2025.08.23 – INO ROCK FESTIVAL – Inowrocław. Łąka OSIRU.

Jak  co roku, w drugiej połowie sierpnia, odbyła się kolejna, 17-ta już edycja, tak zasłużonego w propagowaniu ambitniejszego oblicza muzyki rockowej, INO ROCK FESTIVALU. Tym razem do podsumowania całego przedsięwzięcia nie można jednak użyć zdania – jak co roku.  W roku obecnym, organizatorzy narażeni byli bez wątpienia na spore utrudnienia. W związku z decyzją lokalnego inspektora nadzoru budowalnego o zamknięciu Teatru Letniego, w którym od samego początku odbywał się festiwal, musieli przenieść jego miejsce. Na szczęście znaleźli nową lokalizację, na znajdującej się nieopodal Łące OSIRU. I pewnie musieli przedsięwziąć szereg dodatkowych działań, aby festiwal mógł się odbyć. Jednym z takich działań, było zbudowanie plenerowej sceny, która trzeba przyznać, robiła duże wrażenie. Tym razem niestety nie można również powiedzieć, że jak co roku pogoda dopisała. Wprost przeciwnie, od wielu lat i kolejnych edycji, chyba po raz pierwszy nie dopisała!  Tym razem natura postanowiła zademonstrować swoje niezadowolenie, płaczem i oziębłością. Jednak to co najważniejsze, sama muzyka, bez wątpienia rekompensowała wszelkie nieudogodnienia.

Zaszczyt otwarcia tegorocznej edycji przypadł formacji TOŃ. Warszawiacy mają na swoim koncie wydaną w 2024  roku pierwszą, pełną płytę „Korzenie”, której to okładkowa grafika stanowiła piękne tło dla 5-cio osobowego składu zespołu: Monika Adamska-Guzikowska (wokal), Jakub Guzikowski (gitara, wokal), Robert Wiśniewski (gitary, sample, syntezatory), Wojtek Górecki (bas) i Mikołaj Malanowski (perkusja).  Wokalistka  nie ukrywała faktu, że już niebawem zostanie mamą, wiec tak naprawdę zagrali  w „poszerzonym składzie”. I z tej właśnie przyczyny, zgoła innej niż takie rockowe gwiazdy jak Axl Rose, czy Ozzy Osbourne, Monika zaśpiewała dla nas, na siedząco. Ich krótki set nie pozwolił nam jednak utonąć w strugach deszczu, lecz w dźwiękach. Po kilku kompozycjach deszcz ustąpił, a mocne, świetne  brzmienie ich muzyki, łączące stonerową estetykę, z psychodelią, doom metalem i folkiem sprawiło, że publiczność zapomniała o zimnie.

Potem zagrały, trzy zagraniczne wyjątkowe muzyczne formacje. I pewnie można by się spierać, w jakiej kolejności powinny wystąpić i każdy w tej dyskusji miałby swoje argumenty. Jako pierwsza zagrała brytyjska formacja PURE REASON REVOLUTION. Zespół ma już na swoim koncie 6 krążków, jednak po wydaniu pierwszych trzech płyt zanotowali długą, 10-cio letnią przerwę. I choć zespół występował już kilkakrotnie w Polsce, jednak po swej reaktywacji jeszcze u nas nie grali. Koncertowy repertuar potraktowali bardzo przekrojowo,  prezentując 9 kompozycji, nie pominąwszy żadnej pozycji ze swojej dyskografii.  Zaczęli od „Silent Genesis” z „Eupnei”.  Prawdziwy szał, to jednak sama końcówka, kiedy to udało się zespołowi namówić do wspólnego odśpiewania, nie tak przecież łatwej kwestii z kompozycji „AVO” – „…Amor, amor vincit omnia…”. Nie będę ukrywał, że był to mój tegoroczny faworyt. Zespół, który w szczególności pragnąłem zobaczyć na żywo. I mimo tak wczesnej pory, niestety jeszcze w dziennym świetle, było warto !

Z odległej Kanady przyjechał do Inowrocławia ALEX HENRY FOSTER AND THE LONG SHADOWS. Trzeba przyznać że Kanadyjczyk wraz z zespołem, stworzyli wyjątkowy klimat pasujący do wieczornego, mrocznego nieba nad Inowrocławiem. Daliśmy się porwać w muzyczną podróż pełną emocji, wielowarstwowych dźwięków, narastających, hipnotycznych, przeplatanych poetyckimi narracjami. Foster, otoczony przez zespół stworzył widowisko dźwięku, światła i słowa. Kolejka po autografy, jaka ustawiła się po jego koncercie, zdecydowanie dłuższa, od tej w punkcie gastronomicznym, świadczy o tym, że artysta ma w naszym kraju, spore grono zagorzałych fanów.

Spośród trzech zagranicznych formacji, CRIPPLED BLACK PHOENIX był jedyną, która występowała w Inowrocławiu po raz drugi. Pierwszy raz miało to miejsce w roku 2019. Zespół ma wyjątkowo bogatą dyskografię, jeżeli chodzi o koncertową set-listę, jest więc z czego wybierać. Zaczęli od mocnego „Long Live Independence”, potem popłynęły bardziej psychodeliczny „Wyches and Basterdz” i „The Reckoning” z płyty „Banefyre”. Oprócz swoich autorskich kompozycji, sięgnęli również po te, które coverowali na swoich płytach: „Everything I Say”, „My Pal”.  Zagrali również  fragmenty starszego materiału: „Rise Up and Fight”,  jak i tego z nowszych płyt: „444”, „Lost”, by zakończyć bardziej liryczną kompozycją „We Forgotten Who We Are”.  Z upływem lat, człowiek chyba dojrzewa do pewnych form muzycznego wyrazu, bo tym razem ich koncert zrobił na mnie zdecydowanie większe wrażenie, niż ten z przed sześciu lat.

Udana sprzedaż reedycji płyt zespołu QUIDAM, wydanych przez GAD Records i Farna Records, były niezbitym dowodem na to, że jest ogromne zapotrzebowanie na muzykę zespołu, co w końcu doprowadziło do reaktywacji. Pierwszy ich koncert po wieloletniej przerwie, miał miejsce przed miesiącem, na Ostrów Rock Festivalu.  Już wtedy było wiadomo, że ten kolejny, będzie koncertem szczególnym, a to z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze, po raz pierwszy zespół będzie miał okazje wystąpić jako gwiazda, w swoim rodzinnym mieście. Po drugie, już wcześniej spekulowano, że będzie ich można zobaczyć w spektakularnym składzie.  Nie trudno było się domyślić, że chodzi o wokalistkę, która śpiewała w zespole przed Bartkiem Kossowiczem, Emilię Nazaruk Derkowską. Okazało się, że nie była to jedyna niespodzianka, bo na scenie pojawiła się również grająca na flecie Ewa Smarzyńska i pierwszy perkusista zespołu Rafał Jermakow. Dzięki temu, był to bez wątpienia przepiękny i niezapomniany koncert. Pierwsza część koncertu stanowił materiał z ponownie bogato wydanej przez Farnę,  płyty „Alone Together”. Zabrzmiał  również „Not So Close”,  jedyny rodzynek z płyty „SurREvival”, który przerodził się w „Hush”. Przepowiadana magia podziała się podczas bisów, kiedy to Emilia zaśpiewała ikoniczne, jeżeli chodzi o rodzimy rock progresywny „Sanktuarium” i „Bajkowy”, z fletami Ewy Smarzyńskiej. Ci, którzy nie mogli dotrzeć na Ino Rocka, będą mieli okazje zobaczyć zespół gdzieś w Polsce. Szykuje się obszerna trasę  koncertowa, jednak taki koncert jak ten w Inowrocławiu, pewnie już się nie powtórzy.

Tak się składa, że już za rok INO-ROCK osiągnie swoją pełnoletność! Szykuje się 18-ta edycja! Ciekawe czym zaskoczą nas organizatorzy, na tą okoliczność ?

Marek Toma

Zdjęcia: Michał Majewski – https://majmusic.com.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *