2022.10.23 – SEPULTURA, SACRED REICH, CROWBAR – Wrocław

221023sepultura

Sepultura na swojej europejskiej trasie wyprzedaje koncert za koncertem. Nie inaczej było w naszym kraju. Wspierani przez Crowbar i Sacred Reich, Brazylijczycy zagrali we wrocławskim A2 dla kompletu rozentuzjazmowanej publiczności.

Wiedziony kultowym tekstem, że najbardziej podobają mi się piosenki, które już znam, przygotowałem się do występu Crowbar, osłuchując ich nowy album. Ciekawy byłem konfrontacji z tym materiałem na żywo. Efekt przerósł oczekiwania. Ekipa z Luizjany wyszarpała nam bebechy a wśród publiczności można było zaobserwować potakiwanie aprobaty i uśmiechy zachwytu. To było nieprawdopodobne. Brzmienie, jakie uzyskali było moim zdaniem jeszcze bardziej mięsiste i potężne niż na płycie. Kirk Windstein postanowił ograniczyć interakcje z publicznością do absolutnego minimum, Crowbar skupił się zatem na tym by odegrać swój set. Pod koniec lider trochę się wyluzował i namawiał publiczność do skandowania nazwy zespołu. A efekt był taki, iż można było odnieść wrażenie, że Crowbar jest co najmniej co-headlinerem. Trzy kwadranse jakie wypełnił ich set to była istna przekrojówka. Przyznać trzeba że po ich występie można było mieć obawę czy kolejne zespoły dorównają brzmieniowo otwieraczowi.

Przyznam szczerze, że najbardziej napalony byłem tego wieczoru na koncert Sacred Reich. Zresztą ich ostatni, porządny album połechtał mnie, a jeśli chodzi o klasyków thrashu, tej grupy jeszcze na żywo nie dane było mi zobaczyć. Obawy co do brzmienia sprawdziły się. Być może dlatego że utwory Sacred Reich powinny być bardziej selektywne, a może różnica wynikała z odmiennego charakteru wokaliz. Nie dość, że Phil Rind rozpoczął od utworu, który ma najbardziej wymagające górki na nowej płycie, to jeszcze kilka utworów zajęło mu rozgrzanie głosu. Sam zacząłem się zastanawiać czy to kwestia repertuaru, bo faktycznie z utworu na utwór sytuacja poprawiała się. Do tego koncertu przygotowałem się jeszcze bardziej solidnie. Podpatrzyłem setlistę z poprzednich koncertów i utworzyłem sobie taką składankę na serwisie streamingowym, którego używam. Nie byłem zatem zaskoczony, a każdy kolejny utwór chłonąłem jak gąbka. Sacred Reich pozwolili sobie na więcej kontaktu z publicznością. Było zatem przedstawienie zespołu, przy tej okazji nawiązanie do polskich korzeni muzyków. A w związku z tym że teksty grupy bywają zaangażowane społecznie i politycznie nie zabrakło kilku zapowiedzi i wyłożenia publiczności znaczenia tekstów. Fakt faktem, że poprzednicy trochę skradli im show, ale mimo wszystko chłopaki nie odstawili popeliny. Oczywiście promując ostatni album, to z niego zagrali najwięcej kawałków, ale z klasyki również czerpali garściami. Publiczność wyraźnie ożywiła się na dźwięki klasycznego „Surf Nicaragua” – a wiele osób które dotychczas okupowało tylne rzędy, puściło się pędem do mosh-pitu.

Nie wiedzieć dlaczego o brzmienie gwiazdy wieczoru byłem spokojny. Sepultura zabrzmiała tak porządnie, jak tylko można. Po prostu – WOW! Po trzech utworach musiałem się przenieść na nieco oddaloną pozycję, młyn rozrastał się z każdym kawałkiem, a jako ze miłe mi moje okulary, nie chciałem ryzykować wciągnięcia do żywiołowej zabawy… choć przyznam, że kusiło. Headliner miał jeszcze lepszą oprawę świetlną niż poprzednicy. Efekt dopełniało doskonałe brzmienie. Zauważyłem też że okładkowa moneta w tle za sceną, oświetlana na różne sposoby wyglądała bardzo ciekawie. Przyznam, że bieżący repertuar grupy bardzo mi pasuje, a fakt że wymiksowany był z klasykami sprawił, że nie miałem uwag. Zespół pozwolił sobie na otworzenie kilku wstępniaków z taśmy, ale tym większy szacunek za wykorzystanie gitary akustycznej przy okazji odgrywania „Guardians of Earth”. Adreas Kisser zaangażował się kilkukrotnie w konferansjerkę i było widać że zespół jest zachwycony przebiegiem trasy i odbiorem przez publiczność na tym koncercie. Spore wrażenie zrobił na mnie perkusista grupy. Jego niebanalna gra na albumach studyjnych musi się podobać ale fakt, że nie traci nic na żywo – po prostu zapiera dech. Fakt, faktem że sięganie w czasy Arise, Chaos A.D. czy Roots wywołało największy aplauz, ale publiczność bawiła się wyśmienicie przez cały koncert.

Wprawdzie Sepultura zagrała półtoragodzinny set, to mimo niedosytu nie można mieć pretensji. Wszyscy opuszczający A2 mieli satysfakcję na twarzach, jak również niżej podpisany.

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *