CIVIL WAR – Rikard Sunden (13.06.2013)

civil war band 2013

Civil War już na starcie ma spory kredyt zaufania u fanów heavy metalu. Czwórka muzyków tej kapeli jeszcze do niedawna nagrywała i koncertowała pod szyldem Sabaton. Panowie nie rozdzierali długo szat po konflikcie w macierzystej kapeli, tylko dobrali brakujące ogniwa i nagrali znakomitą płytę „Killer Angels”. Właśnie ten album stał się głównym tematem rozmowy z gitarzystą Rikardem Sundenem.


– Nagrywając „Killer Angels” chcieliście coś udowodnić eks-kolegom z Sabaton?

– Nie, absolutnie. Nagraliśmy ten album, bo po prostu kochamy to. Zrobiliśmy to przede wszystkim dla własnej przyjemności.


– Teraz formuła pracy nad płytą była chyba zdecydowania inna niż w poprzedniej kapeli…

– Dokładnie. Każdy z nas stał się częścią procesu tworzenia. Oczywiście ktoś przynosił pomysł, szkielet utworu, ale pozostali angażowali się, by ten pomysł rozwinąć, sprawić by przyjął postać skończonego utworu. Było zupełnie inaczej niż w Sabaton, gdzie nasza rola ograniczała się praktycznie do odgrywania gotowych rzeczy, przyniesionych nam przez Joakima (Brodena, wokalistę – przyp. red.). Teraz mamy znacznie więcej satysfakcji z pracy nad płytą.


– Kto przynosił najwięcej pomysłów na utwory?

– Tym razem Patrick (Johansson – przyp. red.) i Daniel (Mullback – przyp. red.). Ale na kolejnym albumie będzie też więcej utworów autorstwa pozostałych muzyków. Pracujemy już nad nowymi kawałkami, właśnie z myślą o kolejnej płycie.


– Kiedy ogłosiliście nazwę dla nowego zespołu, myślałem, że „wojna domowa” to ironiczny komentarz do rozstania z Sabaton…

– W rzeczywistości nie ma jednak ona nic wspólnego z tamtymi wydarzeniami. Nazwa Civil War to pomysł Patricka, on jest dość mocno obeznany z historią amerykańskiej wojny domowej i przemycił pewne rzeczy z nią związane. Poza tym ta nazwa brzmi naprawdę dobrze. Ale kryje się za nią również zabawna historia z naszego podwórka: połowa kapeli pochodzi z Falun, a druga połowa – z sąsiedniego miasta Borlange. I od zawsze pomiędzy tymi dwoma miastami były jakieś niesnaski…


– Ale tych nawiązań do amerykańskiej wojny secesyjnej jest całkiem sporo: kawałek „Gettysburg”, „Killer Angels” także…

– „Gettysburg” był w ogóle jednym z pomysłów na tytuł całej płyty. Ale ostatecznie wybraliśmy „Killer Angels”. Faktycznie, tak nazywa się książka o bitwie pod Gettysburgiem, ale słowa „Killer Angels” to jednak znacznie bardziej pojemny, wieloznaczny tytuł dla albumu.


– Mamy tutaj również polski akcent. „First to Fight” poświęcony jest jednostce GROM.

– Dokładnie. Odkryliśmy, że macie w Polsce naprawdę świetną jednostkę specjalną, jedną z najlepszych na świecie. I pomyśleliśmy, że to może być interesujący temat na tekst kawałka. Jeszcze będąc w Sabatonie, zauważyliśmy, że jesteście narodem dbającym o bezpieczeństwo, dbacie o siebie nawzajem. Mam nadzieję, że ten utwór spodoba się w Polsce.


– Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale muzycznie ten kawałek sporo zawdzięcza Judas Priest.

– W pewnym sensie tak… Jest to jeden z najszybszych kawałków na płycie, faktycznie można znaleźć w nim pewne wpływy Judas Priest.


– W ogóle „Killer Angels” hołduje klasycznej szkole heavy metalu…

– Rzeczywiście wszyscy w kapeli tkwimy głęboko korzeniami w klasycznym hard rocku i heavy metalu. Nosimy taką muzę w naszych sercach, słuchamy na co dzień, więc granie jej sprawia nam frajdę.


– „St. Patrick’s Day” to Wasz prezent dla Irlandczyków?

– O znaczenie tekstu musiałbyś spytać Patricka, on jest jego autorem. Natomiast mogę powiedzieć, że najpierw powstała muzyka i był w niej ten celtycki motyw. I myślę, że właśnie pod wpływem muzyki Patrick dobrał taki, a nie inny tekst.


CIVIL WAR

– „I Will Rule The Universe” dość mocno nawiązuje do klasycznego hymnu Sabaton „The Art of War”. Wiesz, ten klawiszowy motyw chociażby…

– Cóż, zabawne jest to, że ten utwór napisał Patrick, a nie my. Ale kiedy pracowaliśmy nad partiami gitarowymi, a Myhr nad aranżacją klawiszy – wyszło z nas te trzynaście lat, które spędziliśmy w szeregach Sabaton. Znalazły one swoje odbicie właśnie w tej kompozycji.


– Czy Patrick był pierwszym i jedynym kandydatem na stanowisko wokalisty Civil War? On nadal śpiewa również w Astral Doors…

– Tak, to fantastyczny zespół. Dyskutowaliśmy w kapeli o wyborze wokalisty, rozpatrywaliśmy również jego kandydaturę. Ale nie sądziliśmy, że będzie zainteresowany współpracą z nami. Po jakimś czasie – poprzez naszego przyjaciela, który jest jego sąsiadem – dotarła do niego informacja, że szukamy wokalisty dla naszej nowej kapeli i okazało się, że jednak jest gotów podjąć się tego zadania. Daniel Mullback skontaktował się więc z Patrickiem. Jesteśmy bardzo szczęśliwi z faktu, że jest z nami w kapeli. Wspaniały wokalista.


– Zarówno w Astral Doors, jak i w Civil War słychać, że jest pod dużym wpływem maniery Ronniego Jamesa Dio.

– Dio jest dla niego wokalnym bogiem. Na pewno ten wpływ jest słyszalny. Ale ma też w głosie coś, co bardzo pasuje do typowej metalowej kapeli.


– Rozmawiamy akurat w trzecią rocznicę śmierci Dio. Jak ważną postacią był dla Ciebie?

– Okres, w którym śpiewał w Rainbow był wspaniały, no i oczywiście jego solowy dorobek jest niesamowity. Doceniam to co zrobił z Black Sabbath, ale wolę rzeczy nagrane z Rainbow i własnym zespołem.


– Włączycie do koncertowego repertuaru kawałki Sabaton lub jakieś covery?

– Zobaczymy. Mamy wystarczająco dużo kawałków, by grać nawet jako headliner, ale oczywiście zawsze chcesz dać jeszcze publiczności coś specjalnego. Nie wiem na teraz, ale oczywiście rozmawiamy na temat umieszczenia jakichś coverów w setliście.


– Będzie można Was posłuchać w Polsce, może jeszcze w tym roku?

– Zdecydowanie wybierzemy się do Polski. Jedną z rzeczy z czasów Sabaton, za którą tęsknię to właśnie koncerty w Polsce. Przeżyliśmy tutaj wiele wspaniałych chwil i ten kraj zawsze nosiliśmy w naszych sercach. Na pewno więc wrócimy do Was. Nie wiem, czy uda się to już w tym roku, ponieważ obecnie skupiamy się na rynku muzycznym w Szwecji. Ale zagramy także parę koncertów za granicą i być może Polska również znajdzie się w rozpisce. Mam taką nadzieję… Kiedy opuściliśmy Sabaton dostaliśmy z Polski mnóstwo maili, z pytaniami co się stało i dlaczego doszło do takiej sytuacji. Gdy daliśmy sygnał, że będziemy działać razem w nowym zespole – otrzymaliśmy wiadomości z zapewnieniem o wsparciu, tych pozytywnych reakcji było naprawdę sporo. To bardzo miłe. Daje napęd do działania, bo wiesz, że tworzysz nie tylko dla siebie, ale że wiele osób czeka na efekty twojej pracy…

Rozmawiał: Robert Dłucik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *