KRUK swój drugi autorski album wydał zaledwie parę dni temu, a działania promocyjne nabierają rozpędu już od dłuższego czasu. Grupa koncertuje, a wydawca napędza szum medialny. Do tego album, z którym dane już nam było się zapoznać – naprawdę robi wrażenie. Nie mogliśmy sobie darować zatem przeprowadzenia wywiadu z zespołem. Na pytania związane z nową płytą, gościnnymi występami na niej, historii i planach zespołu odpowiadali Krzysztof Walczyk, Krzysiek Nowak i Piotr Brzychcy.
Po wydaniu debiutanckiego albumu autorskiego, zmienił się częściowo skład Kruk… co właściwie działo się w zespole i z zespołem przez te parę lat?
K.N. Jedyną personalną zmianą w składzie po nagraniu „Before He’ll Kill You”jest moja skromna osoba, Darek pojawił się w kapeli w trakcie nagrywania albumu. Szczerze powiem w tym czasie podziwiałem go za decyzję i determinacje, przecież wgrywał perkusje w praktycznie gotowy materiał. Ja zostałem zaproszony przez Kruka parę miesięcy później, wpierw chłopcy poprosili mnie o pomoc przy aranżacji sekcji w „Here on Earth” i tak już zostałem na utrapienie kruczej rodziny 🙂
Czy zadowoleni jesteście po latach z albumu Before He’ll Kill You… i z tego co udało się wam dzięki niemu osiągnąć?
K.W. Faktycznie nasz pierwszy autorski album został doskonale przyjęty przez media oraz słuchaczy, nie spodziewaliśmy się, że materiał obroni się w aż takim stopniu, biorąc pod uwagę fakt, iż nagrywaliśmy go w trochę nerwowej atmosferze (w trakcie sesji mieliśmy zmianę w składzie). Sesja „It will not comeback” wyglądała zupełnie inaczej, w pełni professionalne studio oraz doskonały realizator wprost przełożyły się na to jak ostatecznie brzmi płyta, do tego bezproblemowa współpraca wpłynęła na sprawność nagrań. Zarejestrowanie tego materiału zajęło nam kilka dni a partie hammonda i syntezatory dosłownie kilka godzin. Poza tym, sposób nagrywania kolumny leslie sprawił, że hammond brzmi na całej płycie doskonale a jest to zasługa naszego realizatora Lecha Pukosa. Przy „Before..” nagrania ciągnęły się w nieskończoność, i myślę, że to słychać, kiedy album nagrany jest praktycznie „na setkę” a kiedy jest „wymęczony”. Może przyjdzie nam jeszcze kiedyś zmierzyć się z „Before He’ll Kill You” w studiu, w trochę bardziej sprzyjających okolicznościach.
P.B.: Ten album sprawił, że przestaliśmy być postrzegani przez pryzmat cowerów, co więcej ukazał nasze możliwości twórcze. Ciągle zastanawiam się jak finalnie został odebrany i czy dotarł do odpowiedniej ilości ludzi.
Ten album powstał w dwóch wersjach językowych… czy przewidujecie taki zabieg odnośnie nowej
płyty?
K.W. Nowa płyta będzie wydana tylko w języku angielskim, w większości przypadków nasze utwory piszemy po Polsku a potem są tłumaczone na angielski. Często po takim zabiegu okazuje się, że wersje angielskie, przy zachowaniu ogólnego sensu przetłumaczonego tekstu, brzmią zdecydowanie lepiej, płynniej. Jako przykład można podać „Paranormal Power Lasts” czyli „Cios Psioniczny” z „Before He’ll kill You” którego od nagrania płyty praktycznie nie gramy już po polsku. Poza tym łatwiej jest ułożyć frazę muzyczną z angielskiego tekstu. Na „It Will Not Come Back” podobnie jak na poprzedniej płycie tłumaczeniami tekstów zajęła się Ewa „OFFCA” Grodzka, której z tego miejsca serdecznie za to dziękujemy i prosimy o więcej…
Powiem szczerze, że jakoś dziwnie brzmią tytuły waszych płyt… (za przeproszeniem) jakoś
kwadratowo i wydaje mi się że ciężko je zapamiętać. Nie lepiej by było by nowy album nosił krótszą nazwę… A może jest jakiś głębszy sens – i to jest absolutnie zamierzone?
K.W. Nazwy obu naszych albumów pochodzą od jednego z utworów zawartych na płycie. Są one symboliczne, mogą mieć więcej niż jedno znaczenie, i nie widzę tutaj specjalnie problemu z zapamiętaniem, podobnie jak w tekstach nie mówimy niczego wprost i to biorąc pod uwagę fakt, że poza Viśnią, teksty KRUKA pisze jeszcze kilka osób, i to nie tylko z zespołu. Mamy frajdę z tego, że każdy może odbierać trochę inny przekaz, analizując kolejności tekstów czy użyte czasy itd.
K.N. Zapewne zauważyłeś fakt że Kruk zawsze działa pod prąd, wspak rzeczywistości. Gramy muzykę trudno sprzedawalną, nasze utwory są zbyt długie aby grano je w radiu to też niejako naturalne jest że i tytuły płyt nie podporządkowują się współczesnym trendom.
P.B.: Oj chyba nie zgodzę się tu z Krzyśkiem Nowakiem, wcale, a wcale nie gramy muzyki trudnej. Jedynie komercyjne radia typu RMF, czy Zet traktują tego typu granie jako trudne. Przy dobrej promocji jesteśmy klasycznym zespołem rockowym, który może ograć każdy rodzaj publiczności. Poza tym nie grają nas właściwie tylko te wspomniane wyżej radia. Przecież całe Polskie Radio z Jedynką na czele gra nas ciągle, bez względu na porę dnia. Oczywiście zgodzę się ze stwierdzeniem, że nie podporządkujemy się współczesnym trendom, ale to dłuższy temat i szkoda wywodów na temat tego co jest modne, a co nie.
Kwestię gościnnych występów na waszej nowej płycie chciałbym potraktować osobno, więc – jak wam się udało zaprosić na wasz album Doogiego White’a? Czy długo musieliście go przekonywać?
Osłuchiwał waszych nagrań zanim się zgodził?
P.B.: To był szybki strzał. Doogie najpierw został zapytany przez wytwórnię, czy jest taka opcja. Swoją drogą, musieli nas nieźle zareklamować, skoro się zgodził (śmiech). Potem poszedł jedyny utwór którym dysponowaliśmy w wersji studyjnej – „In Reverie”. Byliśmy jednak przygotowani na szybkie wejście do studia, w celu rejestracji kolejnych utworów, jeśli ten by mu nie spasował. Okazało się jednak, że jest ok i po tygodniu wrócił do nas numer z nagranymi partiami Doogiego. Radość była ogromna i chyba nikt z nas nie zapomni tej chwili do końca swojego żywota. Kilka dni temu wytwórnia wysłała Doogiemu płytę, czekamy zatem na jego opinię.
Skoro współpraca z White’m została sfinalizowana „na odległość”. Czy jest szansa aby kiedyś pojawił się na waszym koncercie?
P.B.: Jest taka szansa, że pojawi się na planie naszego teledysku w czasie, gdy przyjedzie na występ z zespołem Tank, który odbędzie się w ramach Metal Hammer Festiwal. Pojawiła się taka opcja i liczymy na to, że uda się ją zrealizować. Koncertowo… hmmm, to jest już wyższa szkoła logistyki, ale kto wie, może kiedyś dojdzie do takiej sytuacji.

Kolejny gościnny występ to Piotr Kupicha w coverze Tiny Turner. Skąd pomysł by zaprosić właśnie
jego?
P.B.: Kwestia ciekawego eksperymentu, wykorzystania dobrej,
przyjacielskiej energii na gruncie artystycznym. Nic więcej, ale też i
nic mniej. Spotykasz się czasem z kimś na piwku w pubie, a w planach
masz powrót do domu wieczorem, nagle jednak okazuje się, że rozkręca się
superowa impreza i wracasz do domu na drugi dzień rano, albo po kilku
dniach najlepiej (śmiech). Takim torem to poszło, znaleźliśmy w tej
przeróbce całą masę radochy, inspiracji, rockowego szaleństwa.
Dlaczego zdecydowaliście aby zaśpiewał solo, a nie w duecie z Wiśnią (jak Doogie White)?
Dlaczego wystąpił w coverze, a nie w waszej autorskiej kompozycji?
P.B.: Wiśnia śpiewa refreny w chórkach, więc też jest obecny. Niektórzy
nas pytają, dlaczego Doogie nie śpiewa w całym utworze… To są takie
założenia, które powstają naturalnie. Nikt tego nie planuje, a jak coś
zaczyna kręcić się w dobrą stronę to trzeba tam podążać. Początkowo były
plany na autorską kompozycję Kruka i udział Piotra w takiej kompozycji.
Był nawet pomysł żeby Piotrek napisał swoją wersję wokalną jednego z
utworów. Finalnie jednak pomyśleliśmy, że trzeba zrobić coś jeszcze w
innym stylu. Gramy przecież covery Purpli na dodatkowym krążku DVD,
gramy autorsko z Doogim, pomyśleliśmy, że dobrze będzie pokazać zespół
od jeszcze innej strony.
Czy Piotr Kupicha sam przygotował aranżację do tego utworu, czy też daliście mu „gotowca”?
K.N. To praca zbiorowa : ) Wpierw Kruk nagrał swoją wersję która w
zasadzie jest pomysłu naszego Piotra następnie przekazaliśmy nagranie
Piotrowi nr dwa : ) no i się zaczęło …….
praca, praca, praca. Piotr Kupicha jest muzykiem który wie czego chce,
muzycy Kruka również, dlatego trwało to wszystko dokładnie tyle
czasu ile potrzeba było aby wszyscy byli zadowoleni z efektu końcowego.
P.B.: (Śmiech) nie wyobrażam sobie, żeby przyjął od nas gotowca. Sam
opracował wokale, zresztą bardzo starannie i dokładnie. To jak pracuje w
studiu jest absolutnie profesjonalne. Nagrał to dosłownie w dwie
godziny. Obserwując jego podejście do tego aranżu sam wiele się
nauczyłem.
Czy dzięki temu utworowi macie nadzieję „trafić pod strzechy”? 😉
P.B.: (Śmiech) Tak, zdecydowanie tak i musicie pamiętać, że jak już
trafimy pod strzechy, to wtedy rock będzie rządził tym pieprzonym
krajem…
Czy członkowie KRUK mają swoje ulubione utwory na płycie? Czy może któreś lubicie grać szczególnie?
K.W.: Ponad rok przed wydaniem płyty graliśmy już jeden utwór w bardzo
wstępnej wersji, pamiętam doskonałe przyjęcie na koncercie przed Thin
Lizzy w Warszawskiej Stodole, to taka ballada w większości z samym
pianem. Ostatecznie na płytę utwór trafił w trochę innej aranżacji pod
nazwą „Cold Wall”. Dość często grywamy na koncertach „In Reverie” oraz
„Embrace Your Silence”, natomiast zdarzyło nam się raz zagrać całą nową
płytę włącznie z zachowaniem kolejności. To był koncert w IronClub’ie w
Krośnie a jako, że dla nas to szczególne miejsce postanowiliśmy zrobić
przedpremierowe wykonanie nowego albumu live. Przed nagraniem płyty moim
zdecydowanym faworytem był utwór „Forever”, natomiast teraz najbardziej
lubię grać „Imagination”.
K.N. Uwielbiam grać na koncertach nowy materiał zapewne dlatego że
brałem czynny udział w jego tworzeniu. Wiele utworów z pierwszego albumu
bardzo dobrze sprawdza się na koncertach i tak naprawdę nie ma
znaczenia co gram lecz z kim a towarzystwo w Kruku jest przednie : )
Zawsze bawimy się muzyką, lubimy swoje towarzystwo na scenie i zawsze
mamy wspaniałą publikę …czego więcej chcieć ?
P.B.: Bardzo lubię koncertową wersję ”Now When Yoy Cry”. Graliśmy to
przed Uriah Heep i doskonale czułem się obserwując reakcje na taką
właśnie prostotę.
Do waszego nowego albumu studyjnego dodany jest koncert na DVD.
To dość unikatowe przedsięwzięcie jak na tak młody zespół… kto wpadł
na ten pomysł? I jak udało wam się przeforsować ten pomysł u wydawcy?
K.W.: Na samym początku musze przyznać, że podchodziłem do tego pomysłu z
pewną rezerwą, ale teraz, kiedy mówię te słowa (06.06.2011) a płyta
właśnie trafiła na półki sklepowe jestem pewien, że był to doskonały
pomysł. Nikt z nas nie brał jeszcze udziału w takiej oficjalnej
rejestracji koncertu, ale myślę, że daliśmy radę. Początkowo byliśmy
może trochę spięci, wygrywając swoje partie z ekspresją terminatora.
(śmiech) Wiesz, granie na zasadzie „…pamiętaj żeby się nie pomylić, to
wszystko jest nagrywane…”, ale po paru numerach zaczęliśmy nadawać na
KRUCZYCH falach, pojawiła się ta magia, która towarzyszy nam na każdym
koncercie już od dziesięciu lat! To jest moment, w którym przestajemy
grać jako poszczególni instrumentaliści i wokal a zaczynamy jako jeden
spójny organizm zresztą, oprawa koncertu, zaangażowanie wielu kamer,
projektory to wszystko też dodaje adrenaliny no i ma ogromny wpływ na
efekt końcowy, choć dla mnie liczy się przede wszystkim muzyka. Może w
przyszłości warto pomyśleć nad nagraniem np. trzech koncertów, później
można wybrać najlepsze kawałki, jakiś zespół już tak chyba kiedyś zrobił
…
K.N. Tak to było wielkie wyzwanie : ) Dziś jeszcze czuję dreszcz emocji
towarzyszący temu przedsięwzięciu. Wszyscy mieliśmy świadomość że
nagrywamy tylko jeden koncert i na wpadki nie ma miejsca, zgadzam się z
Krzychem byliśmy spięci. Przyznam się szczerze, ja byłem przerażony : )
Bardzo pomógł mi Darek który zagrał jeden z lepszych koncertów i tym
samym pomógł mi odnaleźć się na scenie. Wspaniała publiczność poniosła
nas i z każdym utworem było tylko lepiej. Uważam jednak że ten zapis nie
oddaje w pełni Kruczych możliwości.
Czy myślicie o teledysku do nowego albumu? Który utwór najchętniej wybralibyście na wideoklip?
K.N. Uważam że powinien to być „ It will not come back” tyle że nie byłby to wideoklip a raczej film krótkometrażowy : )
P.B.: (Śmiech) tak, to byłby film krótkometrażowy. Tak jak wspominałem
jest opcja na ”In Reverie”. Pojawiły się trzy suwerenne głosy mówiąc o
chęciach zrobienia klipu do ”Now When You Cry”. Ja sam widzę też
predyspozycje ”Cold Wall” w tym temacie.
Album jest już w sklepach… ale jeszcze za wcześnie na przeglądanie statystyk… więc – jakie wiążecie z nim nadzieje?
K.N. Wszyscy kochamy to co robimy i chcielibyśmy aby muzyka wypełniała
nie tylko dusze lecz także naszą codzienność. Moje marzenie jest proste,
chciałbym mieć czas i energię do tworzenia muzyki a jest to jedynie
możliwe gdy się z niej żyje lub dostanie duży spadek : )
P.B.: Nie wiem, czy mogę to powiedzieć publicznie, czy nie, najwyżej
będzie mnie ścigać mafia, ale już teraz wytwórnia musiała dotłoczyć
kolejny nakład. Jest zatem bardzo dobrze. Ta płyta musi się sprzedać,
musi trafić do ludzi, musi zdobyć słuchacz, jeśli to się nie uda… to
chyba będzie można dosłownie użyć słów zawartych w tytule płyty… że się
nie powtórzy i każdy z nas odleci w swoją stronę.
Zagraliście przed Uriah Heep, zagracie przed Purplami… czy
macie jeszcze jakąś ambitną wishlistę, która spowodowałaby spełnienie
artystyczne? (pomijając grupy nieistniejące) Z kim
jeszcze chcielibyście zagrać?
K.W.: Moja wishlista jest bardzo prosta, chciałbym kiedykolwiek zagrać
na jednej scenie z Ritchie Blackmorem i Jonem Lordem, oczywiście na
dwóch różnych koncertach, bo ich współpraca jest już raczej mało
prawdopodobna. Niestety szanse są coraz mniejsze i cały czas spadają, za
3 dni (09.06.2011) Lord kończy 70 lat.
P.B.: Popieram pomysł Krzyśka, chociaż nie jestem aż takim pesymistą i
wierzę w to, że ci dwaj panowie zdziałają coś jeszcze razem. Listy nie
mam, ale przed takim reaktywowanym Led Zeppelin to z chęcią (śmiech)
Pytanie z tej samej beczki – którego z wokalistów zaprosilibyście najchętniej na wasz kolejny studyjny album?
P.B.: Ostatni zestaw gości na naszym albumie wymaga kroku dalej. Dlatego
ja na kolejnej płycie widzę tylko dwóch gości specjalnych… Ozzy Osbourn
i… Rihanna (śmiech). Dwa czarne charaktery, pod skrzydłami czarnego
ptaka. To byłoby coś. Całkiem na poważnie mówiąc to ja chciałbym bardzo
zaprosić Hughesa lub Jorna. Gdyby była szansa na jedno solo gitarowe
Blackmorea, albo hammondowe Lorda…mmmm
Jak różni się wasz obecny set na samodzielnych koncertach, od koncertów na których gracie jako support?
K.W. W Kruku staramy się nie ustawiać jakiś sztywnych ram koncertowych w
stylu jedna setlista na 20 koncertów. Nawet grając w odstępie
jednodniowym dwa identyczne koncerty przed Uriah Heep zmieniliśmy nieco
setlistę. Oczywiście set na samodzielnych koncertach jest zdecydowanie
dłuższy no i dochodzi jeszcze sprawa utworów, które mamy ochotę zagrać
dla wyjątkowej publiczności a których nie było w rozpisce;-) Nie działa
to jednak w drugą stronę, jeśli mamy kiepski dzień i „odgrywamy” tylko
materiał, to uczciwie gramy całego seta, ale to na szczęście nie zdarza
się raczej w naszym przypadku, a jeśli już to oczywiście zwracamy za
bilety. (śmiech)
P.B.: Zwracamy za bilety i palimy instrumenty, razem z busem, kierowcą i
naszymi ubraniami… Później nago wracamy do domu, w ramach kary
(śmiech). Czytałem kilka relacji sprzed Uriah Heep, w których ktoś
napisał, że trochę zjadła nas trema, że zabrakło kontaktu z
publicznością. Nikt jednak nie brał pod uwagę tego, że wszystko co można
nam było okroić, czyli nagłośnienie, światła, scenę, czas na
rozstawienie i próbę, zostało nam okrojone. Wychodziliśmy na scenę z
przepaską na oczach, zdenerwowani, że coś nas zaskoczy, że będziemy się
źle słyszeć, albo coś się zacznie sypać. Okazało się, że nawet w tak
trudnych warunkach daliśmy radę, ale było to wyzwanie. Może nie jest to
do końca odpowiedź na twoje pytanie, ale set może też różnić się
pewnością siebie, a tej brakuje jeśli ktoś stara się podciąć ci
skrzydła. Na całe szczęście mieliśmy wsparcie organizatora, a i zespół
był do nas przychylnie nastawiony. Menagment jest jednak w takich
sytuacjach bezwzględny. Kiedy gramy na totalnym luzie, gramy
zdecydowanie powyżej swojej formy. Natomiast grając suporty napędzamy
się dodatkowymi emocjami i publicznością, która na nasz autorski set
zwyczajnie by się nie wybrała.
Czy będzie okazja zobaczyć was w najbliższym czasie na koncercie
jako headlinera? Czy raczej skupiacie się na razie na przygotowaniach
do występu w Dolinie Charlotty?
K.N. Koncert w Dolinie Charlotty będzie wyjątkowy nie tylko z powodu
faktu z kim gramy lecz także za przyczyną magicznego miejsca i
wspaniałej publiczności. Nie możemy jednak śnić musimy grać koncerty dla
ludzi i dlatego nasze działania skierowane są w tej chwili na
poszukiwaniu miejsc gdzie możemy to robić.
Cóż, życzę powodzenia w promocji nowego albumu. Ostatni akapit
pozostawiam dla was. Co chcielibyście przekazać czytelnikom Rock Area?
K.W. Jako, że KRUK jest zespołem przede wszystkim koncertowym,
chcielibyśmy wszystkich czytelników Rock Area zaprosić do udziału w
jesiennej trasie „It Will Not Come Back”.
K.N. Myślę że nie bez powodu nastąpił come back muzyki rockowej, wierzę
że wszyscy poszukujemy autentyczności w tym zakłamanym świecie i mogę
Wam obiecać, nie zabraknie jej na koncertach Kruka.
P.B.: Chcemy też podziękować czytelnikom takich portali jak Rock Area.
To dzięki wam cały ten cyrk rockowy wciąż się kręci. My też należymy do
waszej grupy i też bez względu na to jaki status osiągnęliśmy, czy
osiągniemy jako muzycy, wciąż będziemy wierni wspólnym ideałom.
Pytał Piotr Spyra

















































