KRUK (10.06.2011)

Kruk-logo

KRUK swój drugi autorski album wydał zaledwie parę dni temu, a działania promocyjne nabierają rozpędu już od dłuższego czasu. Grupa koncertuje, a wydawca napędza szum medialny. Do tego album, z którym dane już nam było się zapoznać – naprawdę robi wrażenie. Nie mogliśmy sobie darować zatem przeprowadzenia wywiadu z zespołem. Na pytania związane z nową płytą, gościnnymi występami na niej, historii i planach zespołu odpowiadali Krzysztof Walczyk, Krzysiek Nowak i Piotr Brzychcy.


Po wydaniu debiutanckiego albumu autorskiego, zmienił się częściowo skład Kruk… co właściwie działo się w zespole i z zespołem przez te parę lat?

K.N. Jedyną personalną zmianą w składzie po nagraniu „Before He’ll Kill You”jest moja skromna osoba, Darek pojawił się w kapeli w trakcie nagrywania albumu. Szczerze powiem w tym czasie podziwiałem go za decyzję i determinacje, przecież wgrywał perkusje w praktycznie gotowy materiał. Ja zostałem zaproszony przez Kruka parę miesięcy później, wpierw chłopcy poprosili mnie o pomoc przy aranżacji sekcji w „Here on Earth” i tak już zostałem na utrapienie kruczej rodziny 🙂

Czy zadowoleni jesteście po latach z albumu Before He’ll Kill You… i z tego co udało się wam dzięki niemu osiągnąć?

K.W. Faktycznie nasz pierwszy autorski album został doskonale przyjęty przez media oraz słuchaczy, nie spodziewaliśmy się, że materiał obroni się w aż takim stopniu, biorąc pod uwagę fakt, iż nagrywaliśmy go w trochę nerwowej atmosferze (w trakcie sesji mieliśmy zmianę w składzie). Sesja „It will not comeback” wyglądała zupełnie inaczej, w pełni professionalne studio oraz doskonały realizator wprost przełożyły się na to jak ostatecznie brzmi płyta, do tego bezproblemowa współpraca wpłynęła na sprawność nagrań. Zarejestrowanie tego materiału zajęło nam kilka dni a partie hammonda i syntezatory dosłownie kilka godzin. Poza tym, sposób nagrywania kolumny leslie sprawił, że hammond brzmi na całej płycie doskonale a jest to zasługa naszego realizatora Lecha Pukosa. Przy „Before..” nagrania ciągnęły się w nieskończoność, i myślę, że to słychać, kiedy album nagrany jest praktycznie „na setkę” a kiedy jest „wymęczony”. Może przyjdzie nam jeszcze kiedyś zmierzyć się z „Before He’ll Kill You” w studiu, w trochę bardziej sprzyjających okolicznościach.

P.B.: Ten album sprawił, że przestaliśmy być postrzegani przez pryzmat cowerów, co więcej ukazał nasze możliwości twórcze. Ciągle zastanawiam się jak finalnie został odebrany i czy dotarł do odpowiedniej ilości ludzi.

Ten album powstał w dwóch wersjach językowych… czy przewidujecie taki zabieg odnośnie nowej
płyty?


K.W. Nowa płyta będzie wydana tylko w języku angielskim, w większości przypadków nasze utwory piszemy po Polsku a potem są tłumaczone na angielski. Często po takim zabiegu okazuje się, że wersje angielskie, przy zachowaniu ogólnego sensu przetłumaczonego tekstu, brzmią zdecydowanie lepiej, płynniej. Jako przykład można podać „Paranormal Power Lasts” czyli „Cios Psioniczny” z „Before He’ll kill You” którego od nagrania płyty praktycznie nie gramy już po polsku. Poza tym łatwiej jest ułożyć frazę muzyczną z angielskiego tekstu. Na „It Will Not Come Back” podobnie jak na poprzedniej płycie tłumaczeniami tekstów zajęła się Ewa „OFFCA” Grodzka, której z tego miejsca serdecznie za to dziękujemy i prosimy o więcej…

Powiem szczerze, że jakoś dziwnie brzmią tytuły waszych płyt… (za przeproszeniem) jakoś
kwadratowo i wydaje mi się że ciężko je zapamiętać. Nie lepiej by było by nowy album nosił krótszą nazwę… A może jest jakiś głębszy sens – i to jest absolutnie zamierzone?


K.W. Nazwy obu naszych albumów pochodzą od jednego z utworów zawartych na płycie. Są one symboliczne, mogą mieć więcej niż jedno znaczenie, i nie widzę tutaj specjalnie problemu z zapamiętaniem, podobnie jak w tekstach nie mówimy niczego wprost i to biorąc pod uwagę fakt, że poza Viśnią, teksty KRUKA pisze jeszcze kilka osób, i to nie tylko z zespołu. Mamy frajdę z tego, że każdy może odbierać trochę inny przekaz, analizując kolejności tekstów czy użyte czasy itd.

K.N. Zapewne zauważyłeś fakt że Kruk zawsze działa pod prąd, wspak rzeczywistości. Gramy muzykę trudno sprzedawalną, nasze utwory są zbyt długie aby grano je w radiu to też niejako naturalne jest że i tytuły płyt nie podporządkowują się współczesnym trendom.

P.B.: Oj chyba nie zgodzę się tu z Krzyśkiem Nowakiem, wcale, a wcale nie gramy muzyki trudnej. Jedynie komercyjne radia typu RMF, czy Zet traktują tego typu granie jako trudne. Przy dobrej promocji jesteśmy klasycznym zespołem rockowym, który może ograć każdy rodzaj publiczności. Poza tym nie grają nas właściwie tylko te wspomniane wyżej radia. Przecież całe Polskie Radio z Jedynką na czele gra nas ciągle, bez względu na porę dnia. Oczywiście zgodzę się ze stwierdzeniem, że nie podporządkujemy się współczesnym trendom, ale to dłuższy temat i szkoda wywodów na temat tego co jest modne, a co nie.


Kwestię gościnnych występów na waszej nowej płycie chciałbym potraktować osobno, więc – jak wam się udało zaprosić na wasz album Doogiego White’a? Czy długo musieliście go przekonywać?
Osłuchiwał waszych nagrań zanim się zgodził?


P.B.: To był szybki strzał. Doogie najpierw został zapytany przez wytwórnię, czy jest taka opcja. Swoją drogą, musieli nas nieźle zareklamować, skoro się zgodził (śmiech). Potem poszedł jedyny utwór którym dysponowaliśmy w wersji studyjnej – „In Reverie”. Byliśmy jednak przygotowani na szybkie wejście do studia, w celu rejestracji kolejnych utworów, jeśli ten by mu nie spasował. Okazało się jednak, że jest ok i po tygodniu wrócił do nas numer z nagranymi partiami Doogiego. Radość była ogromna i chyba nikt z nas nie zapomni tej chwili do końca swojego żywota. Kilka dni temu wytwórnia wysłała Doogiemu płytę, czekamy zatem na jego opinię.


Skoro współpraca z White’m została sfinalizowana „na odległość”. Czy jest szansa aby kiedyś pojawił się na waszym koncercie?

P.B.: Jest taka szansa, że pojawi się na planie naszego teledysku w czasie, gdy przyjedzie na występ z zespołem Tank, który odbędzie się w ramach Metal Hammer Festiwal. Pojawiła się taka opcja i liczymy na to, że uda się ją zrealizować. Koncertowo… hmmm, to jest już wyższa szkoła logistyki, ale kto wie, może kiedyś dojdzie do takiej sytuacji.

brzychcy+kupicha

Kolejny gościnny występ to Piotr Kupicha w coverze Tiny Turner. Skąd pomysł by zaprosić właśnie
jego?


P.B.: Kwestia ciekawego eksperymentu, wykorzystania dobrej, przyjacielskiej energii na gruncie artystycznym. Nic więcej, ale też i nic mniej. Spotykasz się czasem z kimś na piwku w pubie, a w planach masz powrót do domu wieczorem, nagle jednak okazuje się, że rozkręca się superowa impreza i wracasz do domu na drugi dzień rano, albo po kilku dniach najlepiej (śmiech). Takim torem to poszło, znaleźliśmy w tej przeróbce całą masę radochy, inspiracji, rockowego szaleństwa.

Dlaczego zdecydowaliście aby zaśpiewał solo, a nie w duecie z Wiśnią (jak Doogie White)?
Dlaczego wystąpił w coverze, a nie w waszej autorskiej kompozycji?


P.B.: Wiśnia śpiewa refreny w chórkach, więc też jest obecny. Niektórzy nas pytają, dlaczego Doogie nie śpiewa w całym utworze… To są takie założenia, które powstają naturalnie. Nikt tego nie planuje, a jak coś zaczyna kręcić się w dobrą stronę to trzeba tam podążać. Początkowo były plany na autorską kompozycję Kruka i udział Piotra w takiej kompozycji. Był nawet pomysł żeby Piotrek napisał swoją wersję wokalną jednego z utworów. Finalnie jednak pomyśleliśmy, że trzeba zrobić coś jeszcze w innym stylu. Gramy przecież covery Purpli na dodatkowym krążku DVD, gramy autorsko z Doogim, pomyśleliśmy, że dobrze będzie pokazać zespół od jeszcze innej strony.

Czy Piotr Kupicha sam przygotował aranżację do tego utworu, czy też daliście mu „gotowca”?

K.N. To praca zbiorowa : ) Wpierw Kruk nagrał swoją wersję która w zasadzie jest pomysłu naszego Piotra następnie przekazaliśmy nagranie Piotrowi nr dwa : ) no i się zaczęło …….
praca, praca, praca. Piotr Kupicha jest muzykiem który wie czego chce, muzycy Kruka również, dlatego trwało to wszystko dokładnie tyle czasu ile potrzeba było aby wszyscy byli zadowoleni z efektu końcowego.

P.B.: (Śmiech) nie wyobrażam sobie, żeby przyjął od nas gotowca. Sam opracował wokale, zresztą bardzo starannie i dokładnie. To jak pracuje w studiu jest absolutnie profesjonalne. Nagrał to dosłownie w dwie godziny. Obserwując jego podejście do tego aranżu sam wiele się nauczyłem.


Czy dzięki temu utworowi macie nadzieję „trafić pod strzechy”? 😉

P.B.: (Śmiech) Tak, zdecydowanie tak i musicie pamiętać, że jak już trafimy pod strzechy, to wtedy rock będzie rządził tym pieprzonym krajem…

Czy członkowie KRUK mają swoje ulubione utwory na płycie? Czy może któreś lubicie grać szczególnie?

K.W.: Ponad rok przed wydaniem płyty graliśmy już jeden utwór w bardzo wstępnej wersji, pamiętam doskonałe przyjęcie na koncercie przed Thin Lizzy w Warszawskiej Stodole, to taka ballada w większości z samym pianem. Ostatecznie na płytę utwór trafił w trochę innej aranżacji pod nazwą „Cold Wall”. Dość często grywamy na koncertach „In Reverie” oraz „Embrace Your Silence”, natomiast zdarzyło nam się raz zagrać całą nową płytę włącznie z zachowaniem kolejności. To był koncert w IronClub’ie w Krośnie a jako, że dla nas to szczególne miejsce postanowiliśmy zrobić przedpremierowe wykonanie nowego albumu live. Przed nagraniem płyty moim zdecydowanym faworytem był utwór „Forever”, natomiast teraz najbardziej lubię grać „Imagination”.

K.N. Uwielbiam grać na koncertach nowy materiał zapewne dlatego że brałem czynny udział w jego tworzeniu. Wiele utworów z pierwszego albumu bardzo dobrze sprawdza się na koncertach i tak naprawdę nie ma znaczenia co gram lecz z kim a towarzystwo w Kruku jest przednie : ) Zawsze bawimy się muzyką, lubimy swoje towarzystwo na scenie i zawsze mamy wspaniałą publikę …czego więcej chcieć ?

P.B.: Bardzo lubię koncertową wersję ”Now When Yoy Cry”. Graliśmy to przed Uriah Heep i doskonale czułem się obserwując reakcje na taką właśnie prostotę.

Do waszego nowego albumu studyjnego dodany jest koncert na DVD. To dość unikatowe przedsięwzięcie jak na tak młody zespół… kto wpadł na ten pomysł? I jak udało wam się przeforsować ten pomysł u wydawcy?

K.W.: Na samym początku musze przyznać, że podchodziłem do tego pomysłu z pewną rezerwą, ale teraz, kiedy mówię te słowa (06.06.2011) a płyta właśnie trafiła na półki sklepowe jestem pewien, że był to doskonały pomysł. Nikt z nas nie brał jeszcze udziału w takiej oficjalnej rejestracji koncertu, ale myślę, że daliśmy radę. Początkowo byliśmy może trochę spięci, wygrywając swoje partie z ekspresją terminatora. (śmiech) Wiesz, granie na zasadzie „…pamiętaj żeby się nie pomylić, to wszystko jest nagrywane…”, ale po paru numerach zaczęliśmy nadawać na KRUCZYCH falach, pojawiła się ta magia, która towarzyszy nam na każdym koncercie już od dziesięciu lat! To jest moment, w którym przestajemy grać jako poszczególni instrumentaliści i wokal a zaczynamy jako jeden spójny organizm zresztą, oprawa koncertu, zaangażowanie wielu kamer, projektory to wszystko też dodaje adrenaliny no i ma ogromny wpływ na efekt końcowy, choć dla mnie liczy się przede wszystkim muzyka. Może w przyszłości warto pomyśleć nad nagraniem np. trzech koncertów, później można wybrać najlepsze kawałki, jakiś zespół już tak chyba kiedyś zrobił …

K.N. Tak to było wielkie wyzwanie : ) Dziś jeszcze czuję dreszcz emocji towarzyszący temu przedsięwzięciu. Wszyscy mieliśmy świadomość że nagrywamy tylko jeden koncert i na wpadki nie ma miejsca, zgadzam się z Krzychem byliśmy spięci. Przyznam się szczerze, ja byłem przerażony : ) Bardzo pomógł mi Darek który zagrał jeden z lepszych koncertów i tym samym pomógł mi odnaleźć się na scenie. Wspaniała publiczność poniosła nas i z każdym utworem było tylko lepiej. Uważam jednak że ten zapis nie oddaje w pełni Kruczych możliwości.

Czy myślicie o teledysku do nowego albumu? Który utwór najchętniej wybralibyście na wideoklip?

K.N. Uważam że powinien to być „ It will not come back” tyle że nie byłby to wideoklip a raczej film krótkometrażowy : )

P.B.: (Śmiech) tak, to byłby film krótkometrażowy. Tak jak wspominałem jest opcja na ”In Reverie”. Pojawiły się trzy suwerenne głosy mówiąc o chęciach zrobienia klipu do ”Now When You Cry”. Ja sam widzę też predyspozycje ”Cold Wall” w tym temacie.


Album jest już w sklepach… ale jeszcze za wcześnie na przeglądanie statystyk… więc – jakie wiążecie z nim nadzieje?

K.N. Wszyscy kochamy to co robimy i chcielibyśmy aby muzyka wypełniała nie tylko dusze lecz także naszą codzienność. Moje marzenie jest proste, chciałbym mieć czas i energię do tworzenia muzyki a jest to jedynie możliwe gdy się z niej żyje lub dostanie duży spadek : )

P.B.: Nie wiem, czy mogę to powiedzieć publicznie, czy nie, najwyżej będzie mnie ścigać mafia, ale już teraz wytwórnia musiała dotłoczyć kolejny nakład. Jest zatem bardzo dobrze. Ta płyta musi się sprzedać, musi trafić do ludzi, musi zdobyć słuchacz, jeśli to się nie uda… to chyba będzie można dosłownie użyć słów zawartych w tytule płyty… że się nie powtórzy i każdy z nas odleci w swoją stronę.

Zagraliście przed Uriah Heep, zagracie przed Purplami… czy macie jeszcze jakąś ambitną wishlistę, która spowodowałaby spełnienie artystyczne? (pomijając grupy nieistniejące) Z kim
jeszcze chcielibyście zagrać?


K.W.: Moja wishlista jest bardzo prosta, chciałbym kiedykolwiek zagrać na jednej scenie z Ritchie Blackmorem i Jonem Lordem, oczywiście na dwóch różnych koncertach, bo ich współpraca jest już raczej mało prawdopodobna. Niestety szanse są coraz mniejsze i cały czas spadają, za 3 dni (09.06.2011) Lord kończy 70 lat.

P.B.: Popieram pomysł Krzyśka, chociaż nie jestem aż takim pesymistą i wierzę w to, że ci dwaj panowie zdziałają coś jeszcze razem. Listy nie mam, ale przed takim reaktywowanym Led Zeppelin to z chęcią (śmiech)


Pytanie z tej samej beczki – którego z wokalistów zaprosilibyście najchętniej na wasz kolejny studyjny album?

P.B.: Ostatni zestaw gości na naszym albumie wymaga kroku dalej. Dlatego ja na kolejnej płycie widzę tylko dwóch gości specjalnych… Ozzy Osbourn i… Rihanna (śmiech). Dwa czarne charaktery, pod skrzydłami czarnego ptaka. To byłoby coś. Całkiem na poważnie mówiąc to ja chciałbym bardzo zaprosić Hughesa lub Jorna. Gdyby była szansa na jedno solo gitarowe Blackmorea, albo hammondowe Lorda…mmmm


Jak różni się wasz obecny set na samodzielnych koncertach, od koncertów na których gracie jako support?

K.W. W Kruku staramy się nie ustawiać jakiś sztywnych ram koncertowych w stylu jedna setlista na 20 koncertów. Nawet grając w odstępie jednodniowym dwa identyczne koncerty przed Uriah Heep zmieniliśmy nieco setlistę. Oczywiście set na samodzielnych koncertach jest zdecydowanie dłuższy no i dochodzi jeszcze sprawa utworów, które mamy ochotę zagrać dla wyjątkowej publiczności a których nie było w rozpisce;-) Nie działa to jednak w drugą stronę, jeśli mamy kiepski dzień i „odgrywamy” tylko materiał, to uczciwie gramy całego seta, ale to na szczęście nie zdarza się raczej w naszym przypadku, a jeśli już to oczywiście zwracamy za bilety. (śmiech)

P.B.: Zwracamy za bilety i palimy instrumenty, razem z busem, kierowcą i naszymi ubraniami… Później nago wracamy do domu, w ramach kary (śmiech). Czytałem kilka relacji sprzed Uriah Heep, w których ktoś napisał, że trochę zjadła nas trema, że zabrakło kontaktu z publicznością. Nikt jednak nie brał pod uwagę tego, że wszystko co można nam było okroić, czyli nagłośnienie, światła, scenę, czas na rozstawienie i próbę, zostało nam okrojone. Wychodziliśmy na scenę z przepaską na oczach, zdenerwowani, że coś nas zaskoczy, że będziemy się źle słyszeć, albo coś się zacznie sypać. Okazało się, że nawet w tak trudnych warunkach daliśmy radę, ale było to wyzwanie. Może nie jest to do końca odpowiedź na twoje pytanie, ale set może też różnić się pewnością siebie, a tej brakuje jeśli ktoś stara się podciąć ci skrzydła. Na całe szczęście mieliśmy wsparcie organizatora, a i zespół był do nas przychylnie nastawiony. Menagment jest jednak w takich sytuacjach bezwzględny. Kiedy gramy na totalnym luzie, gramy zdecydowanie powyżej swojej formy. Natomiast grając suporty napędzamy się dodatkowymi emocjami i publicznością, która na nasz autorski set zwyczajnie by się nie wybrała.

Czy będzie okazja zobaczyć was w najbliższym czasie na koncercie jako headlinera? Czy raczej skupiacie się na razie na przygotowaniach do występu w Dolinie Charlotty?

K.N. Koncert w Dolinie Charlotty będzie wyjątkowy nie tylko z powodu faktu z kim gramy lecz także za przyczyną magicznego miejsca i wspaniałej publiczności. Nie możemy jednak śnić musimy grać koncerty dla ludzi i dlatego nasze działania skierowane są w tej chwili na poszukiwaniu miejsc gdzie możemy to robić.

Cóż, życzę powodzenia w promocji nowego albumu. Ostatni akapit pozostawiam dla was. Co chcielibyście przekazać czytelnikom Rock Area?

K.W. Jako, że KRUK jest zespołem przede wszystkim koncertowym, chcielibyśmy wszystkich czytelników Rock Area zaprosić do udziału w jesiennej trasie „It Will Not Come Back”.

K.N. Myślę że nie bez powodu nastąpił come back muzyki rockowej, wierzę że wszyscy poszukujemy autentyczności w tym zakłamanym świecie i mogę Wam obiecać, nie zabraknie jej na koncertach Kruka.

P.B.: Chcemy też podziękować czytelnikom takich portali jak Rock Area. To dzięki wam cały ten cyrk rockowy wciąż się kręci. My też należymy do waszej grupy i też bez względu na to jaki status osiągnęliśmy, czy osiągniemy jako muzycy, wciąż będziemy wierni wspólnym ideałom.

Pytał Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *