BELIEVE – Karol Wróblewski (28.09.2009)

BELIEVE - Karol 2009

Nowy album BELIEVE „This Bread is Mine” zadomowił się już na stałe na półkach z płytami wielu fanów grupy, tymczasem jego promocja wkracza w decydującą fazę – otóż zbliża się trasa koncertowa, a zespół zapewne jeszcze nie odetchnął po serii koncertów akustycznych i spotkaniach z fanami… Rozmawialiśmy już na temat nowego albumu z Mirkiem Gilem, tym razem postanowiliśmy wypytać o parę spraw Karola Wróblewskiego…


Poprzedni nasz wywiad odbył się w Poznaniu chwilę przed koncertem grupy Pendragon. Co zmieniło się u Ciebie od tamtego czasu?

Nie wiem czy nie będzie przesadą jak nie napiszę, że wszystko. A jeśli nie wszystko to bardzo wiele. Poznań to był początek mojej pierwszej trasy. To było niesamowite przeżycie. Po trasie był szybki powrót na studia (dopiero co rozpoczęte). Chciałem udźwignąć wszystko! Koncerty Believe, naukę, dosłownie wszystko. Udało się. Tamten czas udowodnił mi, że potrafię pogodzić wiele rzeczy. Wyrobiłem w sobie podejście, które teraz daje mi swego rodzaju luz. Tak więc podsumowując: pierwsza trasa, pierwszy rok studiów, nowe miasto, nowi ludzie.

Czy zadomowiłeś się już w grupie Believe?

O tak. Nie zajęło to bardzo długo. Pewnie dlatego, że do szeregów zespołu wszedłem stosunkowo szybko. Po prostu musiałem się szybko zadomowić! Na pewno pomocna była tu troska Mirka, Przemasa i reszty. Oni jako doświadczeni ludzie i muzycy pomogli mi to udźwignąć, uwierzyli we mnie. Obecnie to jest całe moje życie, a w Believe czuję się właśnie jak w domu.

Odbyliście akustyczną trasę promującą album. Jakie są twoje wrażenia z tej trasy?

To była świetna okazja, by ludziom pokazać namiastkę tego, co usłyszą na naszej zbliżającej się trasie. Graliśmy nowe utwory z płyty „This Bread Is Mine”. Obserwowałem reakcje ludzi na nowe dźwięki. Mobilizujący był pojawiający się entuzjazm u wielu z nich. Cieszy mnie również to, że mogliśmy osobiście poznać fanów, rozmawiać o inspiracjach, ulubionej muzyce itp. Takie spotkania sprawiają, że nie ma barier miedzy artystą a odbiorcą. Podsumowując wszystkie spotkania były bardzo udane, wszędzie przyjęto nas bardzo ciepło i otwarcie.

Czy masz jakieś obawy przed pełną trasą?

Na razie wszystkie przygotowania płyną zgodnie z prądem. To mnie uspakaja i rozgania te wszystkie obawy. Jest wręcz odwrotnie. Aż gotuje się we mnie wszystko, żeby śpiewać dla ludzi. Mamy mnóstwo sygnałów, że niektórzy już nie mogą doczekać się nadchodzących koncertów, a to mnie nakręca dodatkowo. Oni chcą nas usłyszeć, a my tym bardziej chcemy dla nich zagrać.

Zapewne na trasie promującej album zagracie także starsze utwory grupy. Czy lubisz je wykonywać, czy może zdecydowanie wolisz śpiewać utwory, w których tworzeniu uczestniczyłeś?

Na albumach „Hope To See Another Day” oraz „Yesterday Is A Friend” jest wiele utworów, do których już jestem przywiązany w sposób emocjonalny. Bardzo je lubię, ponieważ włożyłem w nie na nowo uczucia, mam swoje interpretacje. Po prostu śpiewając je, czuję, że są w dużej części moje. Z nowymi utworami związany jestem w ten sposób, że widziałem jak od początku się one „rodzą”, uczestniczyłem w tym procesie. Wszystko to składa się na Believe, więc nie ma utworów, które lubię bardziej od pozostałych.

Jaki jest twój wkład z utwory Believe? Dostajesz do ręki gotową muzykę i tekst? Z czym masz największy problem jeżeli chodzi o zaśpiewanie go?

Nie dostaję do ręki gotowej muzyki i tekstu, to byłoby przecież bez sensu. Wszyscy uczestniczyliśmy w tworzeniu. Ja miałem mnóstwo pomysłów na wokale, które później wspólnie wybieraliśmy. Praca była kolektywna. Każdy miał dużo wolności, ale tez nie zamykał się w sobie i nie odrzucał sugestii innych. Teksty Roberta Sieradzkiego maja w sobie magię, z którą nie sposób się nie związać. Tak jak inni, miał tu wolną rękę, a że robi to w sposób niezwykły i ma dar ubierania muzyki w słowa, nie dało się nie zaangażować w jego twórczość. I właśnie to wszystko sprawiło, że nie było problemów z zaśpiewaniem utworów. Mając świetna atmosferę podczas tworzenia płyty, swój wkład i piękne słowa, wszystko po prostu samo popłynęło.

W jakich utworach czujesz się lepiej? W nastrojowych i lirycznych czy też raczej w ostrzejszych?

Osobiście nie czuję tej zasady, że w którejś konwencji czuje się lepiej. Nie zastanawiam się nad tym. Jeśli jest rzecz, która Ci muzycznie odpowiada i pociąga, to po prostu to robisz. Lubię utwory ostrzejsze, gdzie można bawić się środkami ekspresji, ale lubię tez liryczne – gdzie trzeba budować napięcie i trzymać emocje lekko na wodzy.

Czy masz swój ulubiony utwór na This Bread is Mine?

Myślę, ze tytułowy utwór dobrze oddaje klimat nowej płyty. Jest niespokojny, zróżnicowany i mroczny. Riff Mirka oraz tekst Reberta odegrały tu niezwykle ważna rolę.

Czy zamierzasz spróbować kiedyś swoich sił jako autor tekstów?

Robert pisze w tak cudowny sposób, że nie wiem czy miałbym odwagę spróbować swoich sił w tej dziedzinie! Ale nie mówię, że nie. Jeszcze nie znam siebie z tej strony – nie wiem czy potrafiłbym, po prostu jeszcze nie wiem.

Czy swoją przyszłość wiążesz tylko ze śpiewem czy masz też jakieś inne plany zawodowe? Wiem, że studiujesz.

Uuuu, jeszcze długa droga przede mną, by mówić o jakichkolwiek planach zawodowych. Wiadomo, że chcę się na zawsze związać z muzyka, to moje najskrytsze marzenie od zawsze. Ja naprawdę nie umiem robić nic więcej jak tylko śpiewać! (śmiech) Tak, studiuje politologie, mam za sobą pomyślnie ukończony pierwszy rok. Zawsze lubiłem też pisać, więc być może studia pomogą mi rozwinąć się w kierunku dziennikarskim.

Od zawsze mocno wspierali i nadal wspierają Cię twoi rodzice. Jak zniosłeś przeprowadzkę z rodzinnego miasta do Warszawy? Nie brakuje Ci kontaktu z rodziną?

No jasne, że rodzice mnie wspierają. Oczywiście jestem im za to bardzo wdzięczny. Przeprowadzka była bardzo szybka. Ze spokojnej miejscowości przeniosłem się do wielkiego miasta, w którym musiałem sie nauczyć po prostu żyć w miarę samodzielnie, co nie było łatwe. Kontakt z rodziną jest nadal świetny, widzimy się często. Bez nich zatęskniłbym się na śmierć, zatęskniłbym się też za miastem, w którym dotąd mieszkałem (Bielsk Podlaski).

Czy Twoje życie prywatne mocno zmieniło się od czasu gdy śpiewasz w zespole Believe? Czy zmienił się stosunek do Ciebie twoich przyjaciół i znajomych?

Myślę, że musieliby to potwierdzić moi znajomi. Z mojej perspektywy nie zmieniło się w tej kwestii aż tak bardzo wiele. Logiczne, że czasami brakuje czasu, żeby ze wszystkimi spędzić tyle czasu, ile bym chciał. To się wiąże z tym, że coraz rzadziej bywam w Bielsku, gdzie mam wielu znajomych. Ale nie jest źle! Wszystko ma się dobrze „With a little help from my Friends:” 🙂


Czy między procesem tworzenia albumu, a promocją, znalazłeś choć chwilę na odpoczynek?
Jak spędziłeś tegoroczne wakacje?


Momentami było ciężko znaleźć czas totalnie dla siebie, bo to wszystko jak się domyślasz pochłania mnóstwo czasu. Zbyt dużo odpoczynku w moim mniemaniu może rozbić rytm pracy, w który wszedłeś, więc i z tym trzeba się mieć na baczności. Do tego doszły jeszcze studia, zbliżająca się sesja. Dla mnie odpoczynkiem jest słuchanie nowych i starych płyt, oglądanie filmów itp. Oczywiście jak to przystało na studenta i na imprezy znalazł się czas (śmiech), ale raczej jestem domatorem, który bardziej odpoczywa sam na sam i spotyka się z ludźmi sam na sam (śmiech).
Wakacje to rozpoczęcie pracy nad Mr. Gilem, wypady do Bielska Podlaskiego, nadrabianie spotkań z wieloma ludźmi, nocne słuchanie muzyki w aucie ze znajomymi aż do świtu no i udana trasa po Empikach.

Czy masz jakieś hobby? Pozamuzyczne oczywiście.

Ciężko mi cokolwiek wymienić, bo dla mnie muzyka to podstawa. Ona uzupełnia zawsze mój wolny czas. Jeśli miałbym jednak coś zdradzić to na pewno byłoby to pisanie prozą. To akurat zawdzięczam swojej polonistce jeszcze ze szkoły podstawowej, która zaraziła mnie pisaniem. Lubię pisać o różnych rzeczach- od tych błahych po jakieś apokaliptyczne wręcz wizje końca świata.


Jaką muzykę preferuje prywatnie Karol Wróblewski?

Rozpiętość gatunkowa muzyki, której słucham jest bardzo szeroka. Przede wszystkim Peter Gabriel – ponadczasowy artysta, który przy swojej każdej płycie udowadnia, że jest nowoczesny. Nie będę się już rozpisywał o jego barwie głosu, który po prostu powala mnie za każdym razem. I te emocje… To jest to – w jego muzyce jest wszystkiego tyle, ile trzeba, nie ma tu zbędnej wirtuozerii ani nadmiernej sterylności. O Gabrielu mógłbym pisać i pisać… Oprócz tego lubie Tool’a oraz A Perfect Circle. Ostatnio zasłuchuje się w płytach Opeth’a – niesamowity wokalista. Potrafi śpiewać raz lirycznie a raz growlem. Hm… Soundgarden, Audioslave. Podziwiam tez Chris Cornella. Nie mógłbym również zapomnieć o ukochanym Led Zeppelin. Faktycznie jest to podstawa rock’n’rolla, której trzeba liznąć.

Pytania: Irek Dudziński, Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *