcej, i w przyszłości mam nadzieję, że będzie.

„Friend or Foe?”, otwierający album, jest trochę takim puszczeniem oka do słuchacza, bo przyznasz, że nie jest to typowy utwór RIVERSIDE. Jest kapitalny, a klawisze to czyste lata 80-e.

PK: To zrobione jest z premedytacją. Kawałek roboczo nazywał się „Ejtis” więc jak sam widzisz to ruch zamierzony. Gdy usłyszeliśmy te klawisze Michała było wiadome że będzie nad czym pracować. To naprawdę doskonały otwieracz płytowy. Wersja płytowa bije na głowę singlową, no ale takie reguły. Single edit. Radio i to całe gadanie o krótszych utworach. Ciekawe, że przy Bohemian czy innym podobnym już nie robi to problemu :). Ech. Wracając. To numer zupełnie nie w naszym stylu czy w naszej estetyce, ale właśnie dlatego jest taki wyjątkowy. Słuchając 3 singli tak naprawdę 2 są zupełnie nie w naszym stylu. Ale mam pytanie. Kto powiedział, że całe życie musimy grać SLS czy Loose Heart? To by było naprawdę nudne. Cała płyta jest różnorodna i zarazem Riversidowa. To taki paradoks. Mamy swój styl. Przez lata wypracowaliśmy sposób na bycie innymi. Jest to super fajne. Możemy tak naprawdę zrobić baaaardzo dużo i będzie to w naszym „stylu”. Jedyne czego możesz być pewny słuchając naszych płyt to to, że nie będzie nigdy tak samo. I nie jest. Bardzo duża część progowych bandów gra maksymalnie przewidywalnie. Gdzie tu progressive? Nigdy tego nie mogę zrozumieć. Zespoły boją się eksperymentować, coś zmienić. Granie utartych schematów po prostu nie ma sensu a już na pewno nie przynosi splendoru. Płyty odważne są zauważane. Średniaków jest miliony. My zawsze aspirowaliśmy do tych pierwszych. ID jest bardzo odważną płytą. Czy się spodoba? Pewnie tak 🙂 ludzie lubią „odważną” muzykę. A ta taka jest

„ID.Entity” jest albumem mniej intymnym, porusza tematykę społeczną. To efekt odreagowanie „dziwnych” czasów, w których żyjemy czy może chęć „nowego otarcia” po traumie przeszłości?

PK: Tak naprawdę wszyscy mamy już dość żałoby, pandemii i totalnej niepewności naszych czasów. Mniej intymności? Ciężko o intymność gdy widzisz wszechobecne newsy z wojną w Ukrainie, wiecznym identyfikowaniem się pod sytuację naokoło nas. Zmienianiem siebie pod innych, przejmowanie się lajkami czy innymi pierdołami. To kompletnie nie ma znaczenia. Czy mam 3 czy 3 miliony lajków nie robi ze mnie fajnej osoby. Wieczne dostosowywanie swojego wyglądu czy zachowania pod ten czy inny portal społecznościowy jest po prostu głupotą. Totalny odpał. Patostimerka czy podobne atrakcje definiują nie tylko tych którzy to tworzą ale i tych którzy to oglądają. Uwielbiam jeden cytat. „Nie róbmy głupich ludzi sławnymi”. ID to odzwierciedlenie tego co nas wkurwia w tym świecie, na co nie do końca się zgadzamy i nie chcemy tak żyć. Podziały między ludźmi, wszechobecny hejt w TV czy Internetach czy pseudo eksperci od wszystkiego. Trzeba z tym skończyć. Trzeba wrzucić na luz. Inaczej wszystko to pójdzie na ch…j. Mam nadzieję, że ludzie opamiętają się w końcu i zaczną sami myśleć. To wszystko jeszcze można odkręcić. Pomyślmy o tym.

Podobno pojawiła się obawa, że przez koncerty, nie wyrobicie się z materiałem. Było bardzo nerwowo?

PK: Tak naprawdę to chyba najszybciej skomponowana i zarejestrowana nasza płyta. Od pierwszych prób do oddania masteru z gotową płyta minęło tylko 6 miesięcy. To nasz rekord. Sam proces nagrywania był ekspresowy. 2,5 miesiąca. Praca w Boogie Town Studio i jednoczesne nagrywanie w Serakos studio było naprawdę niezłą woltyżerką. Udało się i to najważniejsze. Nerwowo? Nawet nie. Wszyscy wiedzieliśmy co robić. Ja byłem przygotowany na 90% więc jak na standardy Riversidowe z ostatnich 3 płyt to bardzo dobra średnia. Zmiany zmiany i jeszcze raz zmiany. To nam wszystkim przyświecało. Począwszy od miejsca nagrań perkusji, basu, gitar czy hammonda skończywszy na mixowaniu w zupełnie innym studio niż zwykle. Boogie town to perfekcyjne miejsce do tego aby nagrać doskonale brzmiącą płytę. Super klimat, super właściciele, mega zawodowe pomieszczenia oraz sprzęt porównywalny z największymi studiami na świecie. Czego więcej trzeba? Kasy i dobrej muzyki. Mam nadzieję, że ten „składak” złożył się we wspaniałą całość.

Czy któreś utwory powstały w wyniku jammowania? Na płycie jest kilka takich odlotowych fragmentów które brzmią niczym improwizacja.

PK: Dobrze słyszysz. Końcówka Self-Aware oraz obydwa bonus tracki to improwizacje. Były tylko fragmenty melodii i linia basu. Reszta to efekt improwizowania już w studio. Pomysł na te fragmenty był zupełnie inny. Mieliśmy mało czasu, więc padło aby zrobić to podobnie jak EOTS. Bębny z automatu i jedziemy. Po gorącej dyskusji stanęło na tym że to ja zagram te utwory. Trochę to komiczne i kosmiczne. Wyobraź sobie taką sytuację. Nagrywam pod nagrany przed chwilą bas a Mariusz przez mikrofon z reżyserki na żywo mówi mi Wolno, Szybko, Pauza, Ostro i mocno, Hihat otwarty. W ten właśnie sposób zagraliśmy po dwa razy te numery i efekt masz na bonusowym dysku. To spoko doświadczenie i nowość w Riverside. Ogólnie cała płyta w większości powstała podczas prób. Słychać tu cały zespół. Wszystko oczywiście pod czujnym okiem Mariusza ale to nie jest nowość :). Fajnie, że udało się na tej płycie odzwierciedlić nasze koncertowe granie. Żywiołowość i ekspresja „Riverside live” jest tu mocno słyszalna.

Płyta ma kilka bardzo dynamicznych momentów – najwyraźniej stęskniliście się za takim nieco mocniejszym graniem?

PK: Pewnie tak. Ja wiadomo zawsze skręcam w stronę cięższego grania ponieważ słucham ciężkiego grania. Takie granie jak ADHD czy właśnie ID są moimi ulubionymi. Lubię jak w muzyce dużo się dzieje i sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie. To właśnie jest najpiękniejsze w tym naszym graniu. Ocieramy się o różnorodne style mieszając lata osiemdziesiąte z metalem. Widziałeś kiedyś takie połączenie? Nie? Ja też nie i właśnie to jest tu piękne. Miks wielu zabarwień muzyki rockowej czy prog rockowej na tej płycie sięga zenitu (Maciek!!). Szukanie tożsamości właśnie takie jest. Kolorowe i różnorodne. Rollercoster to dobra wizualizacja tej płyty.

Opowiesz coś o grafikach towarzyszących płycie? Są zjawiskowe – czy powstały wg waszych wytycznych czy to w pełni dzieło ich autora?

PK: Grafiki Kubickiego Jarka są niesamowite. Oczywiście robił to wszystko pod czujnym okiem Mariusza, jednakże zrobił je on. Grafika doskonale pasuje do tego co się odjaniepawla na płycie 🙂 Muzyka kolorowa to i grafiki nie powinny odbiegać od tego charakteru. Jest HD, jest kolor jest dwuznaczność. Wszystko tak jak miało być. Nareszcie coś świeżego. Bez dołu, pyłu i rdzawo-szarego koloru. Koniec żałoby 🙂

Ostatnimi czasy coraz modniejsze są kasety magnetofonowe. „ID.Entity” ukazuje się w wielu formatach a czy będzie też kaseta?

PK: Jestem oldskulowcem. Słucham w domu tylko płyt winylowych, w aucie CD i nie mam Spotifaja czy innego badziewia ;). Taki żarcik. Kasety chyba za ostro. Nigdy ich nie lubiłem ale nie było innego wyjścia. Swego czasu nie stać mnie było na nic innego jak kaseta Maxell90 z dwoma płytami nagranymi z vinyla za 500 zł. Chcę wspierać zespoły które lubię. Kupuję płyty, jestem typowym boomerem i wiem że wiele osób tak samo myśli jak ja. Niestety świat pędzi więc i muzykę słucha się z telefonu. Takie czasy. Ja ciągle wierzę w tych ludzi którzy wspierają zespół kupując ich nośniki fizyczne, chodząc na koncerty, kupując koszulki a nie oglądając koncerty na youtubie. To zmierza w bardzo złą stronę. Zespoły przestają istnieć, odwołują trasy koncertowe właśnie przez takie dramaty rynkowe całego showbiznesu. Wszystkie te sreamingi i miliony odsłuchań nie wnoszą nic do zespołu. Nawet złamanego centa. Tu apel. Jeżeli lubicie zespół to kupujcie CD, LP czy nawet pliki dobrej jakości. Słuchanie Spotify nie daje nic zespołowi poza wyświetleniem raz w roku ile osób  słuchało twoich nagrań. To wszystko. Pamiętajmy o tym. To bardzo ważne dla samych zespołów. Nie firm czy pośredników. To właśnie zespół jest ostatecznym twórcą tego co zakupiłeś. Dzięki temu może twój ulubiony zespół będzie grał jeszcze lata. Strimingi zabijają zespoły a w szczególności ich wolę przetrwania.

RIVERSIDE istnieje już ponad 20 lat. Nagrywanie, którego albumu, wspominasz najlepiej? Czy jest płyta, na której najchętniej byście coś zmienili?

PK: 20 lat to szmat czasu. Pamiętam każde nagrywanie, każdy koncert czy festiwal na którym graliśmy. To moje życie o którym zawsze marzyłem. Będąc łebkiem (pewnie miałem z 10 lat) malowałem kredkami na kartkach koncerty, które sobie wyobrażałem. Scenografie, podesty czy światła sceniczne. Ja na środku sceny za perkusją. Byłem i do tej pory jestem zajarany tym co się dzieje z Riverside i cały czas nie mogę w to uwierzyć, że tak właśnie moja historia się potoczyła. Spotkałem na swojej drodze Mariusza, Michała i Grudnia i to zmieniło kompletnie nasze życie. Świat stanął na głowie. Jestem dumny z tego, że założyliśmy taki zespół, którego nazwę i muzykę znają na całym świecie. Na tych kartkach malowanych wszystko było prostsze. Teraz jest to realne. Jestem w samym centrum, mogę tego dotknąć. To wszystko zmieniło. Nadal mam jeszcze niespełnione marzenia, więc chcę grać dłużej aby je spełnić. Czy się uda? Nieważne. Ważne żeby próbować. Co do poprzednich płyt. Czy coś bym zmienił? Pewnie w każdej płycie „coś” by się znalazło. Pytanie jest tylko. PO CO? To przeszłość. Ja patrze w przyszłość. Zawsze. Nie ma sensu gmerać w czymś co ludzie pokochali. Oczywiście jest masę spraw, które można było zrobić lepiej czy inaczej. Niestety nie odzobaczy się już tego więc niech tak zostanie.

Zagracie na Ostrów Rock Festiwal 2023. Przyznasz, że dla fana progresywnego rocka ta impreza zapowiada się imponująco. Zagracie Wy, Collage czy Threshold. Czy szykujecie jakiś specjalny set?

PK: Ostrów tak. Fajny skład. Będzie zawodowo. Specjalny set? Jeszcze nic nie ustalone poza tym nie ma sensu ujawniać szczegółów. Nie będzie niespodzianki. Jak to zwykle postaramy się zagrać dobry koncert. Zapraszamy na nasze występy podczas letnich festiwali. Będzie ich kilka. Zarówno w Polsce jak i w Europie.

pytał: Piotr Michalski
zdjęcie: Radek Zawadzki

1 thought on “RIVERSIDE – Piotr Kozieradzki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *