Civil War już na starcie ma spory kredyt zaufania u fanów heavy
metalu. Czwórka muzyków tej kapeli jeszcze do niedawna nagrywała i
koncertowała pod szyldem Sabaton. Panowie nie rozdzierali długo szat po
konflikcie w macierzystej kapeli, tylko dobrali brakujące ogniwa i
nagrali znakomitą płytę „Killer Angels”. Właśnie ten album stał się
głównym tematem rozmowy z gitarzystą Rikardem Sundenem.
– Nagrywając „Killer Angels” chcieliście coś udowodnić eks-kolegom z Sabaton?
– Nie, absolutnie. Nagraliśmy ten album, bo po prostu kochamy to. Zrobiliśmy to przede wszystkim dla własnej przyjemności.
– Teraz formuła pracy nad płytą była chyba zdecydowania inna niż w poprzedniej kapeli…
– Dokładnie. Każdy z nas stał się częścią procesu tworzenia. Oczywiście
ktoś przynosił pomysł, szkielet utworu, ale pozostali angażowali się, by
ten pomysł rozwinąć, sprawić by przyjął postać skończonego utworu. Było
zupełnie inaczej niż w Sabaton, gdzie nasza rola ograniczała się
praktycznie do odgrywania gotowych rzeczy, przyniesionych nam przez
Joakima (Brodena, wokalistę – przyp. red.). Teraz mamy znacznie więcej
satysfakcji z pracy nad płytą.
– Kto przynosił najwięcej pomysłów na utwory?
– Tym razem Patrick (Johansson – przyp. red.) i Daniel (Mullback –
przyp. red.). Ale na kolejnym albumie będzie też więcej utworów
autorstwa pozostałych muzyków. Pracujemy już nad nowymi kawałkami,
właśnie z myślą o kolejnej płycie.
– Kiedy ogłosiliście nazwę dla nowego zespołu, myślałem, że „wojna domowa” to ironiczny komentarz do rozstania z Sabaton…
– W rzeczywistości nie ma jednak ona nic wspólnego z tamtymi
wydarzeniami. Nazwa Civil War to pomysł Patricka, on jest dość mocno
obeznany z historią amerykańskiej wojny domowej i przemycił pewne rzeczy
z nią związane. Poza tym ta nazwa brzmi naprawdę dobrze. Ale kryje się
za nią również zabawna historia z naszego podwórka: połowa kapeli
pochodzi z Falun, a druga połowa – z sąsiedniego miasta Borlange. I od
zawsze pomiędzy tymi dwoma miastami były jakieś niesnaski…
– Ale tych nawiązań do amerykańskiej wojny secesyjnej jest całkiem sporo: kawałek „Gettysburg”, „Killer Angels” także…
– „Gettysburg” był w ogóle jednym z pomysłów na tytuł całej płyty. Ale
ostatecznie wybraliśmy „Killer Angels”. Faktycznie, tak nazywa się
książka o bitwie pod Gettysburgiem, ale słowa „Killer Angels” to jednak
znacznie bardziej pojemny, wieloznaczny tytuł dla albumu.
– Mamy tutaj również polski akcent. „First to Fight” poświęcony jest jednostce GROM.
– Dokładnie. Odkryliśmy, że macie w Polsce naprawdę świetną jednostkę
specjalną, jedną z najlepszych na świecie. I pomyśleliśmy, że to może
być interesujący temat na tekst kawałka. Jeszcze będąc w Sabatonie,
zauważyliśmy, że jesteście narodem dbającym o bezpieczeństwo, dbacie o
siebie nawzajem. Mam nadzieję, że ten utwór spodoba się w Polsce.
– Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale muzycznie ten kawałek sporo zawdzięcza Judas Priest.
– W pewnym sensie tak… Jest to jeden z najszybszych kawałków na
płycie, faktycznie można znaleźć w nim pewne wpływy Judas Priest.
– W ogóle „Killer Angels” hołduje klasycznej szkole heavy metalu…
– Rzeczywiście wszyscy w kapeli tkwimy głęboko korzeniami w klasycznym
hard rocku i heavy metalu. Nosimy taką muzę w naszych sercach, słuchamy
na co dzień, więc granie jej sprawia nam frajdę.
– „St. Patrick’s Day” to Wasz prezent dla Irlandczyków?
– O znaczenie tekstu musiałbyś spytać Patricka, on jest jego autorem.
Natomiast mogę powiedzieć, że najpierw powstała muzyka i był w niej ten
celtycki motyw. I myślę, że właśnie pod wpływem muzyki Patrick dobrał
taki, a nie inny tekst.

–
„I Will Rule The Universe” dość mocno nawiązuje do klasycznego hymnu
Sabaton „The Art of War”. Wiesz, ten klawiszowy motyw chociażby…
– Cóż, zabawne jest to, że ten utwór napisał Patrick, a nie my. Ale
kiedy pracowaliśmy nad partiami gitarowymi, a Myhr nad aranżacją
klawiszy – wyszło z nas te trzynaście lat, które spędziliśmy w szeregach
Sabaton. Znalazły one swoje odbicie właśnie w tej kompozycji.
– Czy Patrick był pierwszym i jedynym kandydatem na stanowisko wokalisty Civil War? On nadal śpiewa również w Astral Doors…
– Tak, to fantastyczny zespół. Dyskutowaliśmy w kapeli o wyborze
wokalisty, rozpatrywaliśmy również jego kandydaturę. Ale nie sądziliśmy,
że będzie zainteresowany współpracą z nami. Po jakimś czasie – poprzez
naszego przyjaciela, który jest jego sąsiadem – dotarła do niego
informacja, że szukamy wokalisty dla naszej nowej kapeli i okazało się,
że jednak jest gotów podjąć się tego zadania. Daniel Mullback
skontaktował się więc z Patrickiem. Jesteśmy bardzo szczęśliwi z faktu,
że jest z nami w kapeli. Wspaniały wokalista.
– Zarówno w Astral Doors, jak i w Civil War słychać, że jest pod dużym wpływem maniery Ronniego Jamesa Dio.
– Dio jest dla niego wokalnym bogiem. Na pewno ten wpływ jest słyszalny.
Ale ma też w głosie coś, co bardzo pasuje do typowej metalowej kapeli.
– Rozmawiamy akurat w trzecią rocznicę śmierci Dio. Jak ważną postacią był dla Ciebie?
– Okres, w którym śpiewał w Rainbow był wspaniały, no i oczywiście jego
solowy dorobek jest niesamowity. Doceniam to co zrobił z Black Sabbath,
ale wolę rzeczy nagrane z Rainbow i własnym zespołem.
– Włączycie do koncertowego repertuaru kawałki Sabaton lub jakieś covery?
– Zobaczymy. Mamy wystarczająco dużo kawałków, by grać nawet jako
headliner, ale oczywiście zawsze chcesz dać jeszcze publiczności coś
specjalnego. Nie wiem na teraz, ale oczywiście rozmawiamy na temat
umieszczenia jakichś coverów w setliście.
– Będzie można Was posłuchać w Polsce, może jeszcze w tym roku?
– Zdecydowanie wybierzemy się do Polski. Jedną z rzeczy z czasów
Sabaton, za którą tęsknię to właśnie koncerty w Polsce. Przeżyliśmy
tutaj wiele wspaniałych chwil i ten kraj zawsze nosiliśmy w naszych
sercach. Na pewno więc wrócimy do Was. Nie wiem, czy uda się to już w
tym roku, ponieważ obecnie skupiamy się na rynku muzycznym w Szwecji.
Ale zagramy także parę koncertów za granicą i być może Polska również
znajdzie się w rozpisce. Mam taką nadzieję… Kiedy opuściliśmy Sabaton
dostaliśmy z Polski mnóstwo maili, z pytaniami co się stało i dlaczego
doszło do takiej sytuacji. Gdy daliśmy sygnał, że będziemy działać razem
w nowym zespole – otrzymaliśmy wiadomości z zapewnieniem o wsparciu,
tych pozytywnych reakcji było naprawdę sporo. To bardzo miłe. Daje napęd
do działania, bo wiesz, że tworzysz nie tylko dla siebie, ale że wiele
osób czeka na efekty twojej pracy…
Rozmawiał: Robert Dłucik

















































