2025.08.02 – IRON MAIDEN – Warszawa

Iron Maiden ponownie w Polsce! Ktoś policzył, że to był trzydziesty występ Brytyjczyków w naszym kraju! Od początku wiedzieliśmy, że istotą trasy jest promocja złotego okresu działalności zespołu, czyli od jedynki do „Fear of the Dark”. Taka deklaracja zapewniała liczne pojawienie się fanów. W sumie to całkiem sprytny pomysł aby myśl przewodnia w pewien sposób nawiązywała do klasyki. Przecież już poprzednia trasa łączyła czasy „Somewhere in time” z najnowszą płytą. Pochwalam takie inicjatywy. Wówczas wilk syty…

Polski koncert był ostatnim występem na tej trasie. Przyznam, że obawiałem się o kondycję heavy metalowych weteranów. Latka lecą, czego dowodem jest rezygnacja Nicko McBraina z gry w zespole. I o ile trzeba przyznać, że Nicko był osobowością, tam Simon Dawson kompletnie nie dał poznać fanom różnicy w jakości odgrywanych utworów. Wracając do podjętego tematu. Najbardziej chyba obawiałem się o kondycję wokalisty. Był przecież taki czas, że po operacji gardła, głos Dickinsona był nieco zgaszony. Jakież zatem było moje zdziwienie, kiedy Bruce dawał czadu ponad dwie godziny!

Zasadniczą różnicą, podczas kolejnych tras Żelaznej Dziewicy jest organizacja sceny. Całkiem niedawno doświadczyliśmy vintagowego podejścia z rekwizytami, dmuchanymi potworkami (wersjami Eddiego) i samolotem zbliżonym do oryginalnych rozmiarów. Tym razem każdy utwór był opatrzony w wizualizacje. A filmiki te robiły mega wrażenie. Od początku koncertu – utworów instrumentalnych a podczas nich wycieczki przez Londyn lat siedemdziesiątych i miejsca znane nam z tekstów i historii zespołu, po genialny film odtworzony podczas „Rime of the Ancient Mariner”. Kapitanie wyglądała scena podczas „Hallowed by the Name”, kiedy można było pomylić prawdziwego Bruce’a z wyświetlaną postacią na ekranie, ja zorientowałem się dopiero kiedy wspiął się po ścieżce w głąb scenerii. Gigantyczny Eddie który w pewnym momencie górował nad całą sceną, sprawiał trójwymiarowe wrażenie. Efekt do zapamiętania na kolejne lata!  Poza tym oczywiście Edki w różnych postaciach pojawiające się na scenie, Bruce przebierający się i korzystający z rekwizytów. Światła, dymy, pirotechnika! O tak, tego każdy oczekuje od idealnego show!

Nie mogło zabraknąć wspólnego śpiewania z publicznością, przecież wiele utworów Maiden jest już pisanych pod tym kątem. Konferansjerka, też nie ograniczyła się do minimum. Bruce wspomniał osoby, które miały wpływ na zespół taki jakim jest, w tym zmarłych byłych wokalistów. Komplementował nasz kraj, wspomniał o Dywizjonie 303, chwalił polskich fanów, nasz alkohol… nawet w pewnym momencie zamarkował toast. Ciekawe czy faktycznie w manierce była woda, czy to był tylko przyczynek do zapowiedzi „Marinera”. Te dwie godziny i kwadrans to na pewno zbyt mało dla zagorzałych fanów formacji.

Zatem na koniec frontman obiecał powrót zespołu do naszego kraju, co wzbudziło powszechny entuzjazm. Sam jestem ciekawy jaki będzie temat przewodni kolejnej trasy Iron Maiden. A może do tego czasu nagrają nowy album i przyjadą do naszego kraju w ramach jego promocji? Ja na pewno zamelduję się podczas kolejnej wizyty Maiden. Nawet jeśli odbędzie się ona na PGE Narodowym. Jest nawet plan wybrania się na kilka koncertów w ramach trasy, znajomi namawiają już na Pragę i Berlin. A ja pewnie ulegnę tym podszeptom 😉

Piotr Spyra

Organizatorem koncertu był Live Nation

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *