Wszystko zaczęło się od koncertowych weekendów z zespołem Marillion, które odbywały się w Polsce wielokrotnie. Fanów tego rodzaju muzyki, których w naszym kraju nie brakuje, cieszy fakt, że pomysł się rozwinął, obejmując inne kultowe formacje progresywnej sceny muzycznej. I tym sposobem mieliśmy w ubiegłym roku Pendragon weekend, a w tym roku, również w Zabrzu, mogliśmy celebrować dwa dni z muzyką brytyjskiej formacji IQ. Zespół występował już w Polsce, choć nie tak często jak wymienione formacje Marillion czy Pendragon. I w większości były to koncerty festiwalowe, które jak wiemy wiążą się z ograniczonymi ramami czasowymi. Osobiście miałem okazję oglądać IQ na Ino Rock Festiwalu w Inowrocławiu w 2014 roku i w katowickim Spodku, podczas Summer Fog Festival 2023. Ale dopiero te dwa zabrzańskie dwudniowe koncerty, pozwoliły w pełni nasycić się muzyką zespołu na żywo.
W piątkowy wieczór zespół pojawił się na scenie punktualnie o 19:30. Na początku zaserwowali nam w całości płytę „Frequency” . Potem zespół przeplatał materiał z najnowszej płyty „Dominion” („Never Land”, „Far from Here”), ze starszymi kompozycjami z płyt „Resistance” („A Missile”), „Ever” („Leap of Faith”,) „The Wake” („Headlong”). Na bis tego obszernego dwugodzinnego koncertowego wieczoru, zagrali jeszcze: „The Magic Roundabout” z tegoż albumu, oraz (tutaj chyba małe zaskoczenie), „No Love Lost’, z „Nomzamo”, a więc z płyty na której śpiewał nie Peter Nicholls, a Paul Menel. Po koncercie ustawiła się długa kolejka, do uzyskania okolicznościowych autografów.
Sobota również przebiegła zgodnie z harmonogramem. Na 13.00 zaplanowano sesję Q&A, czyli pytani do zespołu zadawane przez fanów, a o 14.30 wspólną sesje zdjęciową. Każdy zainteresowany mógł zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z muzykami.
Sam koncert, podobnie jak dzień wcześniej, rozpoczął się o 19.30. I znów zaserwowali nam przeszło dwugodzinne muzyczne show. Na początku repertuar wydawał się bardziej mroczny, dzięki kompozycjom z płyt „The Road of Bones” („From the Outside In”) i „Dark Matter” („Sacred Sound”). Nie zabrakło również najnowszych utworów z tegorocznego dzieła „Dominion” („No Dominion”, „Never Land”, „Far from Here”). Ten drugi koncertowy set był wyjątkowo obszerny. Zawierał materiał praktycznie z całego, przeszło 30 letniego okresu działalności zespołu. Zabrakło praktycznie jedynie kompozycji z debiutanckiej płyty „Tales from the Lush Attic” z 1983 roku, oraz przedstawicieli z płyt okresu Paula Menela na wokalu („Nomazamo”, „Are You Sitting Comfortably ?”) Mocnym punktem wieczoru, była bez wątpienia tytułowa „Subterranea”, dzięki zaangażowaniu w śpiew żywiołowo reagującej publiczności. Na bis, podobnie jak dzień wcześniej, zagrali dwie kompozycje: „The Darkest Hour” i bardziej skoczne „Ten Million Demons”.
Przebogaty, przekrojowy repertuar praktycznie z wszystkich okresów działalności tej legendarnej formacji, powinien zadowolić każdego. Michael Holmes, swoją żarliwą grą na gitarze udowodnił, że bezwarunkowo należy mu się miejsce, w panteonie progresywnych gitarzystów. To była prawdziwa uczta nie tylko dla uszu. Również światła i przebogata wizualizacja koncertu robiły ogromne wrażenie! Tak licznie zebrana, entuzjastycznie reagująca publiczność, jest dowodem na to, że jednak „progresywny taliban, w naszym kraju ma się dobrze. To było bez wątpienia niezapomniane święto klasycznej muzyki progresywnej.
Tomek Andree, szef Independent Music Market organizującego ten dwudniowy muzyczny spektakl zdradził nieoficjalnie, że za rok czeka nas kolejny progresywny weekend. Tym razem w naszym kraju zagości … ? Może nie zdradzę. Kto był ten już wie. Powiem tylko tyle, że nazwa tej formacji ma dużo wspólnego z jesienią. Życzę organizatorom, aby ich koncertowe plany się powiodły.
Marek Toma




















































