MECH – Maciej Januszko (14.03.2012)

MECH - Zwo

Swego czasu, utwór „Painkiller”, którym Mech po latach hibernacji przypomniał się rockowej publiczności, mylono z nowymi propozycjami Ozzy’ego Osburne’a. Na najnowszej płycie „ZWO” parę kawałków też utrzymanych jest w duchu ikony ciężkiego grania. Ale Mech – podobnie jak w latach osiemdziesiątych – pozwolił sobie na kilka zaskakujących posunięć artystycznych. O nowy materiał – i o parę innych spraw – zapytaliśmy Macieja Januszko, wokalistę i lidera Mechu.


Jak wrażenia po koncercie z Tank i Luxtorpedą, który trafi na DVD?

Wrażenia są jak najlepsze skoro tyle ludzi wiwatowało na cześć MECH-u. Zabawa po obu stronach sceny była wyśmienita wiec i publiczność i MECH zasłużyliśmy na pochwały.

Mógłbyś rozszyfrować tajemniczy tytuł „ZWO”?

Począwszy od niemieckiego zwei po latynoamerykańskie zło wszystkie domysły są słuszne i niesłuszne jednocześnie.

Dość długo kazaliście czekać na czwarty album. Wygląda na to, że długie przerwy między kolejnymi płytami są wpisane w karierę zespołu Mech…

No niekoniecznie skoro dwa pierwsze albumy z lat 80 wyszły jednocześnie wiec bilans wypada na zero. Kolejna płyta ukaże się jednakowoż w przyszłym roku. Bez zbędnego czekania.

Zaśpiewany „po norwesku” kawałek „Barry Warry” to żart z polskich artystów śpiewających po angielsku, czy po prostu zabrakło czasu na napisanie angielskiego tekstu z prawdziwego zdarzenia?

Zadajesz pytanie i udzielasz właściwej odpowiedzi. Proponujemy sięgnąć do tekstu pisanego i wszystko będzie jasne. Mieliśmy dość czasu i weny ale nie bylibyśmy sobą żeby odpuścić tak smaczny kąsek jak ten tekst.

Patrząc na listę gości można dojść do wniosku, że Mech nie lubi pracować w studiu sam. Kogo ze znakomitości polskiej gitary było najtrudniej ściągnąć?

Najtrudniej ze znakomitości polskiej gitary było ściągnąć do studia Dzikiego. Mieszka aż na Stegnach.

Na płycie pojawił się również klawiszowiec dawnego składu Robert Milewski. Wiesz co porabiają pozostali muzycy „starego” Mechu? Utrzymujecie jakiś kontakt ze sobą?

Gitarzysta Janusz Łakomiec był na koncercie, Robert aktualnie Milord działa w Las Vegas a Andrzej Dylewski ma swoje studio w Chicago i dalej gra na bębnach.

„Popłoch” – w którym zagrał Milewski – to kolejne po reaktywacji kapeli podejście do repertuaru z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych i przedstawienie go w nowej wersji. Może warto byłoby nagrać płytę w stylu „Mech Revisited” z kawałkami z dwóch pierwszych albumów w hardrockowych wersjach?

Myślę że wyczerpaliśmy potencjał tamtych piosenek a jeżeli już cos odgrzebiemy to będzie to Somosierra oraz Żółta żaba żarła żur.

Kto wpadł na pomysł francuskiego tekstu w „Baise Toi”? Pod względem muzycznym takiego kawałka można byłoby spodziewać się raczej po Limp Bizkit albo Rage Against The Machine… Nie wiem, czy się zgodzisz, ale solo „Dzikiego” chwilami przypomina charakterystyczne zagrywki Toma Morello.

Solo Dzikiego wydaje mi się ze przypomina solo Dzikiego i warto było by wreszcie sobie to powiedzieć ze Dziki jest wartością i klasą samą w sobie. Piotr Dziki Chancewicz jest wzorem do naśladowania. Tekst tego dzieła to wynik wysiłku Rickiego Liona który śpiewa nie tylko po francusku ale i w suahili.

Black Sabbath popełnił kiedyś kompletnie do nich nie pasującą pieśń „It’s Alright”. Po diabła Wam jednak był numer „Kocie kochamcię”, który nijak nie pasuje do metalowych killerów z początku płyty?

Wracamy do tematu czystości formy i banalności w treści. Czasem warto wyświetlić na twarzy banana niż złowrogo łypać spod wytatuowanego henną łba i odziany w skóry z dermy machać plastikowym łańcuchem. Its only rock&roll

Wykonanie projektu okładki powierzyłeś córce. Jest fanką Mechu? Ogląda czasem tatę na scenie w akcji?

Przede wszystkim powierzyliśmy ta robotę świetnemu grafikowi którym okazała się moja córka Nadia. Zespół miał pole wyboru a nie dyktat Baby Jagi. Ma pełne uznanie dla naszej roboty choć nie jest fanem określonego gatunku ale dobrej muzyki. Mam tą przyjemność ze po każdym naszym występie który obserwuje jest pozytywnie zaskoczona bo każdy nasz występ jest inny.

W ostatnich latach graliście koncerty przed paroma uznanymi markami. Który z tych koncertów wspominacie najmilej?

Na pewno Black Sabbath, Heaven & Hell i Uriah Heep.

I na zakończenie pytania spoza macierzystej kapeli. Jakim doświadczeniem była dla Ciebie praca nad projektem Ome z tekstami Tomasza Beksińskiego?

W sumie to nie była jakaś nowość – przeszedłem twardą szkolę pracując lata z Jackiem Skubikowskim ale tu trudność polegała na mroku tekstów Tomka Beksińskiego które spolszczałem i ich fatalistyczny i mroczny klimat bardzo mnie poruszył. Muzycznie pozwoliłem sobie na dwie piosenki które uzupełniają materiał OMNI i przez co płyta OME stanowi pewną niespójną rozedrganą ale jednak całość. Myślę ze udaną.

Pytał: Robert Dłucik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *