2026.09.05 – ProgRock Fest – Legionowo.

Kolejny muzyczny festiwal poświęcony muzyce progresywnej, w tym roku przeżywał swój okrągły jubileusz. W sobotę 5 września odbyła się 10 edycja Prog Rock festu w Legionowe. Wyjątkowe festiwale, takie jak ten, nie miały by racji bytu, gdyby nie ogromne zaangażowanie, upór i determinacja, a przede wszystkim pasja, takich ludzi jak Mikołaj Madejak. Mimo (jak sam wspominał ze sceny), chwil zwątpień i niepewności, czy to jeszcze ma sens, działa dalej, aby uszczęśliwić garstkę muzycznych pasjonatów, by mogli w komfortowych warunkach, jakie gwarantuje Sala Widowiskowa w Legionowie, przeżywać piękne chwile, z tak na wskroś niekomercyjną muzyką, jaką jest tak zwany rock progresywny.

10- tą festiwalową edycję, tuż po godzinie 16.00 zainaugurowała wrocławska formacja LESS IS LESSIE, dowodzona przez Filipa Kozaka (niezmiennie z kapeluszem na głowie). Ostatni, rewelacyjny, wizjonerski koncept album Wrocławian ukazał się w 2020 roku. Podczas tegorocznego koncertu jednak zostawili przeszłość za sobą, prezentując nam całkiem premierowy materiał, z przygotowywanej nowej płyt (oczywiście również koncepcyjnej). Koncerty LESS IS LESSIE, nigdy nie są zwykłymi koncertami. To starannie przygotowywane misteria, w których dźwięk idzie w parze z porywającymi obrazami filmowymi, widocznymi na ekranie. Tutaj podobnie jak w przypadku płyty poprzedniej – „The Escape Plan”, zespół zabrał nas w dźwiękową i obrazową podróż (w tym przypadku również podróż w czasie, w lata socrealistycznej rzeczywistości), po wrocławskich ulicach. Ulicach nie tych najbardziej reprezentacyjnych (tzw. istagramowych). Widzimy szare blokowisko z wielkiej płyty, jakich wiele (nie tylko we Wrocławiu). W tych klaustrofobicznych, mieszkalnych klatkach biją i zatrzymują się serca szarych mieszkańców, przeżywających swoje życiowe wzloty i upadki. To niesamowita przejażdżka brudną, blokową windą po ośmiu pietrach ( 8-miu kompozycjach) blokowej płyty. Prawdopodobnie tyle kompozycji będzie miała przygotowywana płyta winylowa, czy kompaktowa. Dzięki muzyce zespołu mogliśmy również odlecieć w kosmos rakietą w kształcie klasycznego mieszkalnego bloku. Piękny koncert, Wracamy na ziemie i czekamy na nowy materiał.

Rok 2026 okazała się rokiem wyjątkowej aktywności koncertowej, tandemu Lepiarczyk& Smelkowski i zaproszonych przez nich muzyków. Panowie znani są przede wszystkim z działalności studyjnej, wydając płyty (razem bądź osobno), stanowiące pokaźną i ważną część katalogu LYNX-a. W tym roku, ku uciesze sympatyków tworzonej przez nich muzyki, postanowili uaktywnić się scenicznie. W czerwcu można było ich zobaczyć podczas również jubileuszowej 20-tej edycji Festiwalu Rocka progresywnego w Toruniu. Tam musieli zmierzyć się z ekstremalnymi warunkami pogodowymi, 40- to stopniowym upałem. Dali radę! Tym razem w komfortowych warunkach, które pozwoliły w pełni docenić piękno tworzonej przez nich muzyki. Tego wieczoru zaproponowali garść kompozycji z solowych płyt Krzysztofa Lepiarczyka na których śpiewa Marek Smelkowski, a także z ich wspólnego dzieła „From Faraway Islan”, które wydali pod szyldem PADRE w 2012 roku. Niejednokrotnie ich wspólne przedsięwzięcia, to prawdziwa muzyczna biblioteka, z tekstami czołowych polskich poetów. Panowie udowodnili, że nie trzeba mieć weny do pisania tekstów, przecież tyle pięknych wierszy pozostawili po sobie rodzimi poeci. Wystarczy ubrać, je w ciekawe i bogate aranżacje muzyczne, by móc wydać wartościowy materiał. Panowie uraczyli więc nas pięknymi kompozycjami z testami Stanisława Wyspiańskiego i Adama Asnyka. Kompozycję „Drownsy Town” z płyty PADRE, zadedykowali, niespodziewanie zmarłemu w sierpniu koledze z grupy LOONYPARK, gitarzyście Piotrowi Grodeckiemu. Po takim koncercie, nic tylko zacytować słowa Wyspiańskiego, które pojawiły się w kompozycji „Spokój” – „.. pełne drżenia piersi moje – jakże ja się uspokoję…”.

Legionowski festiwal nie ogranicza się do rodzimego rynku muzycznego, lecz często zaprasza uznane w progresywnym kręgu zagraniczne formacje. Na tej scenie grały już takie zespoły jak: GALAHAD, MYSTERY, DAVID CROSS BAND. W tym roku organizatorzy zaprosili bardzo ciekawe zjawisko muzyczne pochodzącą z Sycylii – formację ALCANTARA. Włosi pokazali na scenie swój południowy temperament, ale także wyjątkowa wrażliwość. Mają już na swoim koncie dwie płyty studyjne: „Solitare” i „Tamam Shud”, a w tym roku ukazał się album koncertowy „In Concert”. Wszystkie dostępne były na obleganym stoisku Independent Music Market. Muzyka Sycylijczyków, podparta była również ciekawymi animacjami. Niezwykle przestrzenne dźwięki, z pięknymi gitarowymi solówkami i ciepłymi jak sycylijski klimat wokalizami Sergio Manfrediego, zarówno w języku angielskim jak i włoskim robiły wrażenie, mimo kilku problemów technicznych, których nie udało się uniknąć. Sycylijczycy nie koncertują nader często. Była to ich pierwsza wizyta w naszym kraju. Mam nadzieję, że nie ostatnia, bo warto ich zobaczyć.

Festiwal zamykali można powiedzieć stali bywalcy. Stołeczny AMAROK występował już na tej scenie po raz trzeci. Od ostatniej, obszernej trasy koncertowej po Polsce promującej płytę „Hope” z 2024 roku, na razie nie wydali nic nowego, pracując nad nowymi dźwiękami. Repertuar tegoż koncertu opierał się również w większości na tej właśnie płycie. Miałem przyjemność oglądać AMAROK wielokrotnie i za każdym obcowanie z ich muzyka na żywo, to ogromna przyjemność. Bogate „niekonwencjonalne” instrumentarium dodają ich muzyce wyjątkowej głębi i kolorytu. Nie mogło więc zabraknąć belgijskiego harmonium i thereminu, oraz niezliczonych instrumentów perkusyjnych. Mam wrażenie, że za każdym razem Marta Wojtas sięga po nowy instrument. Tym razem (będąc laikiem w tej dziedzinie) powiem, że zaintrygował mnie instrument wyglądający niczym termos, z zapalnikiem w formie długiego lontu. Niezmiennie ciarki na ciele, powodowały piękne solówki w wykonaniu Michała Wojtasa, ale również skrzypce Kornela Popławskiego. Sekcja rytmiczna Kornel Popławski i Konrad Zieliński to udany tandem. Prezentując swoje autorskie utworom z płyty Hope: „Welcom” i „Queen” udowodnili, że są również świetnymi kompozytorami. Koncert zakończyli krótkim bisem, w postaci jedynej kompozycji zaśpiewanej w języku ojczystym – bardzo słowiańsko brząca „Dolina”.

Relację z tego wydatkowego wydarzenia pozwolę sobie zakończyć mały quizem na spostrzegawczość. Jakie rekwizyty sprawiły, że festiwal spięty został pewną klamrą, jeżeli chodzi o koncert LESS IS LESSIE i AMAROK? Błyskawiczna odpowiedź: liderzy tychże zespołów: Filip Kozak i Michał Wojtas występowali w kapeluszach. I obaj panowie w swoim instrumentarium posiadają kosmicznie brzmiący theremin.

Zainspirowany rozmową z naczelnym pisma Teraz Rock Wiesławem Weissem, cytując Michała Wojtasa, nasunęło mi się również hasło przewodnie tegorocznej, jubileuszowej edycji: „… w dobie sztucznej inteligencji, zostańmy ludźmi…” !

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *