2018.05.07 – FISH – Chorzów

fish_poster_chck

o był wyjątkowy wieczór… Z kilku powodów. Fish jest częstym gościem w Polsce, tym razem jednak nie przyjechał do nas w ramach tournée, lecz specjalnie na jeden koncert. Ale też okazja była szczególna – oficjalna inauguracja tegorocznej edycji Vinyl Festivalu. To kolejna ciekawa inicjatywa kulturalna w Chorzowie, stawiająca na muzykę z najwyższej półki.

Powód drugi? Setlista – Fish wykonał w całości klasyczny album Marillion „Clutching At Straws”. Ba! Zaśpiewał nie tylko utwory z podstawowej wersji płyty, ale również rarytasy. Trzy utwory z tamtej sesji zabrzmiały na żywo w naszym kraju po raz pierwszy!

Powód trzeci: to był nie tylko koncert. Zanim z głośników popłynęły pierwsze dźwięki „The Voyeur” (I Like To Watch”), Artysta zasiadł na dużej, czerwonej sofie z lampką czerwonego wina. Spotkanie prowadzone przez Michała Kirmucia, dziennikarza „Teraz Rocka” (i aktualnego gitarzystę Collage) trwało około 45 minut. Fish opowiadał dużo o nowej płycie „Weltschmerz”.
– To będzie płyta o nas. Nie chciałem pisać o polityce, korporacjach, czy Donaldzie Trumpie. W każdym z tekstów pojawi się motyw związany z kwiatami lub roślinami, co stanowiło dla mnie duże wyzwanie przy tworzeniu – mówił Wielki Szkot. Obiecywał również dużo brzmieniowych smaczków. No i zapowiedział – niestety- że „Weltschmerz” to jego ostatni studyjny album i że chce się pożegnać z fanami w wielkim stylu…

Powód czwarty… To było coś więcej niż koncert z jeszcze jednego powodu. W poniedziałkowy wieczór Fish toczył bowiem na scenie heroiczną walkę… Walkę z samym sobą, z własnymi słabościami. Widać było, że cierpiał, że dokuczał mu straszny ból nóg… Niektóre partie zaśpiewał na siedząco.

Ale podchodził do tego z dystansem, często obracał dolegliwości w żart. Wokalnie wciąż się broni, a sceniczną charyzmą mógłby obdzielić kilku młodszych kolegów po fachu… Wystarczył jeden gest, by wszyscy – jak na komendę – poderwali się z krzeseł i akompaniowali klaskaniem w przebojowym „Incommunicado”…

Fish i czwórka towarzyszących mu instrumentalistów rozpoczęli od czterech utworów z solowych albumów Szkota. Pierwsze dźwięki „Hotel Hobbies” zwiastowały początek podróży trzy dekady wstecz. Do płyty „Clutching At Straws”… Przepięknie zabrzmiała zwłaszcza finałowa sekwencja „White Russian” – „Sugar Mice” – „The Last Straw” (z chóralnym udziałem publiczności).

Mimo wspomnianych wyżej kłopotów ze zdrowiem, Fish zaśpiewał jeszcze dwa bisy. Najpierw „Tux On” (jedna z trzech perełek, które wreszcie doczekały się premiery na żywo), a na koniec jeszcze raz sięgnął po coś z solowej dyskografii – fragment „Perfume River”.
To był naprawdę wyjątkowy, magiczny wieczór…

Robert Dłucik

P.S. Muzyka Marillion i Fisha rozbrzmiewała w Chorzowskim Centrum Kultury również przed, podczas przerwy i po zakończeniu koncertu. Oczywiście z winyli na sprzęcie wysokiej klasy. Taka wisienka (truskawka?) na torcie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *