ELEMENTAL DEVICE

ED_2020

„Technofilis” na rynku. Jak Wasze wrażenia po premierze?

Michał Wojczyk: Dla nas to przede wszystkim ogromna satysfakcja, że efekt naszej pracy jest już powszechnie dostępny w finalnej formie i każdy może po niego sięgnąć. Z drugiej strony praca związana z samym wydaniem albumu zawsze bardzo mocno odciąga nas od tworzenia nowych kawałków – a to kochamy najbardziej. Dzień po premierze jest dla nas jak powrót do domu z dalekiej podróży – do domu gdzie znowu możemy grać!

To jest niejako brzmieniowy eksperyment dla ELEMENTAL DEVICE, prawda? Co na to słuchacze, którzy znają dotychczasową twórczość Waszego zespołu?

Michał Wojczyk: Właściwie to od samego początku istnienia zespołu pozwalaliśmy sobie na odważne decyzje to też i tym razem musieliśmy coś dorzucić. Eksperymentalne na pewno było powierzenie części zadań muzykom sesyjnym, natomiast muzyczny fundament tak naprawdę nieznacznie się zmienił. Pozwoliliśmy sobie na saksofon i syntezator – to główna zmiana. Perkusją zajął się Adrian który współpracował już z nami przy utworze Spoiler. Panowie spisali się świetnie i jesteśmy bardzo zadowoleni. Nigdy nie myśleliśmy w kontekście naszej twórczości „Co ludzie powiedzą?” to byłoby zbyt dużym ograniczeniem.

Przybliżcie tę brzmieniową ewolucję tym czytelnikom RockArea, którzy nie mieli jeszcze przyjemności obcować z Waszą muzyką.

Michał Wojczyk: Tak naprawdę nigdy nie mieliśmy podejścia aby kurczowo trzymać się jednego gatunku. Początki brzmieniowe Elemental Device to melodic death metal z wyraźnymi naleciałościami metalcore. Takie było nasze demo „Ignition”. Dodatkowo klimat tego demka budowały instrumentalne utwory, w którym każdy związany był z jakimś żywiołem. W „Post incendium” zwróciliśmy się bliżej w stronę klasycznego melodeath. Następnie zaczęły się pojawiać brzmieniowo cięższe death metalowe riffy. Jednak analizując całe utwory można zauważyć, że melodii jest nadal całkiem sporo. W przypadku „Spoilera”, a następnie „Technofilis” brzmienie którego używamy na co dzień niewiele się zmieniło. Jednak nastawienie na instrumentarium wymusiło od nas bardziej progresywnych aranżacji. Jeśli mielibyśmy określić jaki to gatunek nadal powiedzielibyśmy, że to death metal w cyberpunkowym uniwersum. No może bardziej industrialny niż nasza wcześniejsza twórczość.

Gdy Wasz wokal wróci już do gry, będziecie wspólnie kontynuować podobne brzmieniowe eksperymenty czy „Technofilis” to raczej osobny rozdział?

Dawid Palasz: Czas pokaże w którą stronę zawędrujemy. Na tę chwilę mamy sporo materiału który był już prezentowany na koncertach i spotykał się z pozytywnym odbiorem. Od naszego pierwszego LPka zrobiliśmy duży postęp jako zespół. Materiał do którego będziemy wracać z Michałem na pewno jest bliższy Technofilis ale z mocniejszym wygarem którego Michałowi nie brakuje. Przed nami jeszcze praca z Technofilis więc mamy trochę czasu żeby oszlifować ostateczny materiał na LP dlatego ciężko powiedzieć jak bardzo nas poniesie, na pewno nie będzie nudy 🙂

„Technofilis” w całości można odsłuchać choćby na YT. Skąd taki krok?

Dawid Palasz: Nie zdążyliśmy się jeszcze zakotwiczyć w świadomości odbiorcy. Póki co, jesteśmy ciągle noname’ową kapelą, underground i gatunek w jakim się obracamy na pewno w popularności nie pomaga. Dlatego każda aktywność w internecie jest dla nas kolejnym krokiem by ED stał się rozpoznawalny. Jest to w pewnym sensie inwestycja, jeśli nie zdobędziemy zaufania w ten sposób to frekwencja pod sceną sama się nie zrobi.

Album i towarzyszące mu choćby materiały wideo maja spójną i bardzo ciekawą oprawę graficzną. Kto jest jej pomysłodawcą i autorem?

Michał Wojczyk: Oprawa graficzna to głównie dzieło Dawida. Oczywiście wspiera go niezależna komisja składająca się z reszty zespołu ale to on ma fach w ręku.

Głównymi pomysłodawcami materiałów wideo są gitarzysta Michał i również Dawid, od zawsze zainspirowani treściami postapo, cyberpunkiem i noir.

Jak w ogóle wygląda Wasza historia? Skąd wziął się i dokąd zmierza zespół Elemental Device?

Michał Wojczyk: Elemental Device to efekt kooperacji czterech osób  mających nieco odmienne upodobania muzyczne – cztery żywioły. Działo się tak pomimo zmian na stanowisku czwartego do gry. W Elemental Device ważne jest aby każdy wnosił jakiś fragment własnego podejścia muzycznego. Obowiązuje to również w przypadku Adriana, który sesyjnie wspiera nas swoją perkusją. Podstawowa trójca zespołu tworzyła już razem we wcześniejszych projektach muzycznych. Świetnie się rozumiemy muzycznie, dobrze nam się współpracuje i spędza czas. Interpretacja tego w jakim kierunku zmierzamy nie jest łatwa. Cały czas się rozwijamy i sami rzucamy sobie nowe kłody pod nogi, a czego sami sobie nie utrudnimy to już życie skomplikuje. Uważamy, że jesteśmy konsekwentni w tym co robimy. Coś nam podpowiada że dopóki ścięgna, stawy i mięśnie pozwolą będziemy tworzyć pokrewnie do death metalu.

Czy Elemental Device to Wasz jedyny zespół, czy udzielacie się gdzieś jeszcze?

Dawid Palasz: Naprawdę na tę chwilę wielkim naszym sukcesem jest to że przy tak prywatnie napiętym grafiku ED ma tam ciągle swoje stałe miejsce. Z naszej trójki tylko gitarzysta Michał realizuje się poza EDem w bluesowo-rockowym składzie gdzie szarpie druty na basie. Każdy z nas ma aspiracje by robić muzycznie więcej, rozwijać się w odmiennych stylistykach lecz doba niestety jest za krótka.

Planujecie jakieś kolejne klipy do „Technofilis”? Jeżeli tak, do jakich utworów?

Dawid Palasz: Na etapie kiedy Technofilis zaczął kiełkować w naszych głowach, równolegle rodziły się obrazy, które były podczas tworzenia utworów nierozerwalną ich częścią. Mieliśmy gotowe wstępne scenariusze do wszystkich utworów zanim one w ogóle powstały. W momencie kiedy miało wszystko ruszyć, pozamykali nas w domach. Na wiosnę chcemy odkopać temat i ponownie podejść do realizacji, założyliśmy sobie opowiedzieć każdy utwór z osobna plus bonus w formie lyric video 🙂 więc trochę tego będzie.

Jak wyglądają Wasze, przynajmniej teoretyczne plany, na rok 2021?

Dawid Palasz: Priorytetową część planu już zdradziłem wcześniej, ponieważ teledyski na pewno pochłoną sporą ilość naszego czasu i będą ogromnym wyzwaniem. Postanowiliśmy wykorzystać to czego nauczyliśmy się przez ostatnie kilka lat i sprawdzić się w nowej roli. W ten sam sposób podeszliśmy do nagrywania albumu co przełożyło się na to że mieliśmy kontrole niemalże na każdym etapie produkcji, idziemy więc za ciosem również w tej wizualnej części. Na drugą połowę roku zaś stawiamy sobie za cel ruszyć z LPkiem, musimy przemyśleć kiedy i w jaki sposób wydamy ten materiał, czasy się zmieniają trendy również ale maszynę trzeba odpalić. Na ten rok planów koncertowych nie przewidujemy, nie chcę być złym prorokiem ale wątpię żeby ten rok obfitował w tego typu wydarzenia, chciałbym się w tej kwestii mylić i móc sprawdzić nowy materiał na żywo ale póki co skupiamy się na „homeoffice” bo jest co robić 🙂

Dziękujemy za rozmowę i pozdrawiamy.

Dziękujemy. Niech w Waszych katanach nie kończy się amunicja! 😉

Pytał: Robert “Maca” Mackiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *