Keith Thompson – jeden z najlepszych gitarzystów i wokalistów
blues-rockowych w Wielkiej Brytanii. Pracował w kilkunastu zespołach i
jako artysta solowy. Regularnie koncertuje we wszystkich krajach Europy i
Stanach Zjednoczonych. W przerwach między koncertami udziela się jako
muzyk sesyjny. Jego gitarę można usłyszeć na kilkudziesięciu albumach
różnych artystów, wielu filmach i programach telewizyjnych. Ma na swoim
koncie współpracę z takimi artystami jak: Spooky Tooth, Steve Winwood i
Wurzel (eks-gitarzysta Motorhead). Okazja do rozmowy nadarzyła się przed
jednym z koncertów jego ostatniej trasy po naszym kraju.
Można powiedzieć, że w Polsce czujesz się już jak w domu.
Faktycznie, to jak drugi dom. Zacząłem regularnie przyjeżdżać do Polski,
nie wiem.. z trzy – cztery lata temu. Zdarza mi się tu być nawet cztery
razy do roku. Naprawdę kocham Polskę, kocham Polaków, oni naprawdę
uwielbiają rocka i bluesa.
Zaczynałeś przygodę z muzyką jako dziecko…
Miałem pięć lat. Grałem utwory Beatlesów, zdobyłem nawet pierwszą
nagrodę w jakimś letnim konkursie. Jako czternastolatek kupiłem album
„Fire & Water” Free, to odmieniło wszystko, odtąd wiedziałem jaką
drogą chcę pójść (śmiech).
Pamiętasz jaki utwór Beatlesów wówczas wykonałeś?
Myślę, że był to „Paperback Writer”. Miał taki fajny riff na początku…
Dzięku komu poznałeś twórczość „czwórki z Liverpoolu”?
Hmm, wtedy wszyscy znali Beatlesów. Miałem przyjaciół, którzy posiadali
wszystkie ich płyty, jakie kiedykolwiek zostały wydane. Byłem jeszcze
dość mały, gdy się rozpadli, miałem wtedy dziesięć lat, ale ich muzykę
pamiętałem jeszcze długo później.
Wspomniałeś o fascynacji Free. Udało Ci się poznać muzyków tej znakomitej kapeli?
– Niestety nie. Raz udało mi się być naprawdę blisko, kiedy przyjechali
na koncert do mojego miasta, ale nie udało mi się nigdy poznać osobiście
żadnego z muzyków. Chciałbym bardzo… Paul Rodgers jest niesamowitym
wokalistą, najlepszym w bluesie i rocku.
A co sądzisz o reaktywacji Bad Company?
Byłem na ich koncercie. Bawiłem się świetnie. Paul Rodgers nadal jest w
świetnej formie wokalnej. To było świetne przeżycie: posłuchać znów tych
wszystkich znakomitych utworów. Koncert nie trwał może zbyt długo,
grali godzinę i piętnaście minut, ale ja cieszyłem się każdą minutą.
Jak udawało Ci się załatwiać koncerty w klubach w tak młodym wieku?
Wciąż jeszcze chodziłem do szkoły, kiedy zacząłem koncertować w klubach i
pubach w Anglii. Myślę, że traktowano to jako ciekawostkę, że taki
małolat gra rockowy repertuar. Potem przychodziły zaproszenia na kolejne
koncerty. Mój pierwszy naprawdę profesjonalny angaż dostałem w wieku
19-20 lat w Niemczech. Graliśmy siedem wieczorów w tygodniu, to znów był
przełom, bo dzięki tym występom nauczyłem się rzemiosła.
Wśród gitarzystów, którzy mieli największy wpływ na Twój styl gry wskazałbyś taki ludzi jak…
Eric Clapton, Jimmy Page, Peter Green, Jeff Beck, Rory Gallagher, tych
wszystkich wspaniałych muzyków wywodzących się z brytyjskiego bluesrocka
lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.
Brytyjski bluesrock był kiedyś potęgą. Obecnie jakoś nie może odzyskać dawnej pozycji.
To się toczy tak cyklicznie… Dziś rzeczywiście to raczej nisza. Ale z
drugiej strony, praktycznie w każdym brytyjskim mieście odbywa się jakiś
festiwal bluesowy, ten gatunek ma całkiem sporo fanów, koncerty takich
muzyków jak Joe Bonamassa przyciągają nawet pięć tysięcy widzów.
Niedawno byłem na jego występie w dużej hali w Birmingham. Może więc
bluesrock znów jest na fali wznoszącej (śmiech).
Jesteś fanem piłki nożnej, jak na Anglika przystało?
Nie bardzo. Oczywiście, oglądam najważniejsze mecze reprezentacji. Poza
tym zwykle jestem w trasie, więc nie bardzo mam czas, by regularnie
śledzić rozgrywki. Sport nigdy jakoś mnie kręcił, co innego muzyka
(śmiech).
Wciąż lubisz takie „cygańskie życie” w trasie?
Owszem. Z tym, że to wychodzi mniej więcej pół na pół: podróżowanie oraz
spędzanie czasu na pracy w studio w Anglii. Piszę utwory, robię różne
rzeczy dla potrzeb telewizji i radia. Nie chcę być przez cały czas w
drodze, bo wtedy nie mógłbym widywać żony. Staram się to wszystko
wypośrodkować.
Komponowanie dla telewizji to zupełnie inna muzyczna bajka…
Tak, jako wykonawca skupiam się na bluesrocku. Co innego pisanie na
zamówienie. Zdarzył mi się na przykład serial telewizyjny poświęcony
Ameryce, do którego napisałem kilka kawałków utrzymanych w stylu
country.
Robert Dłucik
zdjęcie: myspace Keitha Thompsona


















































