2025.08.1-3 – OFF FESTIVAL – Katowice

OFF Festival 2025 czyli bunt w muzyce powrócił na swoje miejsce.

Ewidentnie coś zmienia się we współczesnym świecie. Po raz pierwszy od kilkunastu lat, jak uczestniczę o Off Festiwalowym wydarzeniu, spotkałem się z  sytuacją „sold out” i tym razem ogromne tłumy gromadziły się niemal pod każdą sceną. Nie było tak ani wtedy gdy przyjechał Iggy Pop, ani gdy zawitała Patti Smith czyli wybitni kontestatorzy dekady lat 70-tych, którzy swoimi emocjonalnymi występami potrafili doprowadzić publiczność festiwalową do łez. Za to teraz był niemal komplet na statycznym koncercie Kraftwerk. Oczywiście nie skarżę się na specyficzny układ choreograficzny Niemców. Osobiście jestem z tych, dla których zobaczenie Kraftwerk na scenie było jednym z marzeń. I tak mam od początku lat 80-tych, kiedy nasłuchałem się niesamowitych relacji na temat ich wizyty w Polsce w 1981 roku, o którym Trybyna Robotnicza w tymże roku pisała: ”…Mamy  bowiem do czynienia ze świadomą prowokacją artystyczną. Nie można dokonywać rozbioru (ich) muzyki na czynniki pierwsze, gdyż bez trudu można by udowodnić, że poszczególne jej elementy są niskiej próby: banalne teksty, prymitywne kompozycje, nudne aranżacje itd. Trzeba jednak wciąż pamiętać o tym, iż mamy do czynienia ze świadomym programem”. Kończy swój tekst recenzent zdaniem: osobiście nie chciałbym żeby muzykę za nas tworzyły komputery” Tak….  Wracając  do koncertu Kraftwerk w Dolinie Trzech Stawów, to wśród zgromadzonej publiczności można było usłyszeć i słowa zachwytu i podobne jak w cytowanej Trybunie zdania krytyki. Co by nie mówić na temat ich ekspresji, niewątpliwie to zespół który wywarł ogromny wpływ na rozwój muzyki popularnej, do fascynacji którą przyznawał się sam David Bowie. Dla mnie było to nie tylko spełnieniem marzenia, ale ogromnym muzyczno-estetycznym przeżyciem. (I dziękuję chłopakom … o pradon! panom  z Kraftwerk za ten spodek lądujący obok „Spodka” – to na telebimie).

KRAFTWERK

Zostanę na razie przy gwiazdach tegorocznej edycji Off Fetsivalu i drugiego dnia wystąpił sympatyczny maruda w dresowym kombinezonie czyli James Blake. Jest artystą, który z jednej strony potrafi zahipnotyzować słuchacza transowym rytmem o techno rodowodzie, by później rozczulić łkając do mikrofonu piosenkę „Say What You Will”. Mam nadzieję że tych drugich w jego w nowym repertuarze będzie więcej i jest na to nadzieja bo zagrał premierowy utwór „Trying Times”, dotykający swoim pięknem nieba. Summa summarum performance angielskiego artysty łączącego niezliczoną ilość gatunków muzycznych w swojej twórczości należy uznać za bardzo udany.

JAMES BLAKE

Muszę się jednak przyznać, że bardziej wyczekiwałem przybycia Irlandczyków z Fontaines D.C., co stało się trzeciego dnia festiwalu. Wystąpili w roli największej gwiazdy i pod każdym względem dało się odczuć, że tak jest w istocie. Niezły tłumek koczował pod sceną na długo przed rozpoczęciem wstępu, by cieszyć się bliskością z ulubieńcami, gdy spóźnialscy musieli oglądać show kątem oka. A było co oglądać. Fontaines D.C. udowodnili swoje aktualne pierwszeństwo wśród rockowo alternatywnej konkurencji. Brawurowo zagrali z uzasadnioną dawką bezczelności, która wynika pewnie ze świadomości swojej wielkości, co dało im prawo wyjść, zagrać i zejść niemal kompletnie bez kontaktu z publicznością, z jedynym komunikatem dla fanów: thank you zaakcentowanym po irlandzku. Nie przeszkadzało mi to, bo mam świadomość, że spotkałem się w Katowicach z aktualnymi Stones’ami lub co najmniej Oasis drugiej dekady XXI w.

KNEECAP

Jeżeli miałbym wartościować koncerty tegorocznej edycji Offa, to zdecydowanie stawiam na wyrazistych buntowników potwierdzających, że ta ekspresja przynależy muzyce od punka do hip hopu. Kneecap, kolejna irlandzka ekipa, tym razem z północy, w swoim narkotycznie nadpobudliwym występie zabluzgała entuzjastyczną publikę lecz trzeba przyznać, że niektóre inwektywy celnie trafiały w skonfliktowany obecnie Świat.

SOFT PLAY

Z kolei duet Soft Play dowiódł utworami na perkusję i gitarę, że sedno nastroszonej muzyki leży nie w przebogatym instrumentarium lecz w przekazie i dali niezwykle wyrazisty pokaz. Ponad wszystko wzniosły się jednak dziewczyny z Lambrini Girls. Swoja charyzmą zawładnęły zgromadzonymi pod sceną. Phoebe Lunny ma w sobie ogromną siłę, dlatego wykrzyczane słowa niezgody na brak tolerancji trafiały celnie i prosto w świadomość odbiorców. Wielokrotnie wchodziła w pod sceniczną zadymę  i dyrygowała zebranymi, którzy bez oporu wykonywali polecenia punkowej rozrabiaki. A  gdy dawała im spokój ci ponownie ruszali w niekontrolowane pogo (nie obyło się bez dramatycznych okrzyków : potrzebny medyk! , lecz koniec końców nic poważnego nikomu się nie stało).

LAMBRINI GIRLS

Na finał jeszcze wspomnę o całkiem przyjemnym występie, Mj Lendermana, w którym zobaczyłem odbicie młodego Neila Younga, oraz Eliasa Rønnenfelta już bez Iceage, mającego zadatki na wybitnego outsidera.

MJ LENDERMAN
ELIAS RONNENFELT

Powyższe, jasne punkty zakończonej właśnie 18 edycji Off Festivalu, w połączeniu z ogromnym zainteresowaniem koncertowym wydarzeniem, skłania mnie do stwierdzenia, że a) bunt, który od zarania rock’n’rolla bardzo dobrze czuje się w bezkompromisowej muzyce, nadal w niej rezonuje skutecznie wybijając z konformizmu  b) znowu publika potrzebuje rock’n’rollowych liderów, artystów którzy w jej imieniu wykrzyczą niezgodę na niesprawiedliwość, jak choćby hasło „free Palestine”, które stało się niemal przewodnim motywem minionego wydarzenia.

Witold Żogała

Więcej o festiwalu w audycji Muzyczny Rollercoaster, w niedzielę na antenie radia Rockserwis.fm od godz. 18:00.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *