Quidam to bez cienia wątpliwości jeden z najciekawszych (a i
najdłuższych stażem) zespołów współczesnej polskiej sceny progresywnej.
Na przekór modom i trendom grupa prze do przodu od prawie 20-u lat (!!).
Całkiem niedawno ukazał się materiał DVD – „Strong Together” i to
właśne premiera tego wydawnictwa stała się przyczółkiem do
przeprowadzenia tego wywiadu. Przy okazji dowiedzieliśmy się co nieco o
planach dotyczących nowego albumu oraz najbliższych koncertach. Na
pytania sumiennie odpowiedział Maciek Meller 🙂
Witaj, DVD „Strong Together” jest już do kupienia – a cofnijmy się w
czasie. Jak wspominasz same przygotowania do tamtego koncertu?
– Hmm, było chyba sporo ekscytacji, zaangażowania i – jak to zwykle w
takich sytuacjach – jakaś porcja stresu i adrenaliny. Tym razem wszystko
było na naszej głowie, cała organizacja, panowanie nad całością
przedsięwzięcia i muszę przyznać, że było to spore wyzwanie. „Rufio”
oczywiście panował nad kwestiami „filmowymi”, Zbyszek i Bartek
(Kurkowski, nasz akustyk) zajęli się rejestracją dźwięku, pan Krzysztof
Kaczmarek (z Oskardu) zajął się światłem a Robert Roszak i jego ekipa
pomagali gdzie się dało i gdzie była potrzeba.
Przygotowania do koncertu to także wcześniejsze próby, także z Tyldą i
Piotrusiem, które graliśmy jeszcze przed wyjazdem na trasę z After…No i
sama trasa była jednym wielkim przygotowaniem. Tu jednak czuliśmy, że
zrobiliśmy kawał dobrej roboty i chyba mniej martwiliśmy się o samą
muzykę, niż o stronę techniczną realizacji 🙂 W dniu koncertu wszystko
jednak przebiegało dość sprawnie i zgodnie z planem, nie było więc jakiś
napięć.
Czy będąc na scenie czuliście presję, ze to się nagrywa?
– Mogę mówić tylko za siebie i wydaje mi się, że nie czułem żadnej
presji, choć wydawało się, że może być różnie…Wychodząc na scenę
byliśmy już mocno zmęczeni po wieczorze i całym dniu pracy: ustawiania
sprzętu, świateł, prób dźwięku itd. Naprawdę obawiałem się czy damy
radę, czy koncert nie będzie „wymęczony”. O dziwo, kiedy zaczęliśmy grać
uczucie znużenia kompletnie zniknęło, pojawiła się jakaś adrenalina i
duża ochota na muzykowanie. Z każdym kolejnym utworem było coraz lepiej,
rozkręcaliśmy się, kiedy zobaczyliśmy, że dobrze idzie, jest komfort do
gry i świetnie reagująca publika.
Jak zrodził się pomysł na zaproszenie na ten koncert gości? Nie myśleliście o Emili?
– Wydawało nam się, że okazja jest na tyle specjalna, że warto ubarwić
nasz występ udziałem zaproszonych gości. Piotrek Rogóż pojawił się
niejako naturalnie – zagrał na „Alone Together” i postanowiliśmy
wspólnie to powtórzyć, wydłużając nieco jego partię. On sam nauczył się
też cytatu SBB i tak już zostaliśmy razem na scenie do końca utworu 🙂
Skrzypce to było takie nasze zespołowe niezrealizowane marzenie. Kiedy
wspomniałem o tym Kosiakowi natychmiast zasugerował udział Tyldy, którą
znaliśmy z zespołów CashMERE i Gargantua. Bardzo szybko się
porozumieliśmy we wszystkich kwestiach i skład 8 osobowy stał się
faktem. To była fantastyczna współpraca i świetni ludzie, wspólne
muzykowanie było dla nas wielką frajdą i doświadczeniem. Mamy nadzieję
kiedyś to powtórzyć…
Chyba już się nie uwolnimy od pytań o Emilię 🙂 Myśleliśmy o Emilii, o
jej mężu, ale na wszystko nie starczyło nam czasu, możliwości, może też
determinacji? Poza tym oboje są zajęci swoim chórem TGD. Zresztą bardzo
nam pomogli w inny sposób – to dzięki nim trafiliśmy na „Rufia” i
Roberta Szydło, co znacznie podniosło walory naszego DVD…Niedługo
20-lecie Quidam, może wtedy coś zagramy razem, powspominamy? Na pewno
będzie dobra okazja.
Wizualnie „strong Together” prezentuje się wyśmienicie – świetna realizacja, dźwięk, „opakowanie”- duma chyba Cię rozpiera?
– Tak właśnie się czuję, bo jak nigdy (może z wyjątkiem „Alone
Together”) mam tak dużą pewność, że zrobiliśmy bardzo wartościowe
wydawnictwo – pod każdym względem: obrazu, dźwięku na opakowaniu
kończąc. Oprócz nas dumni są (to wiem) i mogą być wszyscy ludzie, którzy
nam pomogli: Kosiak, który ogarniał wszystko, „Rufio” ze swoją ekipą,
Robert Szydło (który miksował dźwięk), Michał Florczak (cała grafika i
film do „We are alone together”), przyjaciele, którzy robili zdjęcia
(Marta Tłuszcz, Paweł Młodkowski, Paweł Nawrot), Robert Roszak &
kompania, publiczność i pewnie jeszcze parę osób…Cóż, jakkolwiek to
zabrzmi, niespecjalnie dziwią mnie bardzo pozytywne recenzje, które tu i
ówdzie się pojawiają. Dużo osób solidnie się napracowało przy tym
materiale i teraz wszyscy zbieramy „plony” tej pracy.

Jak w kilku zdaniach porównałbyś wasze pierwsze DVD („The Fifth Season”) z „Strong Together”?
– Mogę porównać jednym słowem, jeśli chcesz: „przepaść”…To oczywiście
moja opinia i gdybym miał ją nieco rozwinąć, to najmniejsze różnice
widzę w jakości strony audio tych wydawnictw, choć do pierwszego
wykonania pasuje mi słowo „poprawność”, a do drugiego „polot i pasja”.
Montaż obrazu to już słabo wykonana praca…Co tu dużo mówić – wystarczy
wziąć do rąk oba pudełka, chwilę obejrzeć, potem odpalić każdy koncert
na telewizorze i już wiadomo co mam na myśli…Podkreślam jednak, że
tamto DVD ma swoje miejsce w naszej dyskografii, pod niektórymi
względami ważne miejsce, w moim przekonaniu.
Nagraliście wyśmienity „Alone Together”, teraz chyba pora na kolejny album, kiedy można oczekiwać kolejnej płyty Quidam?
– Nie będę składał żadnych deklaracji, bo i tak nie dotrzymamy słowa 🙂
A tak poważnie, to u nas nie ma aż tak precyzyjnych planów. Dopóki nie
ma gotowego materiału nie jestem w stanie podać dat. Staramy się nie
poganiać, bo tu chodzi o muzykę, a nie jakiś biznesplan…Mam takie
marzenie, żeby płyta ukazała się w tym roku, jesienią. Widząc tempo
naszej pracy jeszcze wydaje się to realne, ale z różnych powodów może
się okazać, że jednak nie…
Czy nie czujecie ciśnienia po tak wspaniałym albumie jakim był „Alone Together”? Poprzeczka zawieszona jest bardzo wysoko.
– Wydaje mi się, że przez jakiś czas nas to nawet trochę paraliżowało,
ale kiedy na dobre zabraliśmy się do pracy nad nowymi pomysłami to
uczucie ustąpiło – przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Ściganie się z
twórczością kogokolwiek (w tym swoją) nie wydaje mi się specjalnie
twórczym zajęciem. Przeskakiwanie kolejnych „wysoko zawieszonych
poprzeczek” może doprowadzić do złamania ręki, a ja żyję z pracy rąk
:-))) Rozumiem i domyślam się, że są jakieś oczekiwania związane z naszą
kolejną pracą studyjną. Dlatego jeśli spytasz o moje zdanie na ten
temat, to mam wrażenie, że podążanie dalej śladem „Alone Together” nie
jest dla mnie zbyt interesujące. Mimo, że mam do tego wydawnictwa
największą „słabość”, wydaje mi się, że w tym kierunku muzycznym w
sposób najbardziej pełny wypowiedzieliśmy się właśnie na tej płycie. O
wiele większym wyzwaniem i ryzykiem, niż skakanie teraz nie wiadomo jak
wysoko, wydaje się podróż muzyczna w innym kierunku, niż ten znany z
„Alone Together”. Dla mnie ta płyta nie musi być lepsza. Wystarczy, że
będzie nowa, kolejna, a przede wszystkim inna od poprzednich. Nie chodzi
też o jakieś wielkie rewolucje, o to, żeby przestać jeść mięso, ale
można spróbować je inaczej przyprawić 🙂
Lada dzień zaczynacie trasę (w towarzystwie Acute Mind i Dianoya),
czy możemy oczekiwać nowych utworów?? Może już jakieś powstały??
– Tak, pojawi się coś nowego. Powstało już kilka utworów na następną
płytę, ale na pewno wszystkich nie zagramy. Warto dodać, że na
wszystkich tych koncertach zagramy w składzie 7-osobowym, razem z Tyldą.
…będą jakies nowe „cytaty”?;-)
– Nie będzie, ale przecież mogę kłamać, więc jeśli ktoś jest
zainteresowany tym co robimy, to chyba najlepiej wpaść na koncert
sprawdzić samemu 🙂
Quidam dość rzadko koncertował z innymi zespołami. Na ogół jesteście
jedynym zespołem wieczoru. Co skłoniło Was do wzięcia udziału w
Progressive Spring Tour?
– Nie zgodzę się chyba z Twoim pierwszym zdaniem. Raczej było sporo
koncertów w towarzystwie innych grup. Zawsze jesteśmy otwarci na
propozycje wspólnych występów, choć rzeczywiście często na przeszkodzie
stają względy techniczno-logistyczne. W każdym razie tym razem
propozycja wyszła od zespołu Acute Mind i ich sympatycznego wydawcy,
Marka Kułakowskiego z Electrum Production. Mieliśmy wcześniej
przyjemność zagrać razem z Acute Mind w Lublinie i bardzo miło
pogawędzić po koncercie. Znajomość i sympatia pozostały, a kiedy Pani i
Panowie wydali swój debiut, pomyśleli o wspólnej trasie właśnie z nami,
co było dla nas niezmiernie miłe. Wszystko zbiegło się w czasie z
wydaniem naszego DVD no i mamy świetny powód, żeby pograć 🙂 Do tego
wszystkiego na 3 koncerty dołączy do nas Dianoya, która ma na koncie
również obiecujący debiut. Szykuje się naprawdę ciekawe wydarzenie,
cieszę się, że w tym uczestniczymy.
Myślałeś kiedyś o czymś „na boku”? Płycie Maciej Meller solo?
– Myślę o tym, ostatnio coraz częściej, ale czuję, że jeszcze nie
nadszedł właściwy moment – cokolwiek to znaczy 🙂 Mam na myśli głównie
moje zobowiązania rodzinno-zawodowe, które w tej chwili uniemożliwiają
mi zajęcie się w odpowiedni sposób tego typu wyzwaniem. Nie czuję
jakiegoś ciśnienia, że muszę takie coś zrobić, ale pewnie kiedyś
spróbuję, przy bardziej sprzyjających okolicznościach. A jeśli nie, to
też nic się nie stanie. Nie żyję samą muzyką i muzyka nie jest dla mnie
wszystkim…
Quidam to obecnie zespół z „top” polskiego progresywnego rocka, a jak
odbierani jesteście poza granicami Polski? Czy też potwierdzisz smutna
prawdę, że „tam” zainteresowanie jest większe niż u „nas”?
– Nie potwierdzę tej „smutnej prawdy”, a nawet pozwolę sobie się z nią
nie zgodzić. Z moich obserwacji wynika coś zupełnie odwrotnego. Mam
wrażenie, że w Polsce jest większe zainteresowanie tego typu
twórczością, niż na zachodzie, co mnie niezmiernie cieszy. Od kilku lat
wydaje mi się, że ta proporcja odwraca się na korzyść Polski właśnie. To
jednak tylko moje subiektywne odczucie, które nie musi pokrywać się z
rzeczywistością…Faktem jest to, że pozycja Quidam na tamtym rynku jest
dużo słabsza, niż np. 10 lat temu, a u nas chyba przeciwnie. Cóż,
zmienił się Quidam, ale i zainteresowania słuchaczy są dziś chyba inne.
Wydaje mi się, że dużą popularnością cieszy się tzw. prog-metal i
pochodne, a jak Wiesz, poruszamy się raczej w innych przestrzeniach.
Wskazówką dla nas mogą być jedynie słowa pewnej piosenki pana
Młynarskiego 🙂
Dziękuję za czas, który poświęciłeś na ten wywiad – zakończenie należy do Ciebie.
– Dziękuję za czas, który poświęciłeś na ułożenie pytań do wywiadu i
dziękuję wszystkim, którzy także poświęcą czas na przeczytanie go 🙂
Pozdrawiam, do usłyszenia, zobaczenia
Pytania: Piotr Michalski


















































