HELLOWEEN – Sascha Gerstner (27.03.2013)

HELLOWEEN - Sascha Gerstner

Nie udało nam się przeprowadzić wywiadu z Helloween przy okazji wydania nowego albumu, ale taką szansą była ich trasa i występy w Polsce. Przed krakowskim koncertem dane mi było zamienić kilka słów z gitarzystą zespołu, na pytania odpowiadał Sascha Gerstner.

Kiedy weszliśmy do garderoby Sascha i Markus siedzieli przy komputerach…
Po przywitaniu gitarzysta stwierdził, że my będziemy zadawać pytania, a on je wygoogluje, a dopiero odpowie na nie 🙂 Po tradycyjnej wymianie grzeczności przystąpiliśmy do rzeczy.



Uważam wasz poprzedni album „7 sinners” jako najcięższy i najmroczniejszy od czasów „Dark Ride”. Nowa płyta jest z kolei bardziej przystępna w taki hellowenowy sposób, mam na myśli poczucie humoru, czy też to że jest również album refleksyjny… Czy proces powstawiania tego materiału różnił się tym razem? Czy zamiarem było nagranie nie tak bardzo poważnego albumu?

Nie, nie było jakiegoś specjalnego planu, po prostu rozwijaliśmy własny styl przez ostatnie lata, od czasu powiedziałbym „Gambling with the devil”, który był kluczowym jeśli chodzi o sposób pisania kawałków, współpracy przy każdym akordzie i takie tam. Pracowaliśmy w ten sam sposób. Więc właściwie nie robiliśmy nic zamierzonego,

Zawsze się zastanawiałem nad powodami wyboru tytułu utworu jako tytułu albumu. Zanim usłyszałem nowy album, nowy tytuł kojarzył się również z utworem z albumu Chameleon – „Step out of hell”.

Pomyśleliśmy, że utwór „Straigh out of hell” jest kawałkiem najbardziej odzwierciedlającym klimat płyty, ma pozytywny wydźwięk. W czasie kiedy ludzie mówią o apokaliptycznych rzeczach, że w 2012 roku wszyscy poumieramy, i takie tam rzeczy, pomyśleliśmy, że pociągniemy ten temat, ponieważ najprawdopodobniej nic się nie stanie i na przykład w 2013 roku będziemy koncertować w Polsce, nic się nie zmieni. Myśleliśmy też o ludziach którzy przechodzą przez jakieś piekło, i codziennie pojawia się nowy dupek… więc właściwie nic się nie zmienia.

Jeśli chodzi o przepowiednie już na „Time of the oath” ta tematyka była wam bliska, tym razem w zapowiedziach albumu, sugerowaliście że przepowiednie Majów to bzdury…

Nie – nie mówiliśmy, że przepowiednie Majów to bzdury, to ty powiedziałeś. Naszym przekazem było to, że prawdopodobnie nic się nie stanie, wszyscy przetrwamy.
Na samym albumie jest wiele pozytywnych przekazów, nie mieliśmy więc żadnego konceptu by zrobić anty-przepowiedniowy album czy coś takiego.

Wybraliście na singla „Burning sun”, a zaraz potem zrealizowaliście klip do utworu „Nabatea”. Dlaczego wybraliście te utwory do promocji?

Pomyśleliśmy, że to świetny sposób, by do promocji wybrać dłuższy utwór z których Helloween jest znany, w momencie kiedy wszyscy oczekiwaliby ballady czy innego rockowego kawałka, bardziej komercyjnego. Przez ostatnie lata mogliśmy polegać na naszych fanach, więc doszliśmy do wniosku, że nie potrzebujemy bardziej komercyjnych utworów promujących album.

helloween

Zauważyłeś, że sam klip jest nieco podobny do poprzedniego teledysku Blind Guardian?

Nie, nie oglądałem go.

Mam na myśli tematykę i realizację w technice komputerowej.

Pewnie to z tego powodu, że taka technika realizacji stała się dużo tańsza i również Blind Guardian chcieli oszczędzić trochę pieniędzy realizując klip w ten sposób, który dla zespołów metalowych był kompletnie niedostępny powiedzmy 15 lat temu, kiedy musiałbyś wydać setki tysięcy Euro na taką produkcję. Więc obecnie sporo zespołów to robi w ten sposób.

Wg bookletu, większość utworów na nowej płycie ma jednego autora. Czy nie pracujecie już nad materiałem wspólnie – jako zespół?

„Live now!” to na przykład współpraca moja i Andiego, ale obecnie tak się dzieje, że musisz wydać album szybko i nie masz czasu by spotykać się w studio, ze względu na koszta nie masz roku na rejestrację albumu. Większość fanów, którzy nie kupują płyt lecz ściągają muzykę, nie zdaje sobie z tego sprawy, że koszt wyprodukowania albumu takiego jak ten jest wielki. Więc w momencie kiedy ludzie nie kupują płyt, nie ma pieniędzy na kolejną długą produkcję i najprostszym sposobem dla nas jest praca nad pomysłami w domu, nie robiliśmy tego wczesnej, ale powoli inne podejście przestaje mieć sens. Jeśli chcielibyśmy rozwijać pomysły razem, wówczas musielibyśmy siedzieć nad tym w studio przez rok, a nikt za to by nie zapłacił.
Postanowiliśmy działać w ten sposób, przychodzić z gotowymi pomysłami, nagrywać miksować i dopasować do całokształtu Helloween.

Komu chciałeś dedykować kawałek „Asshole”?

To zabawny kawałek, jest napisany dla każdego, każdy ma przecież taką osobę, której nie lubi, którą uważa za dupka. Wstajesz rano, wychodzisz z domu, wsiadasz do samochodu, jedziesz do biura czy do pracy, i ten utwór z dość głupim tekstem wywołuje u ciebie uśmiech. Czujesz się lepiej, bo możesz podśpiewywać ten śmieszny refren, i nie myślisz – kurcze muszę się spotkać z tym dupkiem. Wyszedł nam śmieszny i kontrowersyjny kawałek i tak chcieliśmy go zrobić.

Chciałem zapytać o „Wanna be god”, przypuszczam że to koncertowy killer, ale przyznam, że nie należy do moich ulubionych. Czy nie byliście podzieleni w kwestii umieszczenia go na płycie, a nie na przykład jako bonus?

Andi zawsze był fanem Freddiego Merkury, zawsze chciał zrobić coś, co byłoby generalnie w jakiś sposób związane z Queen, przyszedł z takim pomysłem i pomyśleliśmy, że będzie pasował. Wrzuciliśmy do kotła, skąd cały zespół decydował jakie kawałki trafią na płytę…

Przepraszam, muszę się przesiąść – usiadłem naprzeciw grzejnika, od którego strasznie zrobiło się gorąco…

To taki mój trik, kiedy udzielam wywiadów, kieruję ten żar na pytającego, podgrzewam go, a kiedy już się poci, to my zadajemy mu zabawne pytania (śmiech).

1,5 roku temu graliście na Przystanku Woodstock, dla ponad półmilionowej publiczności, jakie są twoje wspomnienia z tego koncertu?

Było niesamowicie, czasem to jest jedyna szansa w życiu by zagrać dla takiej publiczności. Było wspaniale.

Jakie są plany zespołu, czy planujecie nagrać kolejny wideoklip, może następne DVD?

Główny plan jest taki by pozostać przy życiu, tworzyć muzykę, kontynuować tą pracę, którą wykonujemy. Nie mamy jakiś specjalnie wytyczonych celów, chcemy robić dalej to co kochamy, nagrywać płyty, koncertować. Taki jest plan.


Pytał: Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *