W mojej recenzji waszego poprzedniego wydawnictwa, wydanego dwa lata temu „Abnomal Road” , pokusiłem się o stwierdzenie: „…można tylko żałować że to EP-ka, a nie pełna studyjna produkcja…”. Możesz mi zatem z czystym sumieniem powiedzieć – mówisz i masz. Było Ci za mało muzyki poprzednio, to proszę, teraz jest album podwójny. Co wpłynęło na właśnie takie chyba jednak dość ryzykowne posunięcie? Nie często w dzisiejszych czasach zespoły decydują się na wydawanie płyt podwójnych, no chyba że jest się Dream Theater?
Andrzej: Faktycznie, w dobie streamingu rzadko pojawiają się dzisiaj albumy dwupłytowe, ale to nie znaczy, że nie należy ich wydawać. Ryzykowne raczej nie było, bo jedynym ryzykiem jest nakład finansowy, który wymaga dużej sprzedaży albumu, żeby się zwrócił. Ale wyszedłem z założenia, że jedni chodzą w góry, inni kolekcjonują stare auta a jeszcze inni wydają albumy dwupłytowe…(śmiech), poza tym praca nad nowym wydawnictwem daje tyle frajdy i radości, że nie sposób tego oceniać wyłącznie w aspektach finansowych.
Cieszę się bardzo, że promocja nowej płyty wiąże się również z waszymi koncertami w Polsce. Mamy już za sobą koncert w Sosnowcu na Spring Prog Fest, a co w tym temacie przed nami? Czy macie również w planach koncerty w innych krajach Europy i w Wielkiej Brytanii?
Andrzej: W czerwcu a dokładnie 29-tego zagramy na Festiwalu im. Tomka Beksińskiego w Toruniu, poza tym dwa dodatkowe koncerty w Polsce i nastawiamy się na koncerty jesienne czy nawet mini-trasę. W Londynie koncerty są zawsze w zasięgu ręki, trwają też rozmowy odnośnie innych miejsc w UK, zapraszamy do śledzenia naszych social media, gdzie na bieżąco będziemy informować o szczegółach.
Łatwiej pracowało się Wam nad debiutancką „Ugly Monster”, czy nad obecną płytą. I czy bardzo różnił się proces twórczy, podczas produkcji owych płyt. I jak ten proces zasadniczo wygląda?
Andrzej: “Ugly Monster” skomponowałem w czasie pandemii, nagrany został również kiedy świat był zamknięty na muzykę, ale dzięki temu miałem sporo czasu, żeby się skupić nad jakością, produkcją, Claudia miała sporo czasu na dopieszczenie tekstów i finalnie wyszedł bardzo udany album. „Metamorphic” nagrywany był przez rok. Glimmering był już gotowy jesienią 2023 (klip do utworu kręciliśmy w Polsce zaraz po wspólnej trasie z Riverside), a ostatnie nagranie miało miejsce
w październiku 2024 więc dokładne po roku – do tego trzeba doliczyć czas na mixy i mastering,
ostatni utwór dostałem gotowy od Mortona na początku stycznia. Byłem bardzo mocno zajęty przez cały 2024 rok nagrywaniem, komponowaniem i produkcją albumu.
Utwory komponuje w domu, nagrywam gitary, bas i programuję bębny, później utwory trafiają do poszczególnych muzyków w celu nagrania instrumentów, w międzyczasie Claudia tworzy tekst i na końcu utwór trafia do Maxa na mix i mastering, to tak pokrótce.
Czym więcej strun w gitarze tym pewnie trudniej? Więcej przyjemności sprawia ci gra na tradycyjnej gitarze sześciostrunowej, ośmiostrunowej, czy dziewięciostrunowej? Jakiej marki gitar najczęściej używasz?
Andrzej: Na gitarze 6-strunowej właściwie nie gram prawie 12 lat albo i więcej, sięgałem po 6-tkę tylko sporadycznie, nagrywając sesje dla innego artysty. Obecnie nie mam czasu na dodatkowe rzeczy ze względu na ATAN. Szczerze mówiąc gitarę 6- strunową miałem ostatnio w ręce chyba ze 2 lata temu. Na 7-ce gram już około hmm…18 lat, na 8-ce 14 lat i na tych gitarach czuje się swobodnie. Gitarę 9 strunową ogrywam dopiero od 2 lat, wiec nie czuje się jeszcze na niej mega komfortowo – wymaga dużego skupienia ze względu na ilość strun i szerokość gryfu też jest wyzwaniem, bo to już jest baseball bat :-).
Na najnowszej płycie po raz kolejny można usłyszeć partie klawiszy Dereka Sheriniana. Gdybyś miał polecić znajomym którąś z płyt Sheriniana. Jaki tytuł byś wybrał?
Andrzej: Oj nie wiem którą płytę, bardzo lubię jego klawisze w Planet X.. wiec może „Quantum”, a z solowych niech będzie „Mythology”.
Na płycie słychać gościnnie wspomniane klawisze Sheriniana, ale pojawiają się również twoje klawiszowe partie. Czy jako gitarzyście sprawiło Ci to dużą trudność. I czy nadal zamierzasz kontynuować przygodę z tym instrumentem?
Andrzej: Moje klawisze na płycie są raczej symboliczne, ale często mam w głowie konkretne brzmienie, które chciałbym usłyszeć w danym utworze, więc najszybciej jest jak sam to zagram. Nie mam trudności z zagraniem prostych partii na klawiszach, bo przed gitarą moim pierwszym instrumentem był akordeon i moja mama, która była nauczycielką, rzetelnie podeszła do moich umiejętności. Oczywiście, kiedy chwyciłem za gitarę to już było pozamiatane, ale podstawy gry zostały. Często też komponuję na gitarze i później przekładam to na klawisze. Mam kilka instrumentów klawiszowych, które na pewno będę używał w przyszłości, czy to do tworzenia krótkich sampli, które można usłyszeć np. w utworze „RIND”, czy też tzw. “placki”, ale nie będę szalał jak Derek (haha). Może to zabrzmi dziwnie z moich ust ale często jestem minimalistą jeśli chodzi o sposób gry, czy to co powinno być zagrane – zresztą ATAN to jest przecież trio plus wokal, czyli bardzo podstawowy skład, a ja lubię „surowe” brzmienie na żywo.
Było pytanie do ciebie Andrzeju m.in. o gitary, więc zapytam bezpośrednio Claudię o wokale. Claudia Twoja wszechstronność i różnorodność w technikach wokalnych robi duże wrażenie. Łatwiej śpiewa się operując czystymi wokalizami, czy growlem ?
Claudia: Zdecydowanie czysty śpiew. Jestem o wiele bardziej zaznajomiona z technikami czystego śpiewu niż krzyków, jestem raczej nowicjuszką w ekstremalnych wokalach, ale podoba mi się proces odkrywania, co nowego moje ciało i głos mogą zrobić, aby emitować dźwięki.
W jednym z wywiadów udzielonych dla popularnego u nas pisma muzycznego, pochwaliłaś się, że przez dwa lata uczęszczałaś na lekcje growlu. Mogę wyobrazić sobie lekcje klasycznego śpiewu, ale lekcje growlu już ciężej. Jak w praktyce wygląda nauka tego rodzaju wokaliz?
Claudia: Nie brałam lekcji przez 2 lata, wzięłam kilka lekcji w ciągu tych dwóch lat. Muszę powiedzieć, że jestem okropnym uczniem, lubię znajdywać własne sposoby i odkrywać rzeczy w swoim ciele, co może trochę spowolnić proces uczenia się, ale tak właśnie lubię się uczyć. Lubię otrzymywać informacje od bardziej doświadczonych osób co jakiś czas, albo za pośrednictwem filmów, albo lekcji tu i ówdzie. Ponadto lubię sprawiać, aby mój czas ćwiczeń i treningu był zabawny, więc często rozgrzewam się przy Dr.Vox, który po latach próbowania różnych ćwiczeń wokalnych uważam za mechanizm, który otwiera mój głos w najzdrowszy sposób. Jednak nie zajmuje mi to zbyt dużo czasu, aby się z nim rozgrzać, a potem po prostu przechodzę przez piosenki ATAN i innych artystów, których lubię, za każdym razem eksploruję różne tony i tekstury w zależności od tego, jak się czuję i odkrywam rzeczy w trakcie. Nienawidzę monotonii, ale jestem dość zdyscyplinowana, więc znajduję równowagę w tym, aby trening był tak zabawny, jak to tylko możliwe.
Jeżeli chodzi o wasze płyty, jesteś odpowiedzialna również za teksty. Czym najczęściej się inspirujesz pisząc?
Claudia: Myślę, że powiedziałam to również w innym wywiadzie: inspirują mnie najbardziej przypadkowe rzeczy, ale także procesy twórcze innych ludzi. Już samo zastanawianie się, jak można by to zobaczyć z innej perspektywy, otwiera świat możliwości. Tak było z Godotem, po prostu zadałam sobie pytanie „gdyby sztuka Becketta była piosenką, jak by brzmiała, co by mówiła i do czego by się składała”, lub z Alchemikiem, zwizualizowałam alchemiczny proces destylacji światła do naszego fizycznego królestwa i napisałam piosenkę o tej pięknej usłudze, którą wszyscy sobie nawzajem oddajemy w tym królestwie. Albo coś tak przypadkowego, jak ludzie tańczący na imprezie metalowej. Naprawdę cokolwiek.
Jeżeli chodzi o długość, może tym razem mój wywiad będzie miał raczej formę EP- ki, niż podwójnej płyty. Na zakończenie zapytam więc was oboje. Komponowanie, cały proces wydawniczy, a potem koncerty, to przecież kawał ciężkiej roboty. Po każdej pracy powinien przysługiwać człowiekowi wypoczynek. Jak najbardziej się relaksujecie. Jak i gdzie lubicie najbardziej wypoczywać?
Andrzej: To prawda, że wydanie albumu jest bardzo energo i czasochłonne, natomiast ja jestem pracoholikiem muzycznym, więc nie mam potrzeby wypoczynku po nagraniach i tak naprawdę to mógłbym od razu przejść do kolejnego albumu. Dla mnie proces twórczy jest tak fascynujący, że zmęczenie nie ma znaczenia, właściwie gdyby nie potrzeba snu to mógłbym pracować 24 godziny na dobę:-). Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli będziemy w życiu robić coś co kochamy to nie przepracujemy ani jednego dnia i coś w tym jest. Relaks to pójście na basen, wypicie kawy w ogrodzie, czy nawet spacer po parku z ukochanym czworonogiem albo…hihi..zakup nowej gitary!
Claudia: Szczerze mówiąc, żadne z nas nie odpoczywa zbyt wiele hahaha, oboje jesteśmy pracoholikami. Obecnie próbuję zrównoważyć wiele spraw, więc uczyniłam niedzielę dniem odpoczynku, a najbardziej lubię odpoczywać wśród drzew – wśród natury, jeśli mogę.
W imieniu portalu Rock Area i czytelników, życzę wam udanych koncertów, a potem oczywiście przyjemnego wypoczynku przed kolejną płytą!
Dziękuję za rozmowę i pozdrawiam czytelników Rock Area i zapraszam na koncerty ATAN.
Pytał: Marek Toma



















































