Nie udało nam się przeprowadzić wywiadu z Helloween przy okazji
wydania nowego albumu, ale taką szansą była ich trasa i występy w
Polsce. Przed krakowskim koncertem dane mi było zamienić kilka słów z
gitarzystą zespołu, na pytania odpowiadał Sascha Gerstner.
Kiedy weszliśmy do garderoby Sascha i Markus siedzieli przy komputerach…
Po przywitaniu gitarzysta stwierdził, że my będziemy zadawać pytania, a
on je wygoogluje, a dopiero odpowie na nie 🙂 Po tradycyjnej wymianie
grzeczności przystąpiliśmy do rzeczy.
Uważam wasz poprzedni album „7 sinners” jako najcięższy i
najmroczniejszy od czasów „Dark Ride”. Nowa płyta jest z kolei bardziej
przystępna w taki hellowenowy sposób, mam na myśli poczucie humoru, czy
też to że jest również album refleksyjny… Czy proces powstawiania tego
materiału różnił się tym razem? Czy zamiarem było nagranie nie tak
bardzo poważnego albumu?
Nie, nie było jakiegoś specjalnego planu, po prostu rozwijaliśmy własny
styl przez ostatnie lata, od czasu powiedziałbym „Gambling with the
devil”, który był kluczowym jeśli chodzi o sposób pisania kawałków,
współpracy przy każdym akordzie i takie tam. Pracowaliśmy w ten sam
sposób. Więc właściwie nie robiliśmy nic zamierzonego,
Zawsze się zastanawiałem nad powodami wyboru tytułu utworu jako
tytułu albumu. Zanim usłyszałem nowy album, nowy tytuł kojarzył się
również z utworem z albumu Chameleon – „Step out of hell”.
Pomyśleliśmy, że utwór „Straigh out of hell” jest kawałkiem najbardziej
odzwierciedlającym klimat płyty, ma pozytywny wydźwięk. W czasie kiedy
ludzie mówią o apokaliptycznych rzeczach, że w 2012 roku wszyscy
poumieramy, i takie tam rzeczy, pomyśleliśmy, że pociągniemy ten temat,
ponieważ najprawdopodobniej nic się nie stanie i na przykład w 2013 roku
będziemy koncertować w Polsce, nic się nie zmieni. Myśleliśmy też o
ludziach którzy przechodzą przez jakieś piekło, i codziennie pojawia się
nowy dupek… więc właściwie nic się nie zmienia.
Jeśli chodzi o przepowiednie już na „Time of the oath” ta
tematyka była wam bliska, tym razem w zapowiedziach albumu,
sugerowaliście że przepowiednie Majów to bzdury…
Nie – nie mówiliśmy, że przepowiednie Majów to bzdury, to ty
powiedziałeś. Naszym przekazem było to, że prawdopodobnie nic się nie
stanie, wszyscy przetrwamy.
Na samym albumie jest wiele pozytywnych przekazów, nie mieliśmy więc
żadnego konceptu by zrobić anty-przepowiedniowy album czy coś takiego.
Wybraliście na singla „Burning sun”, a zaraz potem
zrealizowaliście klip do utworu „Nabatea”. Dlaczego wybraliście te
utwory do promocji?
Pomyśleliśmy, że to świetny sposób, by do promocji wybrać dłuższy utwór z
których Helloween jest znany, w momencie kiedy wszyscy oczekiwaliby
ballady czy innego rockowego kawałka, bardziej komercyjnego. Przez
ostatnie lata mogliśmy polegać na naszych fanach, więc doszliśmy do
wniosku, że nie potrzebujemy bardziej komercyjnych utworów promujących
album.

Zauważyłeś, że sam klip jest nieco podobny do poprzedniego teledysku Blind Guardian?
Nie, nie oglądałem go.
Mam na myśli tematykę i realizację w technice komputerowej.
Pewnie to z tego powodu, że taka technika realizacji stała się dużo
tańsza i również Blind Guardian chcieli oszczędzić trochę pieniędzy
realizując klip w ten sposób, który dla zespołów metalowych był
kompletnie niedostępny powiedzmy 15 lat temu, kiedy musiałbyś wydać
setki tysięcy Euro na taką produkcję. Więc obecnie sporo zespołów to
robi w ten sposób.
Wg bookletu, większość utworów na nowej płycie ma jednego autora. Czy nie pracujecie już nad materiałem wspólnie – jako zespół?
„Live now!” to na przykład współpraca moja i Andiego, ale obecnie tak
się dzieje, że musisz wydać album szybko i nie masz czasu by spotykać
się w studio, ze względu na koszta nie masz roku na rejestrację albumu.
Większość fanów, którzy nie kupują płyt lecz ściągają muzykę, nie zdaje
sobie z tego sprawy, że koszt wyprodukowania albumu takiego jak ten jest
wielki. Więc w momencie kiedy ludzie nie kupują płyt, nie ma pieniędzy
na kolejną długą produkcję i najprostszym sposobem dla nas jest praca
nad pomysłami w domu, nie robiliśmy tego wczesnej, ale powoli inne
podejście przestaje mieć sens. Jeśli chcielibyśmy rozwijać pomysły
razem, wówczas musielibyśmy siedzieć nad tym w studio przez rok, a nikt
za to by nie zapłacił.
Postanowiliśmy działać w ten sposób, przychodzić z gotowymi pomysłami, nagrywać miksować i dopasować do całokształtu Helloween.
Komu chciałeś dedykować kawałek „Asshole”?
To zabawny kawałek, jest napisany dla każdego, każdy ma przecież taką
osobę, której nie lubi, którą uważa za dupka. Wstajesz rano, wychodzisz z
domu, wsiadasz do samochodu, jedziesz do biura czy do pracy, i ten
utwór z dość głupim tekstem wywołuje u ciebie uśmiech. Czujesz się
lepiej, bo możesz podśpiewywać ten śmieszny refren, i nie myślisz –
kurcze muszę się spotkać z tym dupkiem. Wyszedł nam śmieszny i
kontrowersyjny kawałek i tak chcieliśmy go zrobić.
Chciałem zapytać o „Wanna be god”, przypuszczam że to koncertowy
killer, ale przyznam, że nie należy do moich ulubionych. Czy nie
byliście podzieleni w kwestii umieszczenia go na płycie, a nie na
przykład jako bonus?
Andi zawsze był fanem Freddiego Merkury, zawsze chciał zrobić coś, co
byłoby generalnie w jakiś sposób związane z Queen, przyszedł z takim
pomysłem i pomyśleliśmy, że będzie pasował. Wrzuciliśmy do kotła, skąd
cały zespół decydował jakie kawałki trafią na płytę…
Przepraszam, muszę się przesiąść – usiadłem naprzeciw grzejnika, od którego strasznie zrobiło się gorąco…
To taki mój trik, kiedy udzielam wywiadów, kieruję ten żar na
pytającego, podgrzewam go, a kiedy już się poci, to my zadajemy mu
zabawne pytania (śmiech).
1,5 roku temu graliście na Przystanku Woodstock, dla ponad
półmilionowej publiczności, jakie są twoje wspomnienia z tego koncertu?
Było niesamowicie, czasem to jest jedyna szansa w życiu by zagrać dla takiej publiczności. Było wspaniale.
Jakie są plany zespołu, czy planujecie nagrać kolejny wideoklip, może następne DVD?
Główny plan jest taki by pozostać przy życiu, tworzyć muzykę,
kontynuować tą pracę, którą wykonujemy. Nie mamy jakiś specjalnie
wytyczonych celów, chcemy robić dalej to co kochamy, nagrywać płyty,
koncertować. Taki jest plan.
Pytał: Piotr Spyra

















































