„Eksplorujemy własny styl”
„Mamy gdzieś z tyłu głowy romantyczną wizję muzyki, w której to muzyka jako sztuka nie ma za dużo wspólnego ze sportem” – Cornada jest świeżo po wydaniu swojej najnowszej Ep-ki „Inside”, będącej jak się okazuje brutalnie czystym wstępem do dużej płyty. Co działo się z chłopakami od wydania rewelacyjnego „Last Man Standing” w 2013 roku? W którą stronę ewoluuje muzyka Cornady i jak wyglądają najbliższe plany zespołu?
Wydana przesz Was w bieżącym roku EP-ka „Inside” to zdaje się
pierwszy Wasz nowy materiał od czasów „Last Man Standing” z 2013 roku?
Czy cos mi umknęło? Co się działo z Cornadą przez ten czas?
Kris: Tak, zgadza się. Inside to bezpośredni następca LMS. Co robiliśmy
przez ostatnie 3 lata? Sądzę, że Cornada dojrzewała. Ja osobiście byłem
nowym nabytkiem dla zespołu w 2013 roku, więc po wydaniu LP zajęliśmy
się koncertowaniem, promowaniem materiału i odnajdywaniem nowego
właściwego rytmu dla zespołu w nowym składzie. Sukcesywnie powstawał
nowy materiał. Z dodatkowych atrakcji latem 2015 r. pożegnaliśmy się z
„pierworodnym” perkusistą, na którego miejsce zwerbowaliśmy nowego
kompana i przyjaciela Piotra Laskowskiego. Ogólnie rzecz ujmując,
skupiliśmy się nad tym, aby Cornada rosła w siłę, jako całość, była
spójna oraz emanowała energią na żywo.
Dawid: Dokładnie tak. To był czas, w którym skrystalizował się skład,
ale i nasze podejście do wielu spraw związanych z koncertowaniem,
nawiązywaniem kontaktów i tworzeniem muzyki.
Gdzie i jak długo powstawał materiał na „Inside”? Kto zajął się produkcją tego mini krążka?
K: Tak jak wspomniałem wcześniej, nowe utwory powstawały etapami. Muzykę
układają dwaj gitarzyści: Dawid i Kuba, czyli pomysłodawcy i pierwotni
założyciele zespołu, którzy nie narzucają sobie ram czasowych. Z tego,
co pamiętam szkic utworu, który trafił ostatecznie na EP jako „When you
finally fall” pojawił się zaraz po wydaniu LMS. Gotowi do nagrywania
„Inside” byliśmy na przełomie lutego i marca 2015. Nie korzystaliśmy z
profesjonalnego studia lecz zapakowaliśmy górę sprzętu i pojechaliśmy do
mojego domu letniego pod Łodzią w Tuszynie. Spędziliśmy tam w sumie
cały tydzień, czego efektem było zarejestrowanie wszystkich instrumentów
oraz wokalu to tytułowego utworu. Resztę wokali dograliśmy w Radiu Żak.
Za nagrywanie i ostateczne brzmienie albumu odpowiada Kuba Litman,
który pracował z nami również przy LMS.
D: Dodam tylko, że tworzenie materiału na „Inside” dotyczy trochę
poprzedniego pytania. Cały ten okres to ciągłe wałkowanie, przerabianie i
opracowywanie nowego materiału.
Czy „Inside” jest kontynuacją drogi rozpoczętej w 2011 roku na
debiucie Cornady „End Will Purify Us” i ugruntowanej chyba na Waszym jak
dotąd jedynym dużym albumie „Last Man Standing”?
K: W pewnym sensie na pewno jest kontynuacją poprzednich albumów lecz
może nie bezpośrednio. Na dwóch pierwszych wydawnictwach słychać wiele
zaczerpniętych inspiracji i poszukiwanie własnego ugruntowanego stylu.
Natomiast według mnie na „Inside” pojawiła się czysta własna esencja
zespołu, która była skutecznie rzeźbiona przez lata jego istnienia.
D: Nie traktowałbym „Inside” jako stylistycznej i tematycznej
kontynuacji poprzednich dwóch wydawnictw. W ogóle nasze podejście opiera
się na obieraniu nowych ścieżek. Każdy album czy Epka jest dla nas
osobną, z założenia inną, przygodą. W tym rozumieniu „Inside” jest
kontynuacją pewnej drogi. I zgadzam się tutaj z Krzysztofem, to
najoryginalniejszy, najnaturalniejszy nasz album.
Jaki jest odbiór Waszego nowego materiału przez słuchaczy i środowisko?
K: Spotykamy się z pozytywnymi opiniami i odzewem zarówno w Internecie
jak i na żywo. Zainteresował się nami np: Circle Pit, który na swoim
kanale oficjalnie zaprezentował jeden z utworów. Rozesłaliśmy ostatnio
trochę płyt do różnych recenzentów i czekamy na oficjalne artykuły.
Czy „Inside” możemy już oficjalnie potraktować jako przedsmak dużego albumu?
K: Może nie tylko jako przedsmak ale raczej pełne danie na mniejszy
apetyt. Zdecydowanie następnym posunięciem będzie pełna płyta.
D: Absolutnie. INSIDE był projektem, na którym mieliśmy spróbować tego o
czym mówił wcześniej Kris – eksploracji własnego stylu. Sprawdzić jak
wygląda czysta CORNADA. Efekty dla nas samych są bardziej niż
zadowalające, więc album będzie miał tę samą naturę.
Kiedy możemy spodziewać się drugiej pełnej płyty Cornady?
D: Prace już się zaczęły. Na ten moment możemy tylko powiedzieć, że
następna odsłona będzie brzmiała nieco niżej. Już od dawna mieliśmy
chrapkę na niższy strój. Teraz to się w końcu uda. Niestety żadnej,
nawet przybliżonej daty w tym momencie podać nie możemy. Będziemy
informować na bieżąco. Tak jest bezpieczniej.
Próbowaliście w bieżącym roku startować do jakichś letnich
festiwali? Jak oceniacie organizowane obecnie na potęgę przeglądy,
eliminacje i konkursy przyfestiwalowe?
D: Nie jesteśmy wielkimi zwolennikami wszelkich konkursów i przeglądów,
gdzie na scenie zespoły ze sobą rywalizują. Mamy gdzieś z tyłu głowy
romantyczną wizję muzyki, w której to muzyka jako sztuka nie ma za dużo
wspólnego ze sportem. Ale oczywiście rozumiemy potrzebę brania udziału w
tego typu wydarzeniach. Zespół jako marka, trzeba promować na kilka
sposobów. Festiwale z całą swoją otoczką są jednym z tych obecnie
najskuteczniejszych. Takie mamy czasy.
Staramy się trzymać rękę na pulsie i zgłaszać się na wszystkie
konkretniejsze wydarzenia. Nie ukrywajmy, że zagranie np. na Summer
Dying Loud i możliwość powiedzenia sobie, że dzieliliśmy scenę z
zespołem pokroju Vader prawdopodobnie łechta ego i daje też możliwość
zaprezentowania się przed bardzo konkretną publiką. Szukamy takich
możliwości. Ostatnio mieliśmy możliwość zagrania na feście w
Kaliningradzie, ale niestety musieliśmy odmówić ze względu na
niedostępność części składu. To w zasadzie też jest problem z letnimi
festiwalami – zdarza się, że po prostu jesteśmy w rozjazdach, taki czas.
Z drugiej strony – nie ma sensu się pchać wszędzie, dla samego faktu,
że się gdzieś dostaliśmy. Złożony temat.
Jak wygląda Wasza aktywność koncertowa? Gdzie można zobaczyć Was na scenie w najbliższym czasie?
D: Zazwyczaj angażujemy się w weekendowe wypady w gronie dwóch, bądź
trzech zespołów towarzyszących. Zasięg i wielkość miejscowości nie ma
znaczenia, gramy wszędzie. Staramy się tylko ograniczać aktywność do
okresu jesiennego, zimowego oraz wczesno wiosennego. Z doświadczenia
wiemy, że wtedy możemy liczyć na liczniejsze audiencje. Chociaż,
prawdopodobnie zrobimy wyjątek i zagramy właśnie taką weekendową
dwudniuwkę na przełomie lipca i sierpnia w gronie bardzo dobrych,
młodych, polskich zespołów kapel. Wszystko jest w trakcie organizacji,
ale dopóki nie dogadamy wszystkie na stoprocent nie zdradzamy więcej
szczegółów.
Jak wyglądają plany Cornady na resztę 2016 roku?
D: Obecnie pracujemy nad nieco nowszym, świeższym setem koncertowym, w
którym odkurzymy materiał z „End Will Purify Us” i „Last Man Standing”.
Praca nad tym sprawia nam w sumie dużo radochy, bo utworów z pierwszej
płyty nie graliśmy całe wieki. Najprawdopodobniej pojawi się również
jakiś sympatyczny cover. Ponadto, gdzieś tam z tyłu głowy mamy cały czas
produkcję pierwszego clipu, do jednego z utworów INSIDE. Sprawa trochę
się wlecze, ale jak już zdecydujemy się za nią zabrać, to myślę, że
będzie to kwestia miesiąca lub dwóch. No i oczywiście swoim naturalnym
tempem postępuje praca nad nowym albumem. Koncerty zaczniemy na pewno
jesienią. Myślę, że tym razem będzie nas pełno w każdym zakamarku kraju.
Dziękuję za rozmowę i ostatnie słowo oddaję Cornadzie!
D: My również dziękujemy. Zapraszamy do śledzenia nas na naszych
portalach społecznościowych, tam się nawet dużo dzieje. I co, no? Do
zobaczenia w trasie!
Pytania: Kuba Raj
















































