2025.11.13 – THE STEEPWATER BAND – Jaworzno, Jazz Club Muzeum

Podróże kształcą, muzyka łagodzi obyczaje. Ileż to nowych miejsc na koncertowej mapie Polski udało mi się już poznać tylko dlatego, że odbywały się w nich jakieś intrygujące wydarzenia muzyczne? Oj, sporo ich było. Do tego grona dołączył właśnie Jazz Club Muzeum usytuowany w centrum Jaworzna. Przytulny lokal z miłą obsługą i świetną akustyką. Szczerze polecam i nie wykluczam swojej obecności przy następnej nadarzającej się okazji.

Pretekstem do zapoznania się z ową placówką był koncert amerykańskiej formacji The Steepwater Band. Zespół ten odwiedza nasz kraj z imponującą regularnością. Swego czasu miałem przyjemność podziwiać ich występ podczas Vinyl Fest w Chorzowie. Minęło dziewięć lat. Dobre wspomnienia warto sobie odświeżać. W międzyczasie grupa parokrotnie powracała nad Wisłę. Powiększyła też swoją dyskografię o dwie miłe dla ucha pozycje – „Turn Of The Wheel” (2020) i „Return Of The Wheel” (2022). Zdążyła również nieco zmodyfikować układ personalny. Od 2019 roku obowiązki basisty pełni Joe Bishop. Reszta bez zmian – panowie Jeff Massey i Eric Saylors na gitarach prowadzących i wokalu oraz niezmordowany perkusista Joe Winters.

Od samego początku działalności The Steepwater Band nawiązuje do najlepszych blues-rockowych tradycji obu stron Atlantyku. Grupa zarówno dźwiękowo jak i wizualnie sprawia wrażenie żywcem przeniesionej do naszych czasów z roku 1970. Długowłosi, brodaci faceci z instrumentami w rękach. Bez oglądania się na współczesne trendy, czerpiąc garściami z twórczości Allman Brothers Band, Grateful Dead, Free czy Led Zeppelin. Dużo solówek gitarowych, nierzadko podawanych równocześnie przez obu wioślarzy. Mocarne partie perkusji, bujający bas. Wszystko zagrane stuprocentowo na żywo. Bez żadnych elektronicznych oszustw, bez sampli i klików. Bez maskowania niedostatków warsztatowych współczesną technologią. Surowa, autentyczna muzyka.

Czwartkowy koncert w Jaworznie podzielony został na dwie części. Każdy set trwał niemal godzinę, do tego jeszcze bisy. Artyści zaproponowali nam przejażdżkę po niemal całym dotychczasowym dorobku fonograficznym z silnym naciskiem na ostatnie dwie płyty. Ze sceny wybrzmiały zatem dynamiczne „Ain’t Got Love”, „Please The Believer” , „Found” czy pamiętny „Shake Your Faith” jak również „High And Humble” i „Come On Down”. Od pewnego czasu zespół przymierza się również do rejestracji kolejnej płyty, czego wymiernym dowodem była premierowa kompozycja „A Long Time (And No Time at All)”. Jak przystało na rasowy blues-rockowy skład, kwartet przypomniał również o swoich korzeniach, sięgając po kilka okolicznościowych coverów. Zaraz na początku usłyszeliśmy więc „I Want to Be Loved” Williego Dixona. Później były jeszcze „Positively 4th StreetBoba Dylana, standard „Key To The Highway” (przypisywany wielu autorom), „Midnight RamblerRolling Stones i „Little QueenieChucka Berry’ego na dopełnienie tego pięknego wieczoru.

Dostępne na stoisku z oficjalnymi gadżetami kolorowe koszulki przyozdobione zostały sloganem „The Steepwater Band – Always On Tour!”. I to prawda. Rozpiska ich bieżącej trasy prezentuje się nadzwyczaj imponująco. Sam polski etap tej podróży to – bagatela – jedenaście koncertów. W tym przypadku ilość równoważy się na szczęście z jakością. Widać, że panowie się nie oszczędzają. Grali z taką energią, jakby jutro miał nadejść koniec świata. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie nadejdzie. Poczekajmy trochę z apokalipsą. Kilka fajnych koncertów wciąż czeka na wysłuchanie.

Michał Kass

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *