Tag: trash metal
TRIVIUM – 2017 – The Sin And The Sentence
Trivium nagrało album z charakterem, wypełniony przebojowymi utworami pełnymi świetnych zagrywek i sztuczek technicznych. Pamiętajcie: szczegóły tworzą doskonałość, a doskonałość nie jest już szczegółem. Może nie jest to album roku ale w swojej kategorii panowie pozamiatali.
Trivium – 2015 – Silence In The Snow
Po kapitalnym albumie „In Waves” Trivium nagrał płytę, która zupełnie nie przypadła mi do gustu, była po prostu słaba. Po kilku miesiącach kiedy próbowałem do niej wrócić, tylko utwierdziłem się w tym przekonaniu. Nowa płyta w dalszym ciągu nie ma startu do wspomnianego mojego ulubionego albumu Trivium, ale jest za to sporo lepsza od poprzedniczki. przede wszystkim – mimo, że nie nie porwała, nie powodowała niechęci. Mam liczne uwagi, ale też słucham „Silence in the snow” dość często.
TRIVIUM – 2011 – In Waves
Podsumowując, mamy do czynienia z dobrym albumem, który poległ jednak w starciu z eksperymentalnym poprzednikiem i cofnął zespół w ewolucji, stety lub nie. Taki odgrzewany kotlet od ukochanej babci, którego i tak wpałaszujesz ze smaczkiem. Dla starego fana będzie to albo radosny powrót do przeszłości, albo bukiet róż od ukochanego niegdyś zespołu w ramach przeprosin za przeszłe wybryki
TESTAMENT – 2020 – Titans Of Creation
Na temat płyt takich zespołów jak Testament nie ma sensu się rozpisywać, trzeba po prostu posłuchać płyty. Z pewnością zadowoli ona zarówno fanów kwintetu jak i miłośników thrash metalu w ogóle. Teraz gdy Chuck walczy z koronawirusem trzeba puszczać muzykę jego grupy na full!
TESTAMENT – 2017 – Brotherhood of a Snake
Slayer ma swój znakomity choć nieco wymęczony „Repentless”. Exodus ma zwarty „Blood In, Blood Out”, co prawda lepszy od płyt z Robem Dukesem, ale od wcześniejszych dokonań z Zetrem niespecjalnie się różniący. „Brotherhood Of The Snake” zdecydowanie nad tym towarzystwem góruje. Nie kopiuje patentów z poprzednich płyt (poza nieszczęsnym „Black Jackiem”) i jawi się jako świadectwo grupy, która mimo spadków formy w przeszłości, dziś jest z powrotem na absolutnym szczycie.
TESTAMENT – 2012 – Dark Roots Of Earth
Testament wytoczył potężne działo, które bez dwóch zdań miażdży metalową mocą, pozostawiając w cieniu swojego poprzednika. Fani thrashu niech śpieszą do sklepów, bo nie wyobrażam sobie by taki krążek nie zasilił domowej kolekcji każdego szanującego się sympatyka metalu. Stara gwardia daje radę i udowadnia, że emerytura jeszcze nie dla nich.
TANKARD – 2014 – R.I.B. (Rest In Beer)
Reasumując, płyta „R.I.B.” to kolejna porcja porządnego thrash metalu. Jak zawsze w przypadku Niemców okraszone jest to sporą dawką humoru. Gerre i spółka po raz kolejny udowodnili wszystkim, że nie zważając na żadne trendy w muzyce, można nagrywać co dwa lata bardzo dobre albumy. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich maniaków Tankard.




















































