Rafał Żak – człowiek orkiestra, jedyny członek projektu Ordinary
Brainwash. Jego debiutancki album „Disorder In My Head” powinien
przypaść do gustu zwolennikom współczesnego oblicza progresywnego rocka.
Co do powiedzenia na temat muzyki (ale i nie tylko) ma Rafał? Tego
dowiecie się z poniższego wywiadu.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką? Jaki był początek?
To zależy co masz na myśli mówiąc „przygoda z muzyką”. Odkąd pamiętam,
muzyka zawsze wypełniała nasz dom. Zawdzięczam to mojemu tacie, który
słuchał i wciąż słucha bardzo dużo muzyki. To tak naprawdę on
'wprowadził’ mnie w ten magiczny świat, który powoli stawał się moim
nałogiem. Zawsze słuchało się u mnie w domu radiowej „Trójki”, bo tylko
tam można było posłuchać dobrej muzyki rockowej, a prym w tej dziedzinie
wiodła audycja Piotra Kaczkowskiego 'Minimax’. Jeżeli natomiast chodzi
Ci o to, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z instrumentami, to również
było to wcześnie. Jeszcze zanim przyszedłem na świat czekało na mnie w
domu pianino oraz gitary: akustyczna i elektryczna.
Jesteś taką „jednoosobową orkiestrą”. Który instrument zainteresował Cię jako pierwszy? Który lubisz najbardziej?
Pierwsze było pianino – być może dlatego, że dziecku z małymi dłońmi
łatwiej uderzać klawisze klawiatury, niż objąć cały gryf gitary. Poza
tym pamiętam film 'The Blues Brothers’, w którym Ray Charles tak
radośnie pogrywał na klawiszach. Dodajmy do tego fragment koncertu Deep
Purple, na którym zobaczyłem jak poczyna sobie Jon Lord i fascynacja
instrumentami klawiszowymi gotowa. Z czasem jednak coraz bardziej
interesowała mnie gitara – jakby nie patrzeć, instrument-fundament
muzyki rockowej. Teraz z pewnością jest to mój ulubiony instrument.
Czy jesteś samoukiem czy też masz może wykształcenie muzyczne?
Wykształcenia muzycznego jako takiego nie mam, chociaż przez pewien
czas, gdy miałem tak około 10-13 lat pobierałem prywatnie lekcje
pianina. Pozwoliło mi to trochę bardziej zgłębić teorię muzyki. Jeśli
jednak chodzi o praktykę, czyli moją ulubioną część, to jest to już
jednak samodzielna praca. Być może z nauczycielem szybciej robi się
postępy, ale żeby pozostać jak najbardziej odpornym na wpływ schematów
postanowiłem, że chcę sam doskonalić moje umiejętności. Natomiast praca w
studio wyglądała jeszcze inaczej, bo techniki mixingu i masteringu
uczyłem się metodą prób i błędów. Najpierw starałem się rozgryźć
sztuczki techniczne i zabiegi wykorzystywane na płytach, które moim
zdaniem są dobrze wyprodukowane. Gdy już sobie to wszystko poukładałem w
głowie, mogłem zaczynać produkcję własnych nagrań.
Rafał Żak – muzyk. To wiemy. A jakie masz inne pasje i zainteresowania pozamuzyczne?
Żeby utrzymywać dobre samopoczucie potrzebuję sportu. Lubię pływać,
czasami pograć w koszykówkę. Poza tym interesują mnie nowe technologie,
kino czy też dobra książka. Najbardziej jednak chyba pasjonuje mnie samo
życie. Relacje międzyludzkie są najbardziej inspirującą rzeczą na
świecie, dlatego większość wolnego czasu staram się poświęcać mojej
dziewczynie, rodzinie i przyjaciołom.
Jak wygląda w Twoim przypadku realizacja płyty? Masz gotowy koncept
płyty czy też improwizujesz jeszcze w trakcie jej nagrywania?
Przy płycie „Disorder in My Head” praca wyglądała naprawdę różnie na
różnych etapach jej powstawania. Nie miałem założonego głównego przekazu
płyty jako całości, chociaż w efekcie końcowym mogę stwierdzić, że
wyszło spójnie zarówno pod względem stylistycznym, jak i tekstowym.
Struktura poszczególnych kawałków była zazwyczaj przemyślana już od
samego początku, natomiast warstwa instrumentalna – różne tła i smaczki –
często dodawałem w trakcie, żeby efektywnie wykorzystać przestrzeń
dźwiękową, jaką daje mi stereo. Zdarzały się jednak chwile, że w pewnym
momencie wpadał mi inny pomysł do głowy i dany fragment utworu wyglądał
ostatecznie zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażałem na początku. Praca
w studio nie polega tylko na nagraniu kawałka. Moim zdaniem kompozycja
wciąż się w trakcie tej pracy rozwija i wszystko tak naprawdę może się
zdarzyć, można pójść w każdym możliwym kierunku.
Nagrywanie
w pojedynkę chyba nie jest najłatwiejsze. Nie myślałeś o zaangażowaniu
osób, które by Ci pomogły w samym procesie rejestracji materiału?
W trakcie pracy nad płytą to właśnie pełna niezależność cieszyła mnie
najbardziej. Nie wyobrażałem sobie angażowania innych osób do pracy nad
debiutem, sam chciałem wyznaczyć ścieżkę, którą mam nadzieję Ordinary
Brainwash będzie podążało w przyszłości. Poza tym samodzielna praca
oznaczała dla mnie brak pośpiechu i bezkompromisowość w tym co robiłem, a
to chyba najważniejsze przy pracy twórczej.
Nagrywając „Disorder In My Head” poniekąd zakpiłeś z wszystkich tych,
którzy wszędzie starają się dopatrywać podobieństw do Porcupine Tree –
ten album, co by nie mówić jest utrzymany w stylu, który prezentuje
ekipa dowodzona przez mr. Wilsona.
Ludzie piszący o muzyce progresywnej, zwłaszcza w Polsce, wpadli w
manierę „jeżozwierzowania” większości debiutów grających prog-rock. Z
jednej strony trochę mnie to śmieszy, ale bardziej jednak chyba irytuje.
Rozumiem, że trzeba jakoś szufladkować nowego artystę, ale uważam, że
można to zrobić bardziej wnikliwie. Boję się, że niedługo, zamiast robić
przynajmniej pobieżną analizę płyty, krytycy będą tylko porównywać.
Wiesz, wszędzie można doszukiwać się podobieństw, zwłaszcza, że muzyka
istnieje nie od dziś i bardzo wiele już zostało w niej powiedziane.
Myślisz już o następnej płycie?
Oczywiście nie mam zamiaru przerywać tego co zacząłem i mam nadzieję, że
uda mi się kontynuować prace nad projektem. Pomysłów jest dużo, ale to,
kiedy usłyszymy kolejną odsłonę Ordinary Brainwash zależy głównie od
ilości wolnego czasu, jaką będę mógł poświęcić pracy nad muzyką. Po
cichu liczę na to, że o kolejnej płycie niedługo będę mógł powiedzieć
coś więcej. Póki co, nie zdradzam żadnych szczegółów.
Jest szansa, że kiedykolwiek zobaczymy Ordinary Brainwash na koncercie?
Szansa na pewno jest, tylko raczej nie w obecnym składzie i chyba jeszcze nie w tym roku.
Dziękuję za wywiad, zakończenie należy do Ciebie.
Również dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników rockarea.eu.
Pytania: Irek Dudziński, Piotr Michalski


















































