2017.01.28 – HAPPYSAD – Sosnowiec

happysad2

Happysad to znakomity przykład zespołu, który na żywo wypada jeszcze lepiej niż w studiu nagraniowym. O tym przekonali się wszyscy zgromadzeni, którzy w sobotni wieczór wybrali się do sosnowieckiej „Muzy”.

Na samym wstępie trzeba zaznaczyć, że był to koncert przełożony z grudnia, obejmował więc repertuar z ostatniej trasy. Muzycy stawiali przede wszystkim na numery z trzech ostatnich studyjnych albumów – „Jakby nie było jutra”, „Ciepło/zimno” oraz „Mów mi dobrze” – rzadziej sięgając po wcześniejsze dokonania. Usłyszeliśmy jedynie obowiązkowe „Zanim pójdę”, „Łydkę”, „Mów mi dobrze”, a także „Długą drogę w dół”. Po cichu pewnie wielu liczyło (w tym i ja), że może po raz pierwszy Happysad wykonają kompozycję „Nadzy na mróz”, która zapowiada płytę „Ciało obce” (premiera 10 lutego), jednak na to jeszcze chwilę będziemy musieli poczekać.

Wracając jednak do koncertu: 22 utwory, prawie dwie godziny obcowania z kapelą w znakomitej formie. Nikt nie mógł po zakończeniu koncertu czuć się rozczarowany. Happysad zrobili to, co do nich należało – zaprezentowali energetyczny set, który nie pozwalał usiedzieć widowni (przynajmniej jej części, bo na sali nie zdemontowano krzesełek) na swoich miejscach. Najlepsze momenty? Wyróżnię kilka. Na pewno „Ciała detale” w bardziej rockowej aranżacji, „Nie ma nieba”, czyli prawdopodobnie najostrzejszy numer w repertuarze grupy i zarazem koncertowy killer oraz „Tańczmy”, który – jak sam tytuł wskazuje – zmusza do poruszania biodrem albo przynajmniej skakania. Co kto lubi. To moi faworyci. Wypada wspomnieć o samych wykonawcach, zwłaszcza, że po raz pierwszy mogłem podziwiać Happysad w składzie sześcioosobowym. Nowi członkowie – Maciej Ramisz oraz Michał Bąk – cechują się na pewno największym muzycznym ADHD wśród zespołu. Podczas występu nawet, gdy mieli przerwę od grania, nie potrafili stać nieruchomo. Po prostu wulkany energii, co tylko świadczy, że ich zatrudnienie było strzałem w dziesiątkę.

No cóż na sam koniec pozostaje mi tylko napisać, że Happysad zajmują w moim rankingu obecnie wysokie miejsce, jeśli chodzi o występy na żywo. Kiedy przypominam sobie ich pierwszy koncert, na którym byłem, bodajże w 2010 roku, widzę jak bardzo się rozwinęli w tym temacie. Rozbudowali scenografię (świecące „słupki” – rewelacyjny pomysł), muzycznie udoskonalili swoje utwory – zrobili wszystko, aby być na samym szczycie rockowej ekstraklasy w naszym kraju.

happysad1
happysad3
happysad4
happysad5
happysad6

Szymon Bijak

Fot: Piotr Wyparło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *