Do świata warszawskiej grupy Lorien trafiłem niejako przez
przypadek. Najpierw zaintrygowała mnie okładka najnowszego krążka pt.
„Sny Moje”. Następnie zaintrygowało mnie wykorzystanie w twórczości tego
rockowego zespołu liry korbowej. Z każdym kolejnym utworem wiedziałem,
że jest to jedna z najciekawszych płyt roku 2018. Dopełnieniem do tego
wyśmienitego krążka jest „orientalny” głos wokalistki-Ingi Habiby. O tym
właśnie skąd się wziął pomysł na dość oryginalnie brzmiącą muzykę
Lorien, a także o „pozalorienowej” działalności muzycznej opowiada
wokalistka-Inga Habiba.
Ingo, na początek chciałbym pogratulować mocnego powrotu na
rockową scenę. Dawno nie słyszałem tak oryginalnego pomysłu na muzykę,
jaką jest nowe oblicze Lorien. Chciałbym więc zapytać, skąd pomysł, aby
do rockowego grania podłączyć lirę korbową?
W pierwotnym składzie w Lorien ścianę dźwięku stanowiły klawisze. Po
reaktywacji szukaliśmy z Piotrem Kazałą innego rozwiązania. Zupełnie
przypadkiem, gdy doszedł do nas Darek Goc, opowiedział nam o Krzysztofie
Szmytke, który nie dość, że świetne gra na skrzypcach, to jest
wirtuozem liry korbowej. Już po pierwszej wspólnej próbie uznaliśmy, że
właśnie takiego dopełnienia Lorien szukaliśmy. Recenzje płyty
potwierdzają to w 100 procentach.
Album „Sny moje”, który już jest od kilku miesięcy na rynku
niesie ze sobą bardzo różne emocje. Jest protest song, jest i także duża
dawka orientalnych smaczków, ale to przede wszystkim świetne,
rockowo-gotyckie granie. Co jest według Ciebie główną siłą tej płyty?
Uważamy, że główną siłą „Snów moich” jest oryginalne brzmienie, uzyskane
przez połączenie klasycznego instrumentarium rockowego (bas, gitara,
perkusja) z lirą korbową, dopracowane kompozycje, ciekawe linie
melodyczne utworów oraz niebanalne, poruszające i ważne tematy tekstów.
Ale istotną cechą tej płyty jest też nasza twórcza dojrzałość. To nasze
sny, będące śladem po lękach, niepokojach, życiowych traumach, ale też
będące swoistym katharsis. To bardzo szczera płyta.

Nie sposób też wspomnieć o bardzo dobrej oprawie graficznej,
która jest dopełnieniem warstwy muzycznej. Jak doszło do Waszej
współpracy z Arkadiuszem „Ariusem” Szymczakiem?
To bardzo częste pytanie z uwagi na rzeczywiście udaną okładkę.
Przyznaję, że ponad pół roku przeglądałam prace znajomych plastyków i
grafików szukając inspiracji. Jakoś nic mnie nie ujęło. Na stronę
„Ariusa” trafiłam zupełnie przypadkiem i dosłownie mnie olśniło. ”Klucz
do Oświecenia” wydawał się idealny na front okładki, a zaraz potem,
jakby do kompletu tryptyku, odkryłam „Bezrobotną śmierć” i „Sen”. Bardzo
się cieszę, że Arek tak świetnie rozumie świat artystów. On także jest
muzykiem, więc dogadaliśmy się szybko i teraz wzajemnie sobie
kibicujemy. Nie ukrywam, że bardzo podziwiam jego malarstwo; klimat
obrazów doskonale koresponduje z treścią naszej płyty. No i to
nawiązanie do Beksińskiego… wspólny mianownik gotyku.
Czy Lorien planuje trasę koncertową? Jeśli tak, to kiedy i gdzie będzie można Was posłuchać?
Lorien z założenia nie gra wielu sztuk. A to dlatego, że chcemy grać
tylko w salach o dobrej akustyce, nagłośnieniu, oświetleniu. Zależy nam
na jakości brzmienia, na tym, aby publiczność mogła komfortowo z nami
odpłynąć w lorienowy sen. W tym roku pojawimy się na stadionie na Dniach
Białobrzegów 26 maja oraz 6 września na Europejskim Festiwalu Smaku w
Lublinie, gdzie będziemy mieli przyjemność otwierać to wielkie
wydarzenie na magicznym Placu po Farze.
Wiem, że Inga Habiba ma także twarz mniej rockową, a bardziej
folkową. Przybliż proszę projekt HabiArJan. Czy piosenki, które gracie
są oryginalnymi piosenkami o korzeniach ormiańsko-arabskich, czy są to
utwory nimi inspirowane? Czy zdarza Ci się śpiewać np. po arabsku?
Cieszę się, że poruszasz ten wątek. Jakoś nie mogę się doczekać momentu,
gdy ktoś dopisze mnie na Wikipedii do listy wokalistek folkowych.
Habiarjan jest fuzją folków z całego świata, ale oczywiście z racji
pochodzenia muzyków stanowiących jego trzon przeważają rytmy i melodyka
okołokaukaska i bliskowschodnia. Śpiewamy zarówno po ormiańsku,
angielsku, polsku, ale zdarza nam się łączyć dwa języki w jednym
utworze, jak np. w „Labedario”, gdzie ormiański przeplata się z
elementami Dari. Od 2013 roku zagraliśmy mnóstwo koncertów – zarówno na
dużych scenach (z rozbudowanym sześcioosobowym składem), jak i tych
bardzo kameralnych (trio), które są świetną okazją bliskiej interakcji z
publicznością. Jesteśmy zespołem typowo koncertowym. Mamy bardzo
rozbudowany repertuar. Nigdy nie zdarzyło się, żeby publiczności z nami
nie śpiewała i nie klaskała.Dla mnie osobiście jest to duża dawka
radości. Sztuki z Habiarjan wymagają ode mnie dobrej kondycji fizycznej,
bo zdarzają nam się koncerty 3-godzinne, na których nie tylko śpiewam,
ale też dużo tańczę. Ale dzięki nim mam niesamowitych, wiernych fanów,
którzy są obecni na każdym koncercie. To bardzo buduje. No i moi
Ormianie – Artur i Artash – to fantastyczni ludzie :-).Są dla mnie jak
rodzina.
Czy HabiArJan można usłyszeć gdzieś poza Warszawą?
W tym roku jakoś tak się składa, że nie zagraliśmy poza stolicą, ale
ostanie dwa lata to były podróże po całej Polsce, np. Katowice,
Lanckorona, Kościelec, Włocławek, Jarosław, Lublin. Graliśmy zarówno na
scenie w szczerym polu, czy też na zamkowym dziedzińcu. Habiarjan
adaptuje się do każdej przestrzeni 🙂

Czy myślałaś o tym, aby HabiArJan i Lorien połączyły siły i
razem stanęły na jednej scenie? Czy są to raczej dwie osobne bajki,
które nie mają na siebie wpływu?
Tak, to dwa różne gatunki muzyczne, ale zdarzyło się już w przeszłości,
że zagraliśmy na jednej scenie, bo połączył nas szczytny cel. Było to w
październiku 2014 roku, kiedy Grupa „Inicjatywa Syryjska” oraz Fundacja
Polski Korpus Pokoju zaproponowała nam koncert charytatywny na rzecz
dzieci z Syrii. Ponieważ wszyscy bardzo przejmowaliśmy się losem
ludności cywilnej w tym owładniętym szaleńczą wojną kraju, chętnie
zgodziliśmy się. To był ciekawy eksperyment. Przerobiliśmy aranżacyjnie
„Czarny kwiat lotosu” i kilka utworów z Habiarjan. Darek Goc zamienił
bas na lutnię basową, Piotrek Kazała zagrał na pół akustyku z brzmieniem
sitaru. Publiczności bardzo to się spodobało. Do tego egzotyczne
światła i slajdy. Sprawdziło się.
Był też czas kiedy obydwa moje zespoły grały na tej samej sali prób, na
Żelaznej i zdarzało nam się grać takie przyjacielskie, wspólne próby – a
to z Januszem Staszkiem jako dodatkową, orientalną perkusją albo z
Arturem Gyurjyanem, który przygrywał nam na basie. Przyznam , że teraz z
braku czasu do takich wspólnym grań nie dochodzi, ale wzajemnie
chodzimy słuchać i oglądać nasze koncerty.
Na koniec chciałbym jeszcze zapytać o projekt, który powoli
powstaje, czyli Aye. Czy możesz zdradzić jakieś szczegóły na jego temat?
To nowy, ale od dawna wymarzony przez ze mnie projekt. W mojej płytotece
czołowe miejsce zajmują płyty Dead Can Dance i Cocteau Twins czy Lisy
Gerard. Bardzo też lubię Azam Ali w jej elektronicznej odsłonie.
Uwielbiam takie wielogłosy. Robiłam podobne kompozycje ale mnie nie
satysfakcjonowały. Jakoś nie spotkałam muzyków chcących tworzyć taką
muzę, aż do momentu kiedy poznałam Krzysia Szmytke. Już na próbach
Lorien stwierdziliśmy, że wokal z samą lirą korbową brzmi bardzo
ciekawie. Wpadliśmy na pomysł stworzenia czegoś na bazie tego
instrumentu i wielogłosów. Zaiskrzyło i tak powstały 3 kawałki na
singla. Dodatkiem jest elektronika i świetne partie skrzypcowe. Od
starosłowiańskiego folku po celtyckie brzmienia. W dwóch z nich śpiewam
artlangiem, co pozwala skupić mi się na brzmieniu głosu jako jednego z
instrumentów, a nie nośniku treści. Obecnie jesteśmy na etapie miksów i
masteringu w MP Studio, które czuwało nad produkcjami płyt takich
zespołów jak Gods Own Medicine czy Hidden by Ivy. Jak bym określiła
naszą muzykę? Trzy słowa: magiczność, plastyka i przestrzenność dźwięku.
Mamy już kolejne szkielety utworów, teraz czas je dopracować. Taka
muzyka potrzebuje szczególnej oprawy. Więc czeka nas dużo pracy nad
synchronem świateł, wizualizacjami i oczywiście strojami scenicznymi. To
jest trzecia bajka w moim życiu – muzyka filmowa, ilustracyjna. Praca
nad tym materiałem jest fascynująca, ale stawia duże wyzwanie wokalne.
Myślę, że skomponowanie materiału na całą długogrającą płytę zajmie nam
co najmniej pół roku.
Przepytywał: Mariusz Fabin
Zdjęcia: Marta Pańczyk, Grzegorz Bak
















































