Temperatura w piekarskiej Andaluzji, w pierwszym dniu marca, była tego wieczoru chyba wyższa, niż aura w atrakcyjnym regionie południowej Hiszpanii. Można powiedzieć, że progresywna wiosna w Piekarach zawitała, dzięki dwom zasłużonym dla tego gatunku formacjom: rodzimemu, krakowskiemu MILLENIUM, oraz Brytyjczykom z GALAHD.
Trzeba podkreślić, że nie był to koncert gwiazda + support, lecz forma tzw. double headliner. Byliśmy więc świadkami dwóch świetnych, pełnych, przeszło półtoragodzinnych setów koncertowych. W obu przypadkach bardzo przekrojowych, bo akurat obie formacje podczas tej trasy, celebrowały swoje jubileusze: MILLENIUM – 25 rocznicę powstania, natomiast GALAHAD 40-lecie istnienia.
Dla krakowskich weteranów, rodzimej progresywnej sceny była to pierwsza wizyta na deskach piekarskiego ośrodka. Dla mnie była to również sprawa wyjątkowa, bo jako Piekarzanin, aby zobaczyć grupę MILLENIUM, musiałem najczęściej wybierać się do Krakowa. Ostatnio miało to miejsce 20 września ubiegłego roku. Kiedy to zespół celebrował dokładną datę swojego 25-lecia (https://www.rockarea.pl/relacje/2025-09-20-jubileusz-millenium-i-mlwz/. I chociaż miałem przyjemność oglądać grupę MILLENIUM wielokrotnie, to osobiści ten niedzielny, tegoroczny, marcowy koncert, w moim rodzinnym mieście, był dla mnie szczególne ważny. Cieszą bardzo słowa które padły z ust lidera grupy Ryśka Kramarskiego: „… miło zagrać po raz pierwszy w tej kultowej sali…”. Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że O.K Andaluzja katowickim NOSPREM, czy bielską Cavatiną nigdy się nie stanie. Tamte komfortowe sale na swoją kultowość ciągle jednak pracują, a niepozorna, niepozbawiona sporych ograniczeń, dzielnicowa „Andaluzja”(swoją nazwę odziedziczyła po nieistniejącej już kopalni), dla wielu stała się właśnie miejscem kultowym. Duża w tym zasługa byłej (już emeryckiej), jak i obecnej dyrekcji tego ośrodka.
Jak na jubileusz przystało, koncertowa set lista, potraktowana była bardzo przekrojowo. Zaczęli od „Embryo”, kompozycji pochodzącej z jednej z moich ulubionych płyt, spośród obszernej dyskografii – Exist”. Utwór okraszony pięknymi solówkami Piotra Płonki, nie pozbawionych gilmourowskich barw. Obecnie do muzyki bardzo dużo dobrego wnosi stała obecność grającego na saksofonie i flecie Łukasza Płatka. Muzyka Millenium z jego udziałem uzyskała jakby dodatkowych barw, w których bez wątpienia można znaleźć odcienie Jethro Tull, Camela , czy The Alan Parsons Project. W kwestii wokalu, najmłodszy wiekiem Dawid Lewandowski, odziedziczył spora spuściznę po swoich świetnych poprzednikach: Łukaszu Gałęziowskim, Marku Smełkowskim. W straszymy repertuarze musi się liczyć niewygodnymi z porównaniami. Dawid, odwrotnie proporcjonalnie do swojego wzrostu, śpiewa nieco wyżej od swoich poprzedników. W pewnych momentach można było się obawiać czy da radę „wyciągnąć” w takiej tonacji. Obawy okazały się płonne. Widać i czuć, że jako wokalista, czuje się wśród swoich starszych kolegów coraz lepiej. Lider zespołu nieco schowany za swym zestawem klawiszy, miał jednak dużo do powiedzenia, zapowiadając poszczególne kompozycje, dzieląc się wieloma ciekawostkami związanymi z ich powstaniem. Wzbudzało to nawet pewną frustrację w młodym wokaliście, któremu oprócz śpiewu ciężko było dojść tego wieczoru do głosu. Mimo wszystko kilka razy się udało. W kwestii tego co mogliśmy usłyszeć, subiektywnie duże wrażenie zrobiła kompozycja traktująca o zazdrości -„Envy”, inspirowana postacią Andrzeja Zauchy. No i oczywiście „The Sound Of War”! Sytuacja na świecie związana z licznymi konfliktami zbrojnymi sprawia, że takie kompozycje mają szczególny wymiar. Na zakończenie zabrzmiał natomiast przepiękny, bardzo klimatyczny „Past the Veil of Clouds” z ostatniej, ubiegłorocznej płyty zespołu.
Brytyjczykom z GALAHAD Ośrodek Kultury Andaluzja jest już dobrze znany. To ich czwarta wizyta w Piekarach. Po raz pierwszy zagrali tutaj 18 lat temu, a dokładnie 17 kwietnia 2008 roku (https://www.rockarea.pl/relacje/2008-04-17-galahad-after-piekary-sl/, https://www.rockarea.pl/relacje/2008-04-17-galahad-after-piekary-sl-fotorelacja/). By to jeden z pierwszych koncertów, który tak naprawdę inaugurował cały cykl wydarzeń pod szyldem „Progresywna Andaluzja”. Było to również dla mnie bardzo ważne wydarzenie. Właśnie po tym koncercie związałem się z portalem Rock Area, z którym moja muzyczna przygoda trwa do dnia dzisiejszego. Po raz drugi zawitali tutaj rok później 4 czerwca 2009, promując płytę. „Empires Never Last” (https://www.rockarea.pl/relacje/2009-06-04-galahad-grendel-piekary-sl/, https://www.rockarea.pl/relacje/2009-06-04-galahad-grendel-piekary-sl-fotorelacja/). Kolejny koncert, to 24 październik 2013 roku, po wydaniu płyt „Battle Scars” i „Beyond the Realms of Euphoria” (https://www.rockarea.pl/relacje/2013-10-24-galahad-piekary-sl/). Nie chce się wierzyć, ale to już 13 lat. I znowu są! Tym razem trasą „Galahad at 40 – A Nostalgic Celebration”, obejmującą Warszawę, Poznań i Piekary Śląskie, świętują swoje 40 lecie.
Jak zmieścić 40 lat działalności na scenie w półtoragodzinnym skrócie? Najbanalniej powiedzieć, zgrać w miarę przekrojowo i wybrać to co najlepsze. W praktyce wiadomo, nie jest to takie proste. Każdy fan zespołu stworzył by tutaj swoje własne The best of. Co do set listy, którą przygotował zespół, chyba usatysfakcjonowała większość fanów. Rozpoczęli bardzo nośnym „Guardian Angel”. Nie zabrakło tych kompozycji, które są jednocześnie tytułami płyt: „Empires Never Last”, „The Last Great Adventurer”, „Sleepers”. Sięgnęli zarówno po najstarszy materiał, z dwóch pierwszych albumów: „Room 801”, „Ghost of Durtal”, jak i ten nowszy – „Another Life Not Lived’, jak również najnowszy z ostatniej płyty – „The Long Goodbye”. Wymarzony tytuł na finałowe zakończenie. Oczywiście nie mogło obyć się bez bisu. Kompozycją „Seize the Day”, ostatecznie pożegnali się z publicznością.
Muzycy Galahad czym starsi, tym bardziej żywiołowi na scenie. Pamiętam koncert w Katowickim Teatrze Wyspiańskiego, w którym Stu Nicholson stał nieruchomo przy mikrofonie, niczym kapłan podczas kościelnego misterium. Tego wieczoru nie potrafił ustać w miejscu. Szalał nie tylko na scenie, ale ze swoim tamburynem, niczym maratończyk przebiegał wokół całej sali. Energia udzieliła się również pozostałym członkom zespołu. Basista Mark Spencer i gitarzysta Lee Abraham również ze swoimi instrumentami schodzili do publiki. A publiczność tego wieczoru nie zawiodła, wypełniając w komplecie salę piekarskiego ośrodka.
Cieszy fakt, że po 40 latach popularność zespołu nie słabnie, ba nawet rośnie. Tutaj duża zasługa firm familii Adree, ojca (Oskar Record) i syna (Independent Music Market) niezmiennie zajmują się promocją zespołu w naszym kraju, wydając ich płyty, oraz organizując udane trasy koncertowe, waśnie takie jak ta jubileuszowa, która właśnie przeszła do historii.
Marek Toma
Zdjęcia: Zygmunt Maczek


















































