Na wstępie pogratuluję naprawdę udanego albumu „Tyrant”. Spodziewaliście się tak pozytywnego odbioru? Nie widziałem żadnych negatywnych opinii.
Dziękujemy ! Nie spodziewaliśmy się . Tyrant został napisany w takim samym podejściem do muzy, jak jego poprzednik „Loneliness” – czyli bez kalkulacji, co może się spodobać lub nie. Dla nas to bardzo ważne, po za tym ludzie to wyczuwają.
Co do opinii, to wiesz – nie jesteś w stanie zaspokoić wszystkich. Dla jednej osoby jest za dużo melodii w kawałkach, dla drugiej za mocny riff. Dlatego słuchamy swojego wewnętrznego głosu.
Nowa płyta ma też pewnie większy „zasięg”. Jak myślisz czy to zasługa wydania pod mocnym labelem, czy może zasługa zaproszonych gości?
Wszystko dziś ma ogromne znaczenie w promocji i sprzedaży muzyki. Począwszy od szaty graficznej, social mediów, zaproszonych gości – choć to przecież nie jest akurat regułą, zaangażowania wydawcy oraz samego zespołu w promocję albumu. Nakręciliśmy dwa ( wydaje nam się, że bardzo ciekawe ) klipy. A obecnie pracujemy nad następnym.
Zdradź proszę, czym urzekliście Metal Mind, że zdecydował się zaopiekować się młodą / obiecującą kapelą.
Nasz debiut wydaliśmy własnym sumptem. „Loneliness” na winylu został wydany przez Pana Winyla, – Tomasza Olszewskiego we współpracy z Ermland Productions. A jeśli chodzi o MM, to wysłaliśmy do nich Epkę i uzyskaliśmy pozytywny odzew. Potem ostro wzięliśmy się do pracy i zaczęliśmy komponowanie reszty materiału. Pojawiły się konkretne terminy ze strony wytwórni, więc musieliśmy się z tego wywiązać tak, by nikt w MM nie pomyślał, że ma do czynienia z amatorami.
Chwilę jeszcze pozostańmy przy gościnnych występach na waszej płycie. Najbardziej spektakularny wpływ wydaje się tu moim zdaniem zaangażowanie Jarka i Maggie z Saratan. Ten bliskowschodni smaczek dodaje utworom dodatkowej przestrzeni. Nie uważasz, że trochę skradli reszcie show?
Ten, jak to określasz bliskowschodni smaczek pojawia się jedynie w utworach, które poruszają temat wojny i idealnie wpasowują się w charakter riffów i całej motoryki utworów. Nikt tu nikomu nie skradł show. Chyba, że pytasz o Szok’n’Show. A to album, który bardzo lubimy i jest powiązany z jednym z naszych przyjaciół i gości na płycie, którym jest Maciej Gładysz. Kiedy prześledzisz całą karierę Maćka – począwszy od Syndia, Human czy właśnie wspomniany wyżej album Edyty Bartosiewicz, który przecież współtworzył i dodasz do tego słynne solo z Son of the blue sky, które chyba każdemu zapada w pamięć po pierwszym przesłuchaniu, to powinieneś dojść do wniosku, że na tym albumie pojawiają się same indywidualności i ludzie, którzy na trwale zapisali się w historii polskiej muzyki. Podobnie jest z Rafałem Tarachą i jego Tuff Enuff czy Piotrem Luczykiem z Kat.
Oni na pewno nie traktowali udziału w tych nagraniach jako walki i rywalizacji. A chcieli pokazać i dać naszym fanom to, co mają najlepszego ze swojej strony do zaoferowania
Wasza interpretacja „Mandatory Suicide” zrobiła na mnie spore wrażenie. Fajnie się tego słucha z obecną produkcją i brzmieniem. Czemu akurat ten kawałek postanowiliście scoverować na płycie?
Mandatory…, to prosta historia. Slayer kończył swoją działalność i pomyśleliśmy, że w ten sposób uczcimy pamięć tej wybitnej kapeli. Padło na Mandatory Suicide. Po drodze pojawił się temat gościnnego udziału Piotra Luczyka, który posłuchał materiału i się zgodził. Jego styl bardzo dobrze się wkomponowuje w charakter utworu. Cover w pierwszej wersji miał pojawić się na EP-ce . W rezultacie zamieściliśmy go na pełnym albumie.

Przyznam, że poznałem was po wydaniu „Tyrant”, ale niezwłocznie sięgnąłem po „jedynkę” – i muszę powiedzieć, że bardzo przypadła mi do gustu. Powiedz czy to prawdziwe zapotrzebowanie rynku, czy trochę fanaberia by wydać debiut na vinylu?
Patrząc na statystyki rynku i z roku na rok coraz większą sprzedaż winyli, mogę też pokusić się o takie stwierdzenie. Ale prawdą jest, że winyl jest nośnikiem, na którym poniekąd się wychowaliśmy. Gdy pojawiła się okazja, by w taki sposób wytłoczyć także nasz debiut, nie zastanawialiśmy się ani chwili.
Na co dzień sami dużo słuchamy muzyki z przysłowiowych „czarnych krążków”. Choć dziś możesz tak naprawdę pojechać do tłoczni i wytłoczyć sobie album w wielu kolorach, począwszy od tradycyjnej czerni, a skończywszy na pomarańczu czy różu
Czy planujecie też wydać w ten sposób drugi album?
Tak. Myślimy o tym.
Interesuje mnie geneza nazwy LaNinia. Co oznacza, jak się ją powinno pisać i wymawiać? Skąd w ogóle taki pomysł?
Nasza nazwa jest odniesieniem do zjawisk, anomalii pogodowych. Ale to teraz Ty masz zadanie – musisz tego poszukać, by poznać prawdę. Zdradzę tylko, że tę pisownię lekko spolszczyliśmy. Natomiast przed LaNinia na przełomie lat 1998/2000 stworzyłem projekt EL-Ninnio
Niestety nie przetrwał z bardzo prostego powodu – z braku zaangażowania i wiary w to, co robiliśmy przez niektórych członków zespołu. Pamiętam, jak w 2001 roku, w którymś z numerów Metal Hammera zaprezentowano nowy zespół o nazwie „Ill Niño” – trochę przykro się zrobiło, ponieważ mojego EL- Ninnio już nie było ….. Natomiast ostatnio chodzi mi po głowie pomysł, żeby nagrać właśnie kilka kawałów z tamtego okresu, gdzie nie udało nam się wydać pełnego albumu. A jest z czego wybierać, ponieważ nagraliśmy dwa dema i pojawili się na nich również fajni muzycy min.: Szymon Ziomkowski – perkusista grał wtedy równolegle z zespołem Turbo, Sławek Klugmann – basista w zespole Houk przy nagraniu albumu ExtraPan i gościnie w jednym kawałku pojawił się Mikołaj Fajfer, wokalista zespołu QuestaMeros, None czy Neurothing. Z pierwszego składu El-Ninnio i pierwszego demo jestem Ja i Karol nasz perkusista.
W sieci pojawiły się już dwa pełnoprawne wideoklipy, lyryc-video i tzw visualizer, promujące wasze nowe wydawnictwo. Pandemia… i zima, przeniosła promocję z klubów do internetu, czy zatem macie w planach kolejne kroki promocyjne nowej płyty?
Marzy nam się nagranie koncertu bez udziału publiczności. Obserwowaliśmy kilka zagranicznych bandów i fajnie im to wyszło. Szukamy miejsca, gdzie moglibyśmy to nagrać w pełni profesjonalnie, bo jak wiesz logistyka ma tu ogromne znaczenie – prócz dźwięku trzeba też nagrać obraz w bardzo dobrej jakości. Fajnie gdyby udało nam się wydać z tego koncert w formacie DVD. Ale to plany. zobaczymy, co z tego wyjdzie. Ponadto tworzy się scenariusz kolejnego wideoklipu, ale to dopiero zalążek, więc nie będziemy wchodzić w szczegóły.
Macie już jakieś plany na wiosenną trasę?
No tak – koncerty. Ich chyba brakuje nam najbardziej. Jest kilka zaprzyjaźnionych kapel, z którymi na pewno się pojawimy, a ponadto pracujemy nad bookingiem kilku fajnych klubów.
Jak na żywo będziecie grali kawałki, w których na płycie są orientalne tematy? Polecą „z klawisza” czy z nich zrezygnujecie?
Na koncertach planujemy je wykorzystać z samplera, jako loopy .
Dzięki za poświęcony czas i do zobaczenia na żywo.
Pytał Piotr Spyra

















































