2025.08.16 – SILESIAN HAMMOND GROUP & PAULINA GOŁĘBIOWSKA – Katowice, Kato Blues Faces

Druga połowa sierpnia to zwykle najpiękniejsza pora lata. Wieczory są jeszcze długie i ciepłe. Upał nie doskwiera teraz tak mocno. Lipcowe burze dawno wyparliśmy z pamięci. Na horyzoncie nieuchronnie rysuje się już koniec wakacji, zatem warto korzystać z każdej wolnej chwili. A jaki jest najlepszy sposób na spędzenie luźnej sierpniowej soboty w mieście? Oczywiście koncert na świeżym powietrzu! Tu jak zwykle przychodzi nam z pomocą niezawodne Kato Blues Faces. Są otwarci i gościnni dla swojej bluesowej rodziny. Wszak od dobrej muzyki urlopu się nie bierze.

Plenerowa scena KBF to zupełnie świeża inicjatywa. Zbudowano ją dopiero pod koniec czerwca i w zamyśle miała służyć wykonawcom przez całe wakacje. Wprawdzie kapryśna pogoda parokrotnie zmuszała organizatorów do zmiany planów, jednakże kilka wydarzeń udało się pod gołym niebem zaprezentować. Do tej listy z dumą dopisuję sobotni koncert formacji Silesian Hammond Group z udziałem Pauliny Gołębiowskiej.

Zespół ten ma już ugruntowaną pozycję w środowisku lokalnych fanów bluesa. W roku 2019 zadebiutował świetnym albumem „Coming Home”. Na czele grupy stoi utalentowany klawiszowiec Jacek Zając. Jego pełna pasji gra na organach Hammonda definiuje brzmienie tej intrygującej mieszanki rocka, bluesa, jazzu, funky i kto wie czego jeszcze. Zając jest wirtuozem. Nie przesadzę pisząc, że to nasz śląski Jon Lord. Dodatkowo Jacek sprytnie markuje nieobecność basisty, wygrywając najniższe tony lewą ręką (tu z kolei kłania się stara szkoła nieodżałowanego Raya Manzarka).

Liderowi od początku towarzyszy w muzycznej podróży świetny gitarzysta Artur Dąbrowski. W aktualnym składzie (gdyż w nagraniu płyty nie brał jeszcze udziału) obu panów wspiera rewelacyjny bębniarz – Adam Barański. Od jakiegoś czasu z trójką instrumentalistów współpracuje też zjawiskowa Paulina Gołębiowska. Jej dźwięczny głos jest atrakcją wprost proporcjonalną do wizualnych walorów podziwiania wokalistki w akcji, co każdy miłośnik bluesa płci męskiej na pewno potwierdzi. Tymczasem skupmy się na aspekcie muzycznym.

Zgodnie z tradycją KBF koncert podzielony został na dwie części. Na wstępie trójka instrumentalistów przywitała nas skocznymi dźwiękami „Silesian Jam”. Po chwili do kolegów dołączyła Paulina i usłyszeliśmy „Feel No Mercy”.  Siłą rzeczy repertuar zdominowały kompozycje z debiutanckiej płyty grupy. Było więc „Help Me”, „Empty Heart” i mocno rozbudowane „Never Trust”. Pojawił się też premierowy numer „Romantic”, w którym pan gitarzysta miał okazję popisać się nie tylko zgrabną solówką ale również intrygującym motywem wykonanym z pomocą efektu „vocoder”.

Po chwili przerwy artyści poderwali nas do podrygiwania w takt dynamicznej wersji „Damn Your Eyes”. Z kompozycji autorskich pojawiły się natomiast „Sweet Song”, „It Can Always Be Worse” i tytułowy „Coming Home”. Przewidziany na pożegnanie „You Need Love” przerodził się w długą improwizację wyklaskiwaną rytmicznie przez słuchaczy. Artyści ukłonili się zgrabnie, udając zaskoczonych wołaniem o bis. Na dokładkę dostaliśmy więc kolejny song, którego na próżno szukać na pierwszej płycie Silesian Hammond Group. Nosi tytuł „Freedom”.

Pomysł szefostwa Kato Blues Faces na koncerty pod chmurką to przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Żywa muzyka najlepiej rozbrzmiewa wszak na otwartej przestrzeni. Na zewnątrz łatwiej też pomieścić wszystkich chętnych. A do tego dochodzi dodatkowy walor – edukacyjny. Otóż lokalizacja sceny plenerowej na samym środku poczciwej ulicy Staromiejskiej skłania przypadkowych przechodniów do zatrzymania się i posłuchania. Część z nich zostaje na dłużej, niektórzy do samego końca. Łapią rytm, kiwają głowami, zaczynają podrygiwać w rytm muzyki. A to daje nadzieję, że może kiedyś wrócą do KBF jako świadomi odbiorcy, spragnieni bluesowej sztuki. I oby tak się stało. Lepszej puenty już dziś nie wymyślę.

Michał Kass

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *