2025.07.13 – ŚLĄSKA GRUPA BLUESOWA – Katowice, Kato Blues Faces

Kato Blues Faces jest miejscem magicznym. Dzieją się tu wydarzenia wyjątkowe. Ich niepowtarzalność tylko po części wynika z dobrze zaplanowanej strategii szefostwa. Swoje przysłowiowe trzy grosze dokłada również dzieło przypadku (lub zrządzenie losu – jak kto woli). W gościnnych murach klubu spotykają się czasem składy jednorazowe, zawiązane specjalnie na tę okazję. Świadkiem takiej właśnie sytuacji byli uczestnicy niedzielnego koncertu Śląskiej Grupy Bluesowej.

Występ formacji zaplanowano w ramach projektu „Street Blues”. Jest to organizowany corocznie w centrum Katowic cykl imprez plenerowych. Niepokojące prognozy meteorologiczne skłoniły organizatorów do rezygnacji z umiejscowienia koncertu na scenie letniej przed klubem. Imprezę przeniesiono więc do wewnątrz. Co najmniej połowa słuchaczy zdecydowała się jednak pozostać na swoich miejscach pod chmurką. Chyba dobrze wybrali. Stamtąd też nieźle słychać – za to zdecydowanie łatwiejszy dostęp do świeżego powietrza. W środku klubu panował bowiem niemiłosierny żar tropików. A zapowiadana burza ostatecznie ominęła Katowice bokiem.

Nie na tym jednak polega unikalność omawianego koncertu. Sprawił to układ personalny występujących. Anonsowany wcześniej gościnny udział Grzegorza Kapołki nie stanowił dla mnie tajemnicy. Nie przypuszczałem jednak, że jego rolą będzie tym razem zastąpienie nieobecnego z przyczyn losowych kierownika muzycznego grupy – Leszka Windera. Poczynania ŚGB śledzę od lat – niemniej pierwszy raz zdarzyło mi się zobaczyć ich w akcji bez swojego szefa. Na szczęście wybór tymczasowego zastępstwa okazał się najlepszym z możliwych. Pan Grzegorz jest wszak gitarzystą fenomenalnym, co potwierdza jego imponujący dorobek płytowy oraz ogromny szacunek w środowisku fanów rocka i bluesa – a zwłaszcza jazzu.

Już od pierwszych dźwięków „Wczoraj byłem w kinie” słychać było, że Grzegorz Kapołka doskonale przygotował się do tego koncertu. Ów skoczny song autorstwa nieodżałowanego Jasia „Kyksa” Skrzeka oparty jest wszak na charakterystycznym układzie akordowym. Tego nie da się zagrać „od czapy”. Gitarzysta wypadł świetnie. Jednakże dopiero w zagranym jako drugi numerze „Dni nie moje” pan Grzegorz pokusił się o długie solo. Miał o tyle ułatwione zadanie, że trzon formacji to świetnie zgrana ekipa: czarujący błyskotliwymi partiami klawiszy Krzysztof Głuch, czujny basista Mirek Rzepa, tryskający wigorem Maks Ziobro na perkusji, jedyna i niepowtarzalna wokalista Agnieszka Łapka oraz facet, o którym nieprzypadkowo mówi się „król harmonijki ustnej” – Michał Kielak. Przy takich zawodnikach można czuć się bezpiecznie.

W związku z przypadającą w tym roku dziesiątą rocznicą odejścia Janka Skrzeka program koncertu zdominowały kompozycje wywodzące się z repertuaru legendarnego śląskiego bluesmana. Jako trzeci zabrzmiał więc „W Siemianowicach jest dzielnica” a po nieco frywolnym „Sweet Home” jeszcze skoczny „Nikt nie zawróci kijem Wisły”, w czasie którego wiecznie uśmiechnięty Maks zaserwował nam długie solo bębnów.

Po obowiązkowej dwudziestominutowej przerwie o podtekście bufetowym zespół powrócił do songów „Kyksa” w balladzie „Rajska kuźnia wujka Hanka”, wzbogaconej długą jazzową solówką gitarową. Z kolei Michał Kielak dał popis swoich niebagatelnych umiejętności harmonijkowych w przebojowym „Bo takie są dziewczyny”. Grupa powróciła na moment do swojej ostatniej płyty „Tu i teraz”, z której wybrzmiał bujający „Możesz móc” oraz żwawy „Ty wybierasz”.

Kielak pełniący tego dnia rolę zastępczego konferansjera zapowiedział tymczasem finał koncertu. Zgodnie z tradycją była to „Modlitwa bluesmana w pociągu”. Mocno rozbudowana wersja w pewnym momencie niespodziewanie przerodziła się w „Who KnowsJimiego Hendrixa! Oj, poszaleli tu sobie nasi wykonawcy.

O tym, że wysoka temperatura przejawiała się nie tylko w stopniach Celsjusza – ale również w poziome rozochocenia publiczności – świadczyło gromkie domaganie się bisów. I były, a jakże. Najpierw emocjonalne (jak zawsze) „O mój Śląsku” a już zupełnie na koniec bardzo lubiany przez Jasia „Sztajger”. Dobrze, że Kato Blues Faces otwarte jest dla swoich sympatyków również w okresie wakacyjnym. Lato w mieście o wiele przyjemniej upływa w rymie bluesa.  

Udany był ten koncert. Inny niż zwykle – ze względu na gościa specjalnego. Ale nawet w swoim podstawowym składzie Śląska Grupa Bluesowa stroni od powtarzalności, oferując nam za każdym razem odmienną przygodę duchową. Wszak „życie trwa tu i teraz”.

Tekst: Michał Kass

Zdjęcia: Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *