Chorzowska Leśniczówka – jej aurę, idealnie odzwierciedlał plakat,
reklamujący to wydarzenie. O tym, że jest to wyjątkowe miejsce, może coś
powiedzieć zespół Brian Connect – grali tutaj niejednokrotnie. Występ
przed Siena Root – szwedzkimi tuzami retro rocka, to jednak wydarzenie
szczególnej wagi. Zespół występował już jednak wcześniej, przed
znanymi, cenionymi markami . Tak się składa, że mają szczęście do
Szwedów (wcześniej, grali m.in. przed: The Flower Kings i Karmakanic).
Większego stresu więc chyba nie było, gdy Jan Mitoraj – gitara, Marcin
Szlachta – bas, klawisze, Przemysław Całus – perkusja, Krzysztof Walczyk
– Hammondy, klawisze, zameldowali się na malutkiej scenie chorzowskiego
klubu.
Podczas ich koncertu, zwykle nie pada zbyt wiele słów. Wszystko co
najlepsze, ekipa z Zawiercia wyraża za pomocą dźwięków. Na wstępie,
padło jednak zdanie: „Przyszliście na Siena Root, my was
rozgrzejemy…”. I rozgrzali. Gitara Janka Mitoraja, często bywała
czerwona (dosłownie i w przenośni). Między innymi, posługiwał się
wiosłem, jakie widnieje na okładce ich płyty „Think Different”. Tego
wieczoru, w jego rekach znalazło się jeszcze coś, co było pewnym
zaskoczeniem – mandolina. Muzyka Brian Connect jest bardzo
wielopłaszczyznowa, często zahacza, o jazzowe klimaty. Gdyby poszukać
pewnych elementów wspólnych, z jednak mniej złożoną muzyką Siena
Root, można by je znaleźć – głównie, w przepełnionym „głęboką purpurą”;
brzmieniu Hammondów. Brain Connect, zagrał nieco okrojony materiał, z
ich jedynej (jak na razie), płyty długogrającej. Na stoisku do kupienia
dostępne zostały, dosłownie ostatnie egzemplarze.
I tutaj żal i pewna nauczka, aby nie zjawiać się na koncercie, nie na
ostatnią chwilę. Płyty Siena Root wysprzedały się jak ciepłe bułeczki.
Popyt był wieki i niestety zabrakło. Muzyka retro-rockowa, ma ciągle
duże powodzenie, świadczą o tym liczne trasy koncertowe i ich
frekwencja. W niewielkim odstępie czasu nasz kraj oprócz Siena Root,
odwiedzali również ich młodsi krajanie z Blues Pills, a także
Brytyjczycy z The Brew.
Krótka przerwa, po której można było się poczuć, jak przebieżce
wehikułem czasu, przenoszącym nas do początku lat siedemdziesiątych,
ubiegłego stulecia. Na niewielkiej scenie pojawiła się ekipa z
Sztokholmu. Już sam ich ubiór, jak z czasów Flower Power (kolorowe
koszule, skórzane kamizelki, spodnie, w dzwony…). Vintage-owy
klimat, w każdym calu – oldschoolowe brzmienie instrumentów: gęste
hammondowe tła, siarczyste gitarowe solówki, świetne dialogi gitary i
klawiszy, klimatyczny bas, wyraziste bębny, a do tego mocny,
konkretny, blues-rockowy wokal. Wszystko podane, z pewną dozą
psychodelii. Palce lizać! Koncertowa set-listę, zdominowały kompozycje, z
wydanego w 2004 roku albumu „A New Day Dawning”; (szczególne wrażenie
zrobił na mnie tutaj „Little Man”), oraz, jak na razie ostatniej płyty,
z 2014 roku – „Pioneers”; ( tutaj prym wiodła rewelacyjna kompozycja
„In My Kitchen”). Zespół pochwalił się również swoim premierowym
materiałem – singlowym „Tales of Independence”. Jako ostatni bis,
zabrzmiała natomiast, zupełnie nowa muzyka, z przygotowanego do wydania
albumu.
Szwedzi z Siena Root, w ciągu trwającej prawie 20 lat kariery i wydaniu
pod swoim szyldem pięciu longplay’ów studyjnych, oraz podwójnego albumu
koncertowego, po raz pierwszy zawitali do Polski, odwiedzając Gdańsk,
Warszawę i Chorzów. Wkrótce planują wydać kolejny album studyjny. Po tak
gorącym przyjęciu, chyba można wierzyć, że przyjadą znowu, aby się nim
pochwalić.







Tekst: Marek Toma
Zdjęcia: Grzegorz Galuba



















































