Witajcie moi Kochani, pozwolicie że rozmowę zacznę od tego, że na początku tego lata spotkałem Macieja, który zagrał w składzie HellHaven na VII Festiwalu Rocka Progresywnego w Gniewkowie. Podczas koncertu, swoją grą walnie przysłużył się do słów uznania zgromadzonej publiczności.
MD-B. – Cześć! Tak jest, zgadza się. Bardzo miło wspominam wyjazd do Gniewkowa. Był to jednocześnie pierwszy z festiwali na których miałem przyjemność zagrać i bardzo się cieszę, że był to akurat festiwal muzyki progresywnej. Mam nadzieję jeszcze kiedyś tam wrócić!
Skąd u Ciebie zainteresowanie tym gatunkiem muzycznym? Kto Cię zainspirował?
MD-B. – Hmm, to dość trudne pytanie. Początki tego leżą na pewno nieopodal początków mojej muzycznej przygody z Dream Theater, później także Symphony X, Porcupine Tree no i wreszcie Opeth. Te kilka zespołów na pewno znacznie wpłynęło na to co wychodzi dziś spod moich palców. Osobą odpowiedzialną za te inspiracje jest niezaprzeczalnie mój dobry kolega Michał Sokół, którego także można było zobaczyć w Gniewkowie z zespołem Ananke, i który od lat podrzuca mi smakowite muzyczne kąski, a i również mocno przyczynił się do mojego grania na gitarze.
Podczas festiwalu w Gniewkowie miałem okazję z bliska obserwować Twoje „wyczyny” na gitarze (zresztą mam to zarejestrowane na kamerze) i stwierdzam, że tkwi w Tobie ogromny potencjał, co Ty na to?
MD-B. – To co mówisz jest bardzo miłe, ale skoro pytasz „co ja na to” – nie sądzę, aby drzemał we mnie jakiś potencjał. Jestem samoukiem i ćwiczę na ile czas mi pozwala. Staram się dać z siebie wszystko, no ale jak to bywa z wieloma rzeczami – im dalej w las, tym więcej drzew – wciąż odkrywam jak wiele jest jeszcze przede mną.
Mam też ciekawostkę dla Ciebie, jak tak patrzę na Twoje zachowanie sceniczne, to nieodparcie nasuwa mi się skojarzenie, że jesteś „wypisz – wymaluj” podobnym do jednego z wielkich gitarzystów pewnego zespołu na literę „M”. Czy wiesz kogo mam na myśli?
MD-B. – Ha ha, zamieniam się w słuch.
Wiesz, jest jednym z moich (i nie tylko) ulubionych gitarzystów i nazywa się – Steve Rothery (Marillion), oczywiście porównanie z nim gdy był młodszy. I co Ty na to? 🙂
MD-B. – Zaskakujące porównanie. Sam bardzo lubię grę Steve’a, ale nigdy nie analizowałem jego zachowania scenicznego. Zawsze to miło być porównanym do tak wielkiej osobistości w gitarowym świecie – może wróży mi to rzeczywiście dobrą przyszłość? (śmiech)
Masz za sobą epizod w HellHaven, obecnie tworzysz z Nonamen. Czy można te oba projekty porównać?
MD-B. – Tak, moją półtoraroczną współpracę z HellHaven można w pewien sposób nazwać epizodem. Jestem chłopakom niezwykle wdzięczny za wspólnie spędzony czas, ale niestety, moje gusta skłaniają się jednak ku mocniejszej muzyce. Wolałem zostawić to miejsce dla kogoś, kto zanurzy się w muzyce HellHaven obiema stopami.
Ciężko jest mi obiektywnie porównać oba projekty, ale ogólnie, wydaje mi się, że muzyka Nonamen niesie ze sobą więcej energii i pozostawia mniej miejsca na swego rodzaju przestrzeń, tak „kultywowaną” w HellHaven.
Jakie motto przyświeca Nonamen? Istniejecie od 3 lat, trochę się też składy zmieniały, czy ten obecny jest już ostateczny?
MD-B. – Motto, hmm, kolejne trudne pytanie z Twojej strony. Wydaje mi się, że takie nie istnieje, ale kiedy już zapytałeś – nie jestem pewien. Chcemy tworzyć coś swojego, coś co brzmi tak, a nie inaczej – poświęcić się temu maksymalnie. Teraz jak to powiedziałem, nie wydaje mi się to specjalnie odkrywcze i pewnie większość zespołów tak ma, no ale cóż, wygląda na to, że tak właśnie jest. Co do zmian – poprzednie zmiany personalne nie były planowane, po prostu tak wychodziło z biegiem czasu. Mam nadzieję, że ten skład jest już ostateczny, bo jest zdecydowanie najlepszym dotychczas.
Jaki jest podział w tym obecnym składzie; kto pisze muzykę, a kto pisze teksty? Czym te teksty są inspirowane? O czym traktują?
MD-B. – Jeśli spojrzeć od muzycznej strony – szkice utworów, mniej lub bardziej skończone, wychodzą zawsze ode mnie. Później wspólnie staramy się w miarę możliwości oszlifować nowe twory. Jeśli zaś chodzi o liryczną stronę naszej twórczości – głos oddam Edycie Szkołut, wokalistce i autorce tekstów:
ES. – Witam. Inspiracje…. ten termin od zawsze mnie bawił. Teoretycznie jak i praktycznie inspirować może dosłownie wszystko. Aby odpowiedzieć na to pytanie muszę coś wyjaśnić. W Nonamen najpierw powstaje muzyka, ogólny, konkretny rys instrumentalny wychodzący właśnie do Maćka, jeżeli nikt nie podnosi dłoni krzycząc „veto”, dopiero wtedy powstaje linia wokalna, na końcu. Myślę że nikogo nie zaskoczyłam tym jakże spektakularnym wywodem, gdyż wydaje mi się że to jest naturalna kolej rzeczy w tworzeniu pełnowymiarowego utworu. Gdy jest linia wokalna czas na słowa. Temat wokół którego oscyluje dany tekst nie pojawia się wcześniej, jest moją emocjonalną odpowiedzią na to co słyszę. Słucham tzw. pilota a w którymś momencie temat sam wskakuje do głowy i nie chce z niej wyjść. Jeśli chodzi o pytanie : o czym traktują, to w tym miejscu mogę odpowiedzieć szybko: są o nas, o nas ludziach, „słabych przez własną siłe”.

EPka
– „Permission” zawiera trzy utwory; „Black Mountains”, „Breath No More”
i „Red Rose”. Proszę o przybliżenie nam, o czym są te utwory? Wrażenie
robi ogromna „ściana” dźwięku, z wdzięcznie wplatającą się partią
skrzypiec oraz urokliwym wokalem.
ES. – Po pierwsze nie chciałabym wykładać wszystkiego na tace, bo
to są niezłe brudy a interpretacja mogłaby chwilę potrwać. Pragnę
zaznaczyć, iż, mimo że wcześniej miałam już kartkę papieru i pióro w
dłoni, to jednak te teksty są jednymi z moich pierwszych liczonych w
takich kategoriach. Teksty na „Permission” powstały dość szybko. Pozwól
że zacznę od końca. „Red Rose”. Przyznam że ciężko jest mi streścić
swoje wypociny ale postaram się. Róże są o tym że nic nie jest takie jak
nam się wydaje (to chyba także moje życiowe motto), że czas to
największa broń przeciwko nam ludziom, a ufność w to że wszystko jest
kolorowe i beztroskie, możemy sobie wsadzić… .gdzieś. Kolejny numer,
nasza balladka, jest smutna, nawet na końcu gdy muzyka staje się
dynamiczna, słowa dalej proszą o pomoc. „Breath no more” to jeden
wielki paradoks. Może nie powinnam się przyznawać, ale treść wyraża
nadzieje, że może w rzeczach powszechnie uznawanych za złe, można
znaleźć swego rodzaju ukojenie, ucieczkę. Ktoś kogo życie nie
rozpieszcza i jest do tego już tak przyzwyczajony, że akceptuję
całkowicie pierwiastek autodestrukcyjny człowieka, w końcu przestaje się
przejmować wszystkim dookoła, a w końcu i sobą. Może lepiej na tym
poprzestanę. „Black Mountains”, jak dla mnie pierwszy z Nonamen. Ten
utwór jest wręcz schizofreniczny. Omamy, utrata nadziei, osłupienie,
urojenia, uczucie lęku, agresja, osłabienie, nadpobudliwość- wszystko to
chciałam wsadzić do jednego wora. Mam nadzieję, że nasz teledysk do
tego właśnie utworu, unaocznił trochę moje zamiary. Kobieta która
zachowuję się irracjonalnie pośród budynków, w pomieszczeniach, na
ulicy. Czyli wszędzie tam gdzie na ogół powinni być ludzie. W biały
dzień na ulicach miast, zwykle spacerują ludzie, prawda? Tym czasem ona
jest cały czas sama. Ta samotność budzi w niej wszystko co najgorsze i
prowadzi do szaleństwa. A może ona wcale nie znajdowała się pośród
budynków? Umysł ludzki ciągle zaskakuje.
Słuchając „Permission” odnoszę wrażenie, że jest to materiał o
potężnej sile wyrazu, świetnie zaaranżowanej i aż się prosi o więcej!
Jest to więc preludium do rzeczy większych.
ES. – Tak, zgadłeś. Na horyzoncie pojawiło się pełnowymiarowe wydawnictwo, LP „Obsession”.
MD-B. – Dokładnie. Planowane wydawnictwo będzie obejmować jakieś
50 minut muzyki, która -mam nadzieję – okaże się tą wspomnianą „większą
rzeczą”. Utwory z Obsession będą, a właściwie w większości są,
zdecydowanie bardziej dopracowane i wydaje mi się – dojrzalsze.
No właśnie, kiedy spodziewać się będzie można pełnego „materiału”? Znamy już tytuł a o czym on traktuje?
MD-B. – Materiał w dużej mierze jest gotowy, teraz czekają nas
wykończeniowe prace kosmetyczne oraz najtrudniejsze zadanie –
poszukiwanie wydawcy. Tak więc najwcześniej szacowałbym okolice
pierwszej połowy 2014 roku.
ES. – Muszę powiedzieć, że zależało mi na tytule, który połączy
albumy. Tytuł : „Obsession” jest idealnym spójnikiem. Co do tekstów do
nowych melodii, to nic się nie zmienia, dalej zamierzam bawić się w
psycholożkę. Nie mniej jednak nowy materiał będzie konkretniejszy i
mocniejszy, zarówno pod względem lirycznym jak i muzycznym.
Rozmawiał: Ryszard Bazarnik
Zdjęcia: Nonamen
















































