Black River to starzy wyjadacze. Prawdziwy „dream team”, który
serwuje nam ognistego rocka i powoduje, że serce szybciej bije. Świetne
kompozycje, w których perfekcyjnie udało sie wyważyć proporcje pomiędzy
melodią a agresją. Na kilka pytań odpowiedział Piotr Wtulich (Kay),
osoba, dzięki której ten zespół został powołany do zycia. Zapraszam do
lektury.
Umarł Neolithic, pojawiło się Black River, powiedz jak przebiegała ta transformacja i co było jej przyczyną??
Potrzebowaliśmy tej zmiany. Na pozór wydawać się może, że to tylko
zmiana nazwy, ale zapewniam, że nie. Po decyzji o zamknięciu rozdziału
jakim był dla mnie Neolithic, bo tak naprawdę zostałem już sam ze składu
który nagrywał w 93′ swoje pierwsze wydawnictwo, jakby spadł mi ten
ciężar z klaty i wszystko zobaczyłem innymi oczami. Pracowaliśmy nad
płytą i nie myśleliśmy o tym co powiedzą starzy fani i czy ludzie którym
Neolithic w czymś nie odpowiadał w ogóle będą chcieli sprawdzić co my
teraz gramy, że to już zupełnie inny zespół. Zaczęliśmy nowy rozdział
który nazywa się Black River.
O materiale, który ukazał się niedawno mówiło się już od około roku,
wówczas to zespół miał się nazywać Motherload. Co spowodowało, ze tak
długo trzeba było czekać??

Nie
narzucaliśmy sobie żadnych terminów. Nie było nad nami dat, wydawców,
wszystko powstawało naturalnie. Nie robiliśmy nic na siłę, jak był
problem z jakąś piosenką, albo dograniem jakiejś partii, czekaliśmy z
tym na dogodny moment. Czasem nie było terminu w studiu w którym
chcieliśmy pracować, często czekaliśmy aż chłopaki zjadą z tras, a
czasem nie było najzwyczajniej w świecie weny na dogranie czegokolwiek.
Wtedy odpuszczaliśmy bo w tym zespole wszystko ma swoje miejsce i czas.
Nazw też przewinęło się wiele ale w każdej ostatecznie coś nam nie
pasowało. Jak doszliśmy już do Black River to wiedzieliśmy, że to jest
to. Jednoczesne nawiązanie do tradycji i coś co nie da się do końca
przewidzieć i w którą stronę poprowadzi go nurt.
Materiał, który znalazł się na płycie debiutanckiej to w części
utwory, które powstały z myślą o nowym Neolithic, jest co nie co z
Kashtanów. Czy któraś z kompozycji była napisana specjalnie dla Black
River?
W chwili powstawania utworów nazwy Black River jeszcze nie było.
Pojawiła się w momencie kiedy był już szkielet materiału i pomogła
spojrzeć na całość z zupełnie innej strony. Każdy dogrywał swoje partie
dając tyle z siebie ile się da i dzięki temu powstała nowa jakość. Jest
tu też sporo nawiązań do przeszłości jak chociażby „Free Man” który
równie dobrze mógł by się znaleźć na mini ”neolithic” z 96′, jak „Punky
Blonde” który jest nową wersja kawałka Kashtanów, które z Taffem
tworzyliśmy w 98′. Jest też masa nowych rzeczy które świetnie pasowały
do całości i zamknęły się w nowej formule która nazwaliśmy ostatecznie
Black River.
Jak udało Ci się zawiązać taki skład zespołu?! Co by nie mówić Black River to prawdziwy „dream team”
Znamy się od wielu lat. Dawniej spędzaliśmy ze sobą masą czasu na
wspólnym słuchaniu muzy, piciu piwa czy zwyczajnych, jakichś życiowych
sytuacjach. Teraz każdy poszedł we własną stronę i tak naprawdę Black
River stał się dla nas pretekstem do kontynuowania tej naszej starej
znajomości. Każda próba, wizyta w studiu, koncert to okazja do
pogadania, powspominania i dowiedzenia się co u kogo słychać. Przy
okazji robimy rzecz która sprawia nam ogromną radość i możemy nieźle
wspólnie pohałasować.
Black River to muzycy, którzy na co dzień grają również w innych
zespołach. Nie obawiasz się trochę o to czy będę mięli czas na ten
zespół??
Tak obawiam się, ale my nie stawiamy na zarabianie na życie w Black
River. To ma być odskocznia, pełen relaks w wolnym czasie. Nasze
spotkania niestety nie mogą być częste i mieć regularny charakter. Przed
każdym przedsięwzięciem muszę sprawdzić grafik wielu zespołów hehe, ale
możesz mi wierzyć, że warto poczekać na te wspólne chwile, bo wtedy aż
iskry idą…

Niedawno
zagraliście pierwszy koncert (warszawska Proxima) jak wypadł pierwszy
występ Black River? Kiedy można spodziewać się kolejnych koncertów?
Była MOC na scenie i pod nią!!! Poczuliśmy się zespołem i nabraliśmy
ochoty na więcej. Nasze kawałki dopiero na koncertach pokazują ile w
nich siły i już nie możemy się doczekać kolejnych sztuk. Kiedy? Staramy
się zgrać grafiki tak aby jesienią odwiedzić kilka miast.
Gracie ognistego rocka, uważasz, że w Polsce jest zapotrzebowanie na
tego typu muzykę? W sumie niewiele zespołów decyduje się grać w tym
stylu. Zdecydowanie rządzą skrajności, czyli brutalne dźwięki i z
drugiej strony pop rockowa papka.
W nas samych jest zapotrzebowanie na taka muzykę. Nie interesuje nas
aktualna koniunktura. Gramy coś, co nam samym ma sprawiać frajdę i
staramy się to robić jak najlepiej potrafimy. W takim składzie grając
blasty pewnie dużo łatwiej było by nam się przebić, ale przecież nie o
to nam chodzi.
Czy myślisz już może o tym co będzie „później”? Black River to raczej
projekt, czy może zespół, który będzie koncertował i nagrywał kolejne
albumy?
Nie, nie myślę o tym co będzie później. Na razie wyszła płyta i zaczęła
żyć własnym życiem. My mamy zamiar grać koncerty i wydawać kolejne
płyty, w przeciwnym razie byśmy nie zaczynali rozdziału jakim jest Black
River. Życie pokaże co z tego wyjdzie ale wierzę, że jeszcze nie raz
będziemy mogli pogadać o kolejnych wydawnictwach tego zespołu.

Muzyka
Black River to efekt współpracy wszystkich członków zespołu, czy też
może jest to zespół dowodzony przez Ciebie i realizujący Twoje pomysły?
Ja jestem tylko, nazwijmy to kierownikiem techniczno/organizacyjnym.
Muzycznie słyszysz wypadkową pięciu ludzi, którzy dokładając kolejne
cegiełki wspólnie pracują nad całością. Każdy ma wolną rękę w tym co gra
i nikogo nie trzeba z niczym nadzorować, naprowadzać. Jest nabicie na
cztery i nikt nie wie dokąd to nas doprowadzi. Ważne aby równo zacząć i w
miarę równo skończyć, reszta to rock’n’roll hehe
Vader i Behemoth – dwie nazwy, które z jednej strony mogą przyciągać
jak magnes, a z drugiej odpychać wielu potencjalnych fanów. Nie żal Ci
trochę, że w materiałach reklamowych nie wspomina się o Neolithic?
Nie, nie żal mi bo jestem dużym chłopcem i znam realia tego rynku. Nie
wnikam w to, w jaki sposób wydawca promuje nasz zespół dopóki jest to
prawdą. Dla nas liczy się muzyka i możliwość dotarcia z nią do jak
największej ilości odbiorców. Pokazać, że ci sami ludzie znani z tak
ekstremalnego grania, mają tak otwarte głowy, że potrafią zagrać właśnie
takie rzeczy i zaskoczyć tych spodziewających się np. łomotu. Wierni
fani Neolithic bez trudu odnajdą się w Black River. Natomiast ci którzy
dopiero teraz na nas trafili mogą mieć problem z zaakceptowaniem tego co
poprzedni zespół robił na początku lat dziewięćdziesiątych, na
pierwszych dwóch płytach. Może przy okazji trafią na mini album
„neolithic” na którym też śpiewał Taff i odkryją po latach co robiliśmy w
96′? I tego im życzę, bo tamta muza jest ciągle nadzwyczaj aktualna.

Dziękuję
za wywiad, mam nadzieję, że Black River ostro namiesza na muzycznym
rynku, życzę sukcesu – na koniec miejsce dla Ciebie i orędzie do
czytelników.
To ja dziękuję przy okazji za wsparcie z Twojej strony i wiarę w nas!
Nie liczymy na gwiazdkę z nieba. Będzie nam bardzo miło jak zobaczymy
ludzi pod sceną śpiewających razem z nami, nasze kawałki. Mamy zamiar
sprawdzić to już jesienią, więc do zobaczenia!
Piotr Michalski




















































