„…Pierwsza edycja festiwalu rocka progresywnego SPRING PROG FESTIVAL odbędzie się 2 kwietnia 2022 r. w Przystanku Otwartej Kultury „Kazimierz” w Sosnowcu. Festiwalowy repertuar wypełni muzyka LESS IS LESSIE, PROAGE i HIPGNOSIS. Szczegóły wkrótce…”.
Tak brzmiała treść, newsa który zamieszczałem na naszych łamach, wydawałoby się całkiem niedawno? Tymczasem mamy 19 kwietnia 2026 i jubileuszową 5-tą edycję SPRING PROG FESTIVALU ! Okazuje się, że kilka rzeczy związanych z naszym szanownym jubilatem pozostają niezmienne. Okres w jakim to wydarzenie się odbywa – miesiąc kwiecień, bo to jak sama nazwa wskazuje festiwal wiosenny. Miejsce wydarzenia, chyba idealny obiekt, jakim jest Przystanek Otwartej Kultury Kazimierz w Sosnowcu. Oraz to, że na scenie nie zabraknie grupy PRO AGE. Bo to właśnie ta miejscowa formacja, mająca swoje próby właśnie w tym obiekcie, od samego początku związana była z organizacją corocznych wydarzeń, w sosnowieckim ośrodku. Fakt, że jest to już z samej nazwy festiwal progresywny, nawiązując oczywiście do muzycznego stylu, ale określenie to okazało się trafne, nawet w innym tego słowa znaczeniu. Z roku na rok, można zauważyć bowiem duży progres, nie tylko w sprawach organizacyjnych, nagłośnieniu, oprawie świetlnej, ale co najważniejsze i bardzo budujące, w frekwencji! Do banera reklamującego tegoroczną edycję, można było nakleić nagłówek – sold out.
Tegoroczna edycja niespodziewanie okazał się również rekordowa pod względem liczby występujących na scenie formacji. Bo chociaż teoretycznie, w festiwalowym programie widniały tylko cztery nazwy: PROAGE, LET SEE THIN, DISTANT DREAM, QUIDAM, to w praktyce okazało się, że podczas piątej edycji wystąpiło tak naprawdę 5 muzycznych projektów!
Zgodnie z harmonogramem, o godz. 17.00 na scenie pojawili się muzycy PROAGE. Wydawało się to dziwne, ale właściwie jedynie dwóch muzyków: Mariusz Filosek i Sławomir Jelonek. Zaprezentowali materiał, który z pewnością był dużym zaskoczeniem. W oszczędnym blasku reflektorów, wyglądali bardzo tajemniczo. Mariusz Filosek oprócz wokalu, zagrał również na gitarze basowej, natomiast Sławek Jelonek zamienił swój atrybut – gitarę elektryczną, na zestaw klawiszy. Na początku pomyślałem, że są to nowe wersje kompozycji PROAGE, ale w żadne sposób nie mogłem ich rozpoznać. Okazało się, że jest to zupełnie nowy materiał, który ukaże niebawem światło dzienne, na przygotowywanej płycie. Nie będzie to jednak płyta PROAGE lecz ZMIERZCH, czyli pobocznego projektu tych panów. Dopiero po małej porcji tej nowej, niekonwencjonalnie brzmiącej muzyki, na scenie pojawił się pełny skład zagłębiowskiej formacji. Nie mam pojęcia, czy było to nawiązanie do 5-tej edycji, ale zagrali dokładnie 5 utworów: „Purgatorium III”, „Nazywam się zmierzch”, „Dwa słowa”, „Wyspa Czasu” i „Charlie Hebdo” na zakończenie, z niestety ciągle bardzo aktualnym przesłaniem. To nie koniec niespodzianek z obozu PROAGE. Był to ostatni koncert basisty zespołu Romana Simińskiego, który postanowił opuścić szeregi formacji.
Krótka przerwa techniczna i pora na przedstawiciela łódzkiej progresywnej sceny – LET SEE THIN. Na pytanie wokalisty zespołu – „… kto jest na naszym koncercie po raz pierwszy…”, wiele rąk powędrowało w górę, jednak dla wielu przybyłych do Sosnowca, warsztat zespołu był dobrze znany i pewnie wielu z nich pamięta zamierzchłe czasy przed LET SEE THIN, czyli LEAFLESS TREE. Wybrzmiały wybrane kompozycje, z dwóch studyjnych albumów zespołu: „2 Yers 2 Late” z 2020 r i ubiegłorocznego „Machine Called Life”. Podczas kompozycji „Mist” i zagranego na bis „Time”, miałem autentyczne ciarki na plecach. Słuchanie wokaliz Łukasza Woszczyńskiego, zarówno z płyt, jak i na żywo, to niezmiennie czysta przyjemność. Świetny z niego nie tylko wokalista, ale okazuje się, że również gawędziarz. Wiele zespołów rockowych, a nawet popowych mogłoby pozazdrości jego walorów głosowych. Natomiast solówek Macieja Włodarczyka nie powstydziłby się pewnie sam Steve Rothery. Sposób gry na perkusji, w wykonaniu Przemka Kaźmierskiego mógł kojarzy się, z późniejszym brzmieniem grupy Genesis.
Trzeba przyznać, że tegoroczny około progresywny zestaw muzyczny, był wyjątkowo klimatyczny. Jedynym wyjątkiem, był koncert grupy DISTANT DREAM, choć i tutaj tak naprawdę nie zabrakło pewnej dozy łagodności. Co grają Gdańszczanie? Można by pokusić się tutaj o określenie ich muzycznego stylu – post rock na sterydach, z mocnym metalowym akcentem i wirtuozerskimi solówkami Marcina Majrowskiego. Muzycy zdają sobie pewnie sprawę, że nie uciekną od porównań do naszego rodzimego, stołecznego, eksportowego, muzycznego super produktu – TIDES FROM NEBULA. Sugerowała to nawet oprawa świetlna ich koncertu, w postaci charakterystycznych diodowych słupków. Cztery studyjne albumy zespołu, są niezbitym dowodem na to, że w post rockowej stylistyce, to ścisła czołówka w naszym kraju. Trzeba tutaj nadmienić, że właśnie koncert tej formacji wypełnił salę kazimierskiego ośrodka w 100 %.
Zanim przejdę do głównej gwiazdy wieczoru, nawiążę może do innego, festiwalu – Ino Rocka. Pamiętam wypowiedź, a właściwie pewien zarzut Mariusza Dudy, że za każdym razem występowali tam z zespołem RIVERSIDE awaryjnie, za kogoś! Nawiązanie do tamtego festiwalu całkiem nieprzypadkowe. Bo tegoroczną, ostatnią atrakcją, była właśnie formacja pochodząca z Inowrocławia, której ważnym elementem jest oczywiście gitarzysta (również RIVERSIDE) – Maciej Meller. QUIDAM tak naprawdę, również przyjechał do Sosnowca, w pewnym sensie awaryjnie. Nie mógł z przyczyn niezależnych, od organizatorów zagrać w tym roku przewidywany zespół COLLAGE. Wielu fanów rodzimego progresywnego rocka mogło spodziewać się, jaki zespół mógł w godny sposób zastąpić legendarny COLLAGE ? Oczywiście równie legendarny QUIDAM ! Przynajmniej jeden element w tym przypadku zgadzał się kompletnie – Bartek Kossowicz na wokalu. Koncert w głównej mierze składał się z kompozycji z płyty „Alone Together”, która doczekała się przepięknej reedycji dzięki Farna Records. Ale duże wrażenie zrobiły również tego wieczoru kompozycje z „Saiko”: „Walec”, a zwłaszcza „Spotkanie”. Usłyszeliśmy także jeden rodzynek z albumu „Surrevival” – „Not So Close”. Ubiegły rok należał z pewnością do grupy QUIDAM, który był gwiazdą kilku letnich festiwali (Ostrów czy Inowrocław właśnie). Potem było wiele koncertów klubowych. Tegoroczną, festiwalową , progresywną wiosnę znowu uświetnia występ grupy QUIDAM. Zanosi się na to, że jesień również będzie należała do tej formacji. Szykują bowiem obszerną trasę koncertową i kilka personalnych niespodzianek z nią związanych.
5 wiosen nieubłaganie stuknęło SPRING PROG FESTIVALOVI w Przystanku Otwartej Kultury „Kazimierz”. Nic tylko życzyć organizatorom dalszego progresu i doczekania przynajmniej okrągłej 10-tki !






Marek Toma


















































