ELIZABETH FISHER (17.08.2010)

Elizabeth Fischer

Diabeł nie kobieta! Do tej pory żyłem w niewinnym przekonaniu, że poetka i wokalistka najbardziej znana z występów w kanadyjskim Dark Blue World to uosobienie ciepła, delikatności i dobroci. Wszak jej głos jest w stanie rozgrzać nawet najbardziej zmarznięte dusze, a teksty trafić na największe głębokości ludzkiej egzystencji. Tyle, że po mojej rozmowie z Kanadyjką musiałem zmienić swoje wyobrażenia na jej temat. To prawdziwy wulkan energii i twarda, pełna temperamentu kobieta.

O kim mowa? O Elizabeth Fischer czyli najjaśniejszym punkcie Dark Blue World. Jeśli jesteście ciekawi dlaczego Elizabeth ma słabość do basistów, jak wyglądały jej początki w muzyce oraz czym się dzisiaj inspiruje to powinniście przeczytać niniejszą rozmowę.





Elizabeth, dysponujesz niezwykłym, mocnym głosem. Kiedy zdecydowałaś się, że będziesz wokalistką?

Szczerze mówiąc nie pamiętam jak to wszystko się zaczęło… dawno temu zajmowałam się różnymi rzeczami, ale napisałam też trochę materiału związanego z muzyką, a jeden z moich przyjaciół w tamtym czasie postanowił założyć swój zespół. Trafiłam do niego, bo mój ówczesny narzeczony był basistą. Moi przyszli koledzy z tego zespołu powiedzieli do mnie coś w stylu: „hej, możesz pożyczyć od niego bas? będziesz naszą basistką!”. Więc pożyczałam od niego bas przez około rok i sama na nim grałam, ale wreszcie powiedziałam: „pierdolę to” i postanowiłam napisać coś poetyckiego, bardziej rytmicznego… spróbowałam też to zaśpiewać. Wtedy pomyślałam: „ok, to może chwycić, ale muszę podnieść swoje umiejętności” i wkrótce kiedy doszłam do wniosku, że to co pisze jest niezłe muzycy zdecydowali się ze mną grać. Oto cała historia.


A później?

Oczywiście to trochę skrócona wersja wydarzeń, ale prawdziwa. Następnie po tym wszystkim trafiłam na jakieś dziesięć lat do zespołu, który nazywał się Animal Slaves. Później było jeszcze kilka różnych historii, robiłam kilka rzeczy na własną rękę, ale ostatecznie… adoptowała mnie grupa muzyków, z którym teraz jestem związana. Myślę, że jestem trochę „dzika”, ale oni mnie tak czy inaczej lubią. Muzyka sprawia mi dużo radości, pozwala mi wiele odkrywać.


Twój wokal to diament, ale nie masz chyba łatwego charakteru?

(śmiech) Potrafię być brudnym kawałkiem węgla. Zwłaszcza kiedy bywam szczególnie nadwrażliwa, działam, hmm, autodestrukcyjne.


Jak mogłabyś opisać muzykę, którą tworzy Twój obecny zespół Dark Blue World? Nie wierzę w proponowane slogany typu „Indie” czy „Alternatywa”…

No, wiesz… sama nie potrafię jej opisać. Wiem jaka chce żeby była i wiem do czego z zespołem dążymy. Mam nadzieję, że na przeciw siebie wyjdą ta walka o muzykę i te inspiracje, które służą zrobieniu czegoś… pięknego i unikatowego. Nie łatwego i ładnego, ale czegoś co opisuje ludzi. W bezkompromisowym, ale dostępnym formacie, bo tak chcemy się komunikować, chyba każdy muzyk chce. Nie ma nic lepszego niż komunikacja pomiędzy artystą i widownią, którzy są podłączeni do jednego bezpiecznika.

Nagraliście dotąd dwa albumy z niekonwencjonalną porcją muzyki. Czy macie jakieś inspiracje? Może idoli, od których czerpiecie pomysły?

Heh… nawet pomimo, że myślę o ludziach, których twórczość cenię nie mogłabym powiedzieć, że wywierają oni jakiś konkretny wpływ na muzykę Dark Blue World. Myślę, że wszyscy muzycy są pod wpływem wszystkich, których kiedyś słyszeli, nawet w czasach gdy byli dziećmi. Myślę, że język, którym się porozumiewamy wywiera na nas duży wpływ, na instynktowną koncepcję rytmu i melodii… wszystkie języki to mają. Możliwe, że niektórzy muzycy nie zgodzą się z tym co mówię i możliwe, że ich inspiracje są bardziej klarowne, ale nie moje.


Jak mogłabyś porównać wasz album z 2006 roku z krążkiem The Perilous Beauty Of Madness z 2009 roku?

Zacznę od tego, że jestem bardzo szczęśliwa, że należę do małej, ale bardzo kreatywnej grupy muzyków, tutaj w Vancouver. Jak powiedziałam wcześniej, oni adoptowali mnie i wszystkie moje… ekhm… dziwactwa. Od czasu kiedy jestem nałogowym współpracownikiem (to znaczy np. uwielbiam dodawać dużo swoich pomysłów przy pisaniu utworów) każdy album bardzo dobrze oddaje specyfikę osób, które ze mną pracują. Jakąś stałą pozostają oczywiście teksty, które piszę i moja wrażliwość na melodie (którą niektórzy nazywają odrobinę zbyt… intensywną, haha!). Piszę utwory wspólnie z zespołem. Ja przynoszę słowa, ktoś przynosi riffy gitarowe lub… bas (kilka piosenek napisałam tylko z basistą… wciąż kocham basy). Melodię tworzę na bazie pomysłów kolegów z zespołu… a potem całość wspólnie ogrywamy. Czy pytałeś mnie przedtem o nasze dwa albumy?


Mhm…

Tak, nagraliśmy dwa albumy zupełnie różne od siebie, do których angażowaliśmy po kolei różne osoby, to co chcieli powiedzieć. To jest także częścią nas. Jak widzisz, lubię pracować z ludźmi, którzy ze względu na własną kreatywność inspirują mnie i, których ja mogę inspirować. Nie ma u nas żadnych uprzedzeń typu „To musi brzmieć tak, a to tak”. Myślę, że jesteśmy bardzo szczerzy, chcemy aby nasze dźwięki brzmiały jak… my.


Trudno Ci jest być kobietą w męskim świecie?

Ciekawe pytanie… na które mogłabym odpowiedzieć co najmniej, oh, w pięciu tysiącach słów, czy tego chcesz? W zespole jestem na równi z każdym mężczyzną. Kiedy ktoś próbuje powiedzieć mi, że jest inaczej to mogę być… drapieżna. Tutaj, w moim świecie, pośród moich przyjaciół, moich rodaków, moich współpracowników, to oczywiście nie jest problemem. To są bardzo świadomi ludzie, ale to nie oznacza, że nie natykam się na uprzedzenia. Zwalczam je. Energicznie i… głośno.


Występowałaś już z Dark Blue World na koncertach w Polsce. Jaka jest Twoja opinia o polskiej widowni?

Tych ludzi, których napotkaliśmy oceniam bardzo dobrze. Są to ludzie bardzo zaangażowani w muzykę, czują ją. To z kolei sprawiło, że jesteśmy im wdzięczni. Tak jak powiedziałam wcześniej, każdy koncert jest wymianą energii, im więcej dostajemy tym więcej możemy jej oddać. Synergią, jeśli wolisz. My muzycy zawsze dążymy do… ekstazy, czy to nie jest w tym wszystkim najważniejsze? Zapomnieć siebie, aby w pełni poczuć… ten moment.


Czy powrócicie do Polski?

Taki jest plan! Tej jesieni, jeśli wszystko pójdzie dobrze, powinniśmy być u was w połowie października. Wszystkiego można prawdopodobnie dowiedzieć się u naszego dystrybutora w Polsce, firmy Big Blue Records.


A co z waszymi innymi planami? Czy macie jakieś pomysły na nowy krążek? Jakieś koncerty?

Tak, wybieramy się jesienią na kolejną europejską trasę i zagramy też kilka koncertów tutaj, w Kanadzie. A co do nowego krążka… cóż, nie mamy pieniędzy aby go nagrać… czy nie wspominałam, że muzyka, którą tworzymy nie jest do końca, ah, opłacalna? (śmiech, po czym Elizabeth gwałtownie wzrusza ramionami). Kto wie, może nastąpi jakiś cud…


Dziękuję, że zechciałaś poświęcić mi swój cenny czas.

Dzięki za interesujące pytania.


Rozmawiał: Robert Bronson
Zdjęcie: archiwum Elizabeth Fischer

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *