Tobias Sammet przyzwyczaił już fanów do rozgraniczania twórczości Avantasia i Edguy. W przypadku tego drugiego zwykliśmy już spodziewać się utworów mniej patetycznych, z większą dozą hard rocka i humoru. Już okładka nowego wydawnictwa zapowiadała, że i tym razem konwencja zostanie zachowana. Jeszcze rzut oka na listę utworów, a w głowie automatycznie pojawiło się wiele pytań. Z liderem grupy Edguy – Tobiasem Sammetem przyszło nam porozmawiać jeszcze przed premierą płyty, poniżej znajdziecie zapis tego wywiadu.
Rozpocznijmy od tytułu płyty. „Space police” i „Defenders of the Crown”, to dwa osobne kawałki na krążku, czy możesz wytłumaczyć dlaczego wybraliście podwójny tytuł dla albumu?
Na początku tytułem roboczym był „Defenders of the Crown” dlatego, że uważaliśmy go za monumentalny a zarazem autoironiczy tytuł. Powiedzieliśmy, skoro nie my jesteśmy tytułowymi Obrońcami Korony, to kto jest (hahaha)? Wiesz obrońcami heavy metalowej korony (śmiech), wiesz robimy to już tyle lat i zawsze robimy wszystko po swojemu, doświadczyliśmy tak wiele i otrzymaliśmy tak wiele w naszej karierze, nie zawsze robiąc to czego wymagałaby heavy metalowa reputacja. Prawdziwy heavy metalowy duch nie jest po to by dostarczać tego czego ludzie oczekują od zespołu, jest tym by robić to co czujesz. Więc taki był pomysł na tytuł.
I wówczas skomponowaliśmy kawałek „Space Police”, którego sam tytuł jest świetny w klimacie Franka Zappy czy Dawida Bowie, albo Queen, jest czymś naprawdę szalonym, dziwnym. Doszliśmy do wniosku, że to tytuł, którego ludzie kompletnie się nie spodziewają. Ale brzmi kolorowo, młodzieńczo i dziko. Zastanawialiśmy się wówczas który tytuł wybrać i zdecydowaliśmy się użyć obu, pomimo że kawałki nie mają ze sobą zupełnie nic wspólnego.
I oto jest. I wszyscy myślą, wow to musi być wielki koncept jak „Indiana Jones i Ostatnia Krucjata”, haha.
OK, a co z okładką, czy nie wydaje ci się zbyt kiczowata?
Nie, nie, w ogóle. Uważam ją za świetną. Ale wiesz, mieliśmy przygotowane dwie wersje, jedną dla tytułu „Space Police”, druga dla „Defenders of the Crown”, to jest oczywiście ta pierwsza. Ta druga to był obraz olejny, bardzo dobrze wykonany, zrobiony przez artystę, który wykonał dla nas okładki „Mandrake”, „Metal Opera”, czy „Hellfire Club”. Ale okładka dla „Space Police” była taka, której byś się nie spodziewał, skłania do kombinowania, ale jednocześnie jest charakterystyczna, rozpoznawalna, przyciąga uwagę. Wiesz tytułowy „Kosmiczny Oficer” w okularach przeciwsłonecznych i z bronią zdaje się mówić do potworka, „nie pieprz się ze mną albo odstrzelę ci ten łeb”. Taak, bardzo ją lubię, jest cool i ludzie o niej rozmawiają, jest świetnie. Zapamiętasz ją od razu jak choćby taki „Blackout” grupy Scorpions…
Mnie przypomina nieco klimatem „Rocket Ride”,nie wiem czy się zgodzisz… więc czy na nowej płycie powinniśmy się spodziewać takiego klimatu hard rockowego?
Mnie okładka nie wydaje się zbyt zbliżona do „Rocket Ride”, no oczywiście jest niebieska, ale to z powodu kosmosu, który musi być ciemny lub niebieski, ale oprócz tego, to kompletnie inny styl rysunku. Na „Rocket Ride” mieliśmy rysunkowego skrzata ujeżdżającego rakietę, z trójoką damą za sobą. Nowa nie jest moim zdaniem tak głupkowata. Choćby z punktu widzenia wykonana, nie jest aż tak podobna.
Muzycznie natomiast, nie kopiowaliśmy „Rocket Ride”, tym razem mamy ciężki album. Mieliśmy ciężkie kawałki i na poprzednich płytach, ale nowa płyta nie brzmi jak żadna z nich. Nie myśleliśmy zbyt wiele o poprzednich albumach, nie było zamiaru powielania brzmienia. Nowa płyta jest ciężka i głośna, w przeciwieństwie do „Age of the Joker”, który był nieco wyciszony, ułożony brzmieniowo.
Kilka osób które przesłuchało nową płytę porównywało ją raczej do „Hellfire Club”, ale ja bym tego tak nie ujął, nie taki był zamiar w każdym razie. Napisaliśmy nowy album w osiem tygodni, po prostu, zrobiliśmy to instynktownie, z jajami… to dobra heavy metalowa płyta.
Czasami od razu czujesz że kawałek to potencjalny hit, czy spodziewasz się, ze jakiś z nowych kawałków za dziesięć lat będzie klasykiem Edguy?
Szczerze mówiąc każdy kawałek na płycie może stać się klasykiem Edguy. I mówię to z pełnym przekonaniem. Żaden z nich nie ma szans być maistreamowym hitem radiowym, płyta jest za ciężka, kawałki są za długie, zbyt wiele w nich elementów heavy metalowych.
Po nagraniu każdego albumu podoba ci się co nagrałeś, bo inaczej byś tego nie wydał, ale tym razem jestem przekonany, ze co najmniej 5, 6, 7 kawałków może trafić na stałe do setlisty koncertowej Edguy.
Reakcje ludzi również są bardzo pozytywne, na odsłuchu prasowym, dziennikarze byli zachwyceni.
Zawsze chcemy robić płyty, które spodobają się fanom i krytykom, ale w pierwszym momencie robisz płytę by zadowolić siebie, więc byliśmy naprawdę szczęśliwi z reakcji słuchaczy, czuliśmy że zrobiliśmy coś co nie tylko się ludziom podoba, ale wszyscy którzy kochają Edguy tego oczekiwali, a to bardzo rzadkie..

Jakieś wideoklipy w planach?
Tak, będzie klip do „Love Tiger”, będzie też kolejny, może do „Sabre
& Torch”, więc planujemy dwa klipy promocyjne. Nie wiem jak w
Polsce, ale w Niemczech nie ma już muzycznej prawdziwej telewizji,
dlatego klipy przewiduje się do promocji w sieci i dla zagorzałych
fanów. Więc zrobimy dwa klipy, ale nic wielkiego, bez rozbijania
samochodów, bez milionowej produkcji (śmiech).
Specjalna edycja zawiera dodatkowy dysk z siedmioma kawałkami…
cztery z nich to instrumentale, ale ja zapytam o pierwsze trzy. Na
przykład co oznacza (progressive version) w przypadku bonusowego „Space
Police”.
To zabawne, bo stało się przez przypadek, byliśmy w studio i śpiewałem
ten kawałek, i żartowaliśmy wokół tematów zespołów metalowych, których
wokaliści robią wiele szalonych rzeczy, zwłaszcza wczesne kapele
metalowe ze stanów, mam wiele ich płyt w kolekcji, ale wokaliści z
początków lat 80-tych robili sporo… dziwnych rzeczy z głosem.
Wokaliści z zasięgiem na pięć oktaw, ale niezbyt pewni który ton powinni
zaśpiewać (śmiech).
Więc byliśmy w studio a ja się rozgrzewałem, a Sascha mówi „OK, nagrajmy
taką wersję”. I poskładał się na podłodze ze śmiechu, powiedział, że
to brzmi jak prawdziwy US progressive metal, i stwierdziliśmy, ok dajmy
to na bonus – to był po prostu żart.
To kwestia innych wokaliz w drugiej zwrotce, nie zupełnie inny kawałek.
OK, a co z pierwszymi dwoma kawałkami?
No tak, jest kawałek nazwany „England”. jestem wielkim fanem tego kraju
kocham wiele rzeczy z nim związanych, czarne poczucie humoru. W Anglii
kiedy pokażesz się na scenie i zażartujesz, bądź pewny, że to dobry
żart, w przeciwnym wypadku rozedrą się na strzępy. Tam naprawdę musisz
zapracować na aplauz publiczności, to mi się podoba kiedy oglądam
brytyjską telewizję, czy kiedy tam gramy. Trzeba być ostrożnym, ale
jeśli jesteś dobrym, na pewno cię polubią.
Lubię tam jeździć na wakacje, uważam ten kraj za bardzo inspirujący, i
uwielbiam to poczucie humoru. I o tym napisałem kawałek, o footbolu,
Królowej, brytyjskiej muzyce, budkach telefonicznych, o tych szklanych
kulach śniegowych z królową, które można kupić w Londynie.
To zabawny kawałek, taka epicka queenowska ballada.
Kolejny kawałek to „Aychim in Hysteria”, to hołd dla Def Leppard. Tekst
jest o naszym inżynierze dźwięku, to nasz wewnętrzny żart, o którym nie
mogę zbyt wiele powiedzieć. Celem było zbliżenie się jak tylko to
możliwe do Def Leppard. Zróbmy coś co brzmiałoby jak DL w 1988 roku. tak
zbliżone jak to możliwe. Wyszło zabawnie. Chcieliśmy to dać na bonus bo
nie nadaje się na powermetalowy album, ale na bonus idealne.
Nagraliście cover hitu FALCO, dlaczego wybraliście ten kawałek?
Bo jestem wielkim fanem FALCO, a Felix jeszcze bardziej, on chyba nawet
był kiedyś na jego koncercie. Pierwszy raz zobaczyłem go w niemieckiej
telewizji kiedy miałem z osiem lat, i polubiłem go bo był takim
megalomanem, ale w tym samym czasie dobrze się bawił i śmiał się, nie
brał niczego zbyt poważnie i podobało mi się to podejście, ta arogancja.
Postanowiłem że kiedyś zrobię wersję jego kawałka, co muszę powiedzieć
jest dość trudne, bo jego akcent, wymowa, frazowanie, jest bardzo
unikalne. Połowa jego magii to sposób w jaki wymawia słowa i śpiewa o
ile nazwiesz to śpiewaniem. Na początku chcieliśmy zrobić „Der
Commissar”, jego pierwszy hit, ale nasz producent Sascha Paeth
powiedział , czemu nie zrobicie „Rock me Amadeus”, bardziej pasuje do
Edguy.
Nigdy nie wiesz jaki będzie efekt zwłaszcza kiedy to tak dalekie od tego
co robisz zazwyczaj, ale postanowiliśmy to nagrać, w końcu mieliśmy
jeszcze 50 minut innego materiału, postanowiliśmy, że jeśli nam to
wyjdzie, pojawi się na płycie, jeśli będzie przeciętne, nie trafi na
nią.
Zawsze robiliśmy rzeczy i byliśmy zespołem, który albo się kocha albo nienawidzi, nic pomiędzy. Przywykliśmy.
Pamiętam waszą wersję „Hymn” grupy Ultravox, była świetna. nie myśleliście by nagrać cały album z coverami popowymi?
Miałbym pewnie sporo pomysłów by to zrobić, ale myślę, że nie koniecznie
ludzie chcieliby słuchać całego albumu z coverami. Możliwe, że byłaby
to przednia zabawa, ale musisz znaleźć wydawcę, wyprodukować album,
sfinansować, może byłaby to interesująca sprawa, ale nie jestem
przekonany, czy świat tego potrzebuje.
Kiedy piszesz nowy materiał, czy od początku zakładasz że piszesz go dla Edguy czy Avantasii?
Tak, nigdy nie kitram pomysłów na inny projekt. To jest tak, że
ukierunkowujesz umysł na konkretne zadanie, podświadomie każdy zakątek
umysłu, się przestawia. Więc kiedy siadam do stołu, natychmiast wiem,
nawet zanim rozpocznę, nad czym pracuję. Generalnie sposób nie jest też
zbyt odległy, zawsze chodzi o dobrą melodię, riff czy motyw. To zawsze
moje zadanie chce pisać dobre melodie, kawałki, które mnie dotykają,
wzruszają, które utkwią w moim umyśle i pamięci, i tak samo jest w
przypadku Edguy i Avantasii. Więc sedno pisania kawałków nie jest zbyt
różne, różnice pojawiają się już w przypadku aranżowania, ustawiam się
wówczas na konkretny kierunek,
A kiedy wchodzimy do studia to różnice są jeszcze większe, bo w
przypadku Edguy, to pięciu konkretnych ludzi wchodzi do studia. W
przypadku Avantasii dosłownie każdy może być gitarzystą kolejnego
kawałka, czy na nim zabębnić, zaśpiewać, nic nie jest ustalone zanim nie
znajdę się w studio, taki kawałek może przybrać różne oblicza,
kierunki. Różnią je też sposoby w nagrywaniu.
OK, to wszystkie moje pytania, dzięki za wywiad. Życzę powodzenia i liczę że zobaczymy się na trasie.
Dzięki, jest spora szansa że przyjedziemy do Polski, może nie we
wrześniu czy październiku, ale generalnie jest duża szansa że się
pojawimy. Byliśmy u waz ze cztery lata temu z In Extremo i było
świetnie, świetny koncert, ludzie, i to w końcu niezbyt daleko, w końcu
jesteśmy sąsiadami. Dlatego jestem w tej kwestii optymistą.
Pytał: Piotr Spyra


















































