2026.05.31 – OMEN, RAT KING – Kraków

Wiele klasycznych grup działa obecnie w przemodelowanych składach. Podobnie jest z amerykańską formacją OMEN. Skład zespołu właściwie nigdy nie należał do stabilnych, a co za tym idzie i kolejne płyty różniły się od siebie. Z pierwszego składu w grupie pozostał gitarzysta Kenny Powell, ale otoczył się muzykami, którzy dzielnie niosą pochodnię. Mógłbym rozpływać się nad charyzmą wokalisty, ale ten wieczór w krakowskim Zaścianku sprawił, że sekcja również wyryła się w pamięci przeciętnego fana. Klasyki zespołu zabrzmiały tego wieczoru po prostu doskonale!

Warto jednak wspomnieć co działo się jeszcze przed koncertem. Muzycy swobodnie przechadzali się przed klubem, chętnie robili sobie zdjęcia z fanami i wspólnie pili piwo. Dlatego też każdy chętny miał okazję zamienić z nimi parę słów.

Następny przyjemny akcent to występ śląskiej grupy RAT KING. Muszę powiedzieć, że to jeden z fajniejszych suportów, jakie dane mi było słyszeć ostatnimi czasy. Dają czadu i rokują nadzieje na przyszłość. Słuchając ich repertuaru na myśl przychodziły mi porównania do wczesnego Motorhead, wczesnego Runing wild i wczesnego… każdego porządnego zespołu metalowego. Dlatego z chęcią będę śledził ich karierę, by obserwować w jakim kierunku się potoczy (późnego czego). I może niekoniecznie zostałem fanem wokaliz basisty, ale samo rozwiązanie z dwoma głosami – jak najbardziej OK.

Wróćmy jednak do dania głównego. Plan był taki, żeby na dwóch koncertach w Polsce zespół zagrał najpierw w całości debiut (w Krakowie), a następnie w całości „dwójkę” czyli „Warning of Danger”. Prawdopodobnie na życzenie wielu fanów, zespół wprowadził modyfikacje do setlisty i wymieszał ten repertuar w Krakowie. Poinformował o tym ze sceny Nikos, a publiczność przyjęła ten fakt z owacjami. Aczkolwiek… pewnie ci którzy kupili bilety na oba wydarzenia, mogli być zawiedzeni. Tak czy inaczej. To był kapitalny koncert! Muzycy zarażali energią. Podobać mogło się zarówno rewelacyjne brzmienie jak i sama realizacja koncertu. Wokalista w pierwszych utworach występował w masce co dodawało klimatu. Lider kapeli – Kenny Powell w pewnym momencie wszedł z gitarą w publiczność i grał między ludźmi przechadzając się. Zresztą koncert skończył rzucając się w tłum i został przez nią poniesiony jak nie przymierzając w znacznie większej miejscówie. Warto zaznaczyć że muzyka sporo zyskała, dzięki gościnnemu występie drugiego wiosłowego, który grał z zespołem od koncertu w Atenach.

Wracaliśmy do domów z wypiekami na twarzy i trochę z żalem, że grafik urlopowy nie jest z gumy. Chętnie zobaczyłoby się Omen kolejnego dnia w Warszawie. Na pamiątkę pozostały jednak wspólne zdjęcia i niedrogie graty zakupione na merchu zespołu.

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *