2024.03.02 – NAKED ROOT – Kielce – Chicago Club

Pamiętacie może cykl koncertów zwanych „Najmniejszy koncert świata”? Jeśli nie to szybko wyjaśnię, iż był to cykl wyjątkowych koncertów dla maksymalnie dziesięciu, a późniejszym okresie dla dwudziestu osób, które wygrały specjalne bilety w jednej ze stacji radiowych. Wśród artystów, którzy zdecydowali się zagrać taki kameralny koncert, znaleźli się między innymi Myslovitz, Kult, Lech Janerka, Tilt, T. Love czy Homo Twist. Początkowo koncerty odbywały się w jednej z warszawskich kamienic. Z czasem jednak koncerty organizowano w Alvernia Studios pod Krakowem. Dlaczego przypominam o tym cyklu koncertów, które były organizowane pomiędzy 2006 a 2014 rokiem? Ponieważ siedząc na przy barowym krześle i słuchając koncertu łódzkiej formacji Naked Root w kieleckim klubie „Chicago”, uczestniczę w bardzo kameralnym, najmniejszym koncercie świata. Zanim jednak opiszę swe wrażenia z występu, muszę oddać kilka słów na temat samego miejsca, w którym ów koncert miał miejsce. Nieczęsto trafiają się takie miejsca, gdzie można sobie ot tak z ulicy przyjść i posłuchać dobrej muzyki na żywo czy pojamować, mając do dyspozycji ważny argument w postaci doskonałej akustyki. Zarówno miejsce jak i sama postać właściciela klubu- Tomasza „Orła” Orłowskiego kojarzyła mi się z nie istniejącym już krakowskim klubem „Pod Przewiązką”, gdzie dziennikarz Radia Kraków- Jerzy Skarżyński- prezentował rockowe i metalowe płyty, czy koncerty ówcześnie wydane na kasetach VHS. Różnica jest taka, że w kieleckim klubie można posłuchać muzyki na żywo przy szklankach piwa stojącym na gablotach z różnymi ciekawymi niemal muzealnymi eksponatami- jazzowe trąbki, różnego rodzaju stare monety, na scenie w kącie najprawdziwszy Hammond. Tak to miejsce ma wyjątkowy klimat, nieco na uboczu od głównego traktu miejskiego. A w środku półtoragodzinny set, który Naked Root zaprezentował wieczora drugiego marca 2024 roku. Nie ukrywam, że miałem obawy czy zespół widząc kameralność miejsca, da z siebie wszystko. Ta wątpliwość bardzo szybko została rozwiana, kiedy za mikrofonem stanęła Jola Górska i wydała pierwsze dźwięki „Numb Affection”. Już wtedy było wiadomo, że będzie dużo lepiej niż w wersjach studyjnych. Mogę to rzec z pełną stanowczością. Zespół o wiele lepiej brzmi na żywo, niż z płyty. Słychać to po świetnej grze na gitarze Tomka Krawczyka, czy fantastycznie brzmiącego basu Tomka Hubickiego. Zespół tego wieczoru skoncentrował się na prezentowaniu utworów z najnowszego albumu „Hipnagogia”. I nadal się będę upierał, ze klawisze Arka Wieczorkowskiego w kompozycji „Ta noc” brzmią niezwykle purplowsko- zupełnie jakby nagle ożył wspomniany wcześniej Hammond. Jola wspomagała się podczas koncertu również ciekawymi efektami, które dyblowały nieco jej głos. Czasami to się kapitalnie sprawdzało, lecz w jednym z utworów odnosiłem wrażenie, jakby gdzieś ten efekt wywoływał fałszowanie wokalu. Na szczęście jednak to był jedyny zgrzyt, jaki miałem, ponieważ wokalistka ma głos jak dzwon i potrafi nim porządnie przyłożyć. Pomimo iż zespół prezentuje mocny, ciężki rock nie zabrakło także chwil na balladę, jaką była „Dolina snów”. Wykonanie to sprawiło, że miałem na sobie ciarki. To jeden z wielu momentów kiedy żałowałem, że nie ma większej ilości słuchaczy, ale z drugiej strony miało to też swój urok. Taki intymny, wręcz magiczny. Niewątpliwie był to też taki wieczór, rockowy, z dobrą muzyką, której polecam, by ją poznawać. W szczególności na żywo.

Mariusz Fabin

Setlista:

  1. Numb Affection
  2. Joy Toy
  3. Cierń
  4. Ciemna Sieć
  5. Ta Noc
  6. Angel With Broken Wings
  7. Zjawa (Lęk I)
  8. Kat (Lęk II)
  9. Dolina Snów
  10. Bez Wytchnienia
  11. Moja Siła
  12. Way Down
  13. Zagubieni
  14. Już Czas
  15. Now And Then
  16. Cris
  17. Anytime Anywhere

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *