2025.09.16 – KWARTET SPONTANICZNY – Katowice, Kato Blues Faces

Każda okazja jest dobrym pretekstem do fetowania – zwłaszcza u progu niechybnie zbliżającej się jesieni. Mój ulubiony katowicki klub celebrował właśnie kolejne święto. Nie umilkły jeszcze echa hucznej imprezy z okazji 1-szej rocznicy inauguracji Kato Blues Faces. Wciąż spływają gratulacje od zachwyconych uczestników piątkowej uroczystości. Tymczasem druga połowa września to jeszcze jedno ważne wydarzenie w kalendarzu rodzimych blues-fanów. 16 września od kilku lat obchodzony jest jako Polski Dzień Bluesa. Termin oczywiście nieprzypadkowy. Zbiega się z urodzinami samego B.B. Kinga. A jaki jest najlepszy sposób uczczenia tej wyjątkowej daty? Koncert oczywiście!

Dokładnie rok po wyjątkowym występie upamiętniającym 40-lecie wydania debiutanckiej solowej płyty Leszek Winder powrócił na scenę gościnnego klubu. Tym razem z zupełnie innym składem. W chłodny wtorkowy wieczór zawitał tu bowiem Kwartet Spontaniczny. Winderowi towarzyszą tam Krzysztof Ścierański na basie, Apostolis Anthimos na perkusji i Antoni „Ziut” Gralak na trąbce. To unikatowa konstelacja muzyczna. Sami giganci swoich instrumentów. Czwórka przyjaciół, którzy spotykają się razem, aby eksplorować wciąż nowe ścieżki w krainie improwizacji.

Wspólne koncertowanie tego składu należy do rzadkości. Dobrze więc, że jego aktywność utrwalana jest dla potomnych w formie płytowej. Zupełnie nieprzypadkowo termin koncertu zbiegł się z premierą drugiego albumu niecodziennego kolektywu. Kompaktowy krążek wydany nakładem GAD Records otrzymał tytuł „Kwartet Spontaniczny 2”. Najbardziej oczywisty z możliwych.

 Zgodnie z ideą przyświecającą działalności Kwartetu Spontanicznego każdy zagrany koncert jest jednorazowy. Nie ma wcześniejszych ustaleń, nie ma setlisty, muzycy nie grają przed koncertem żadnych prób (pomijając krótkie zajawki mające na celu odpowiednie ustawienie nagłośnienia). Wszystko powstaje na bieżąco i jest efektem nieskrępowanej fantazji. A tej podczas wtorkowego koncertu nie brakowało.

Dla uhonorowania nazwy miejsca występu oraz faktu celebracji Polskiego Dnia Bluesa motyw inaugurujący koncert oparto na klasycznym dwunastotaktowym bluesie. Była to jednak tylko niewinna wprawka. Po kilku minutach panowie zapuścili się bowiem na przysłowiowe głębokie wody. Wykonali niemal czterdziestominutową suitę – bez przerw na oklaski i bez chwili na zaczerpnięcie oddechu. Absolutna jazda w nieznane. Czasem prym wiodła gitara, innym razem rolę dominującą przejmowała trąbka. Nasz mistrz „Ziut” czarował coraz to innymi barwami. Na zmianę proponował krótkie, rwane zagrywki na miarę Milesa Davisa, by chwilę później zaczarować długim melodyjnym solem w stylu Chucka Mangione. Wyraźnie ucieszony Apostolis dzielnie sekundował mu perkusyjnymi wibracjami. Niezastąpiony Krzysztof Ścierański nie tylko ubogacał całość błyskotliwymi partiami basu, ale też systematycznie próbował możliwości swoich elektronicznych przystawek. Potrafił z nich wykrzesać naprawdę nietuzinkowe brzmienia – z dźwiękiem imitującym orkiestrę włącznie.

Ta niełatwa w gruncie rzeczy muzyka ma jednak swoich wiernych zwolenników. Gromkie brawa skłoniły artystów do bisu. Raz jeszcze wkroczyli na teren nieskrępowanej improwizacji, tym razem skracając swoje poczynania do ledwie dziesięciu minut. Pomysłodawca projektu – Leszek Winder – twardo trzyma się bowiem zasady, że lepiej pozostawić u słuchaczy poczucie lekkiego niedosytu. Plan został zrealizowany. Z tym większą ochotą wybiorę się zatem na kolejny występ tej spontanicznej czwórki.

Tekst: Michał Kass

Zdjęcia: Agnieszka Cieślik


Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *