2014.11.22 – Osada Vida – Chorzów

22 listopada to był dzień trudnego wyboru. W tym samym czasie w trzech miejscach województwa śląskiego odbywały się trzy ważne wydarzenia muzyczne. Do Sosnowca przyjechali chłopaki z Tides from Nebula, do Katowic zawitali muzycy zespołu Tune a Ci którzy mieli najbliżej pojawili się w chorzowskiej Leśniczówce. Osada Vida czyli chyba najjaśniejsza gwiazda skromnych progów miasta Piekary Śląskie zagrała premierowy, polski koncert promujący najnowszy album „The After Effect”. A ponieważ na koncertach dwóch poprzednich ekip byłem już w tym roku wybór padł na Osadników, których nie widziałem już od ponad rok na scenie.

Gdy zawitałem do Leśniczówki i zobaczyłem uśmiechnięte twarze członków zespołu wiedziałem, że ten wieczór będzie udany. Jest tak niesamowita chemia między nimi, że to widzi się od razu. Pojawienie się już wcześniej w szeregach Osady Marka Majewskiego, od którego bije takie niesamowite ciepło ze sceny oraz dwóch nowych instrumentalistów: Marka Romanowskiego i Jasia Mitoraja – profesjonalistów w każdym calu powoduje, że zespół nabrał nowych kolorów. Progresywnych kolorów…

Osadników był to czas
Na wędrówkę zabrali wszystkich nas
Po meandrach dźwiękowych
Stricte tego wieczora rockowych


Piętnaście minut po 20 pojawili się na scenie przywitani gromkimi brawami pełnej tego dnia Leśniczówki. I muszę przyznać, że ani Ja, ani sam zespół nie spodziewał się takich tłumów. Jednakże fani dobrego rocka nie zawiedli. Atmosfera była typowo familijna. Dodatkowym wsparciem dla zespołu był fakt, że były gitarzysta zespołu Bartek Bereska, również pojawił się na koncercie skromnie chowając się gdzieś w pobliżu konsolety za co nie omieszkał podziękować mu Marek dwukrotnie podczas koncertu.

Zaczęli od „Mighty World” z poprzedniego albumu „Particles”. Zresztą tego wieczoru prym wiodły utwory z dwóch ostatnich albumów zespołu z małymi wycieczkami na „The Body Parts Party” i „Uninvited Dreams”. Myślę, że też spowodowane było to wszystko tym, iż Marek Romanowski stosunkowo niedawno dołączył do zespołu i nie zdążył ograć wszystkich numerów z pozostałymi muzykami. Zresztą podczas grania jednego z utworów sam Marek stwierdził, że on tylko słyszał ten utwór a nigdy go nie ogrywał. Uwierzcie mi na słowo nie było tego widać, ani słychać.

Czas powiedzieć coś o nowych kawałkach, które po raz pierwszy można było usłyszeć podczas tego wieczoru. Trzeba przyznać, że brzmią wyjątkowo soczyście. I to nieważne czy jest to mocniejsze „King of Isolation” czy spokojniejsze „I’m not Afraid”. Tak naprawdę podczas samego koncertu nie było tego słychać a Ja też przyszedłem na ten koncert bez przesłuchania albumu, ale może w przyszłości do części live Osadnicy włączą jakieś skrzypce tak jak to się stało na samej płycie. Byłaby to zupełnie nowa jakość w historii zespołu. Zresztą dwie ostatnie płyty to wspaniały materiał na akustyczne show. I wierzę, że kiedyś się takiego doczekamy.

Łukasz wymachiwał basem
A i żartem rzucił czasem
Marek nas rożdżką czarował
Magią zaklętą w głosie swym nami kierował


Wracając jednak do meritum… Koncert trwał w najlepsze, Marek złapał świetny kontakt z publicznością… i w drugiej części koncertu zabrzmiał chyba najbardziej energetyczny utwór w dyskografii zespołu czyli „Stronger”. Wtedy to wszyscy wstali i klaskali oraz skakali pod sceną podśpiewując refren z wokalistą. Chemia w czystej postaci. Dodatkowo zachowanie wszystkich w zespole uwidaczniało jak dobrze czują się podczas tego wieczoru. Łukasz z Markiem na lewo i prawo „rzucali” żartami, które były w dobrym guście, więc śmiechu było co niemiara. Zresztą padło takie stwierdzenie, że Osada Vida to najbardziej żartujący zespół na scenie. I chyba coś w tym jest.
Pojawił się także fragment improwizacji jak jeden po drugim zaczęli wybijać rytmy na swoich instrumentach i złożyło się to na krótko na nową, spójną całość. To tez pokazuje jak wiele potencjału jest w tych chłopakach.

Drugi Marek za perkusją schowany
Ale w całej Leśniczówce świetnie był słyszany
R6 paluszki swoje do klawiszy przykładał
I piękne dźwięki dla nas składał


Warto jeszcze wspomnieć o „Sky Full of Dreams”. Dawno nie słyszałem tak piosenkowego a zarazem ambitnego kawałka, który stara się wskoczyć na Listę Przebojów Trójki i myślę, że niebawem się to uda. Wierzę w to, trzymam kciuki i głosuję co tydzień. Na koncercie również była to wspaniała podróż po niebiańskich marzeniach. Muzyczna podróż oczywiście… która zakończenie miała odśpiewanym gromkim „Sto Lat” dla szanownego jubilata. W tym dniu Marek Romanowski obchodził swoje urodziny i dostał w prezencie od kolegów piękną grafikę. Zresztą już po zakończeniu koncertu z jednego z kątów był bis życzeniowy, gdy sprzęt składany był m.in. przez Marka.

Jednakże oczywiście publiczność nie pozwoliła zakończyć tej podróży tak szybko i pojawił się jeszcze suplement w postaci dwóch kawałków: „Is that devil from Spain too?” (to właśnie tego utworu Marek nigdy nie grał) oraz „Lies”. I dwie godziny minęły tak szybko jak uderzenie pioruna. I tak jak ono zostawia po sobie znak na Ziemi, tak i ten koncert odbił swoje piętno w moim sercu. I na zawsze pozostanie.

W końcu Jasiu gitarzysta szalony
Wymiatał na gitarze aż gryf był przypalony
A my słuchaliśmy ich w skupieniu
Unosząc swoje dusze na muzycznym sklepieniu.


Ważnym aspektem było również ustawienie instrumentów i wokalu podczas tego koncertu. Wszystko było przygotowane w taki sposób, aby wypełnić nawet najmniejszy zakątek Leśniczówki tymi wyjątkowymi dźwiękami. Do ideału brakowało odrobinę lepszej słyszalności syntezatorów Rafała Paluszka. Do reszty nie można było mieć zastrzeżeń. A już nagłośnienie wokalisty było najlepsze jakie słyszałem od jakiegoś czasu choć przez chwilkę był jakiś kłopot, ale szybko zza konsolety udało się temu zaradzić.

A potem rozmów nie było końca. Płyty i kubeczki rozchodziły się jak świeże bułeczki. Każdy z członków zespołu chętnie składał autografy i pozował do zdjęć. No ale jak się gra taki wieczór jak ten to nie mogło być inaczej. I Ja kłaniam się wam nisko dziękując za istnienie. Będę was wspierał pokazując młodym ludziom jak piękną muzykę tworzy się w Polsce.

SETLISTA:
Mighty World
King of Isolation
Hard-Boiled Wonderland
Those Days
Losing Breath
I’m not Afraid
Haters
Restive Lull
Stronger
Sky Full of Dreams
No One Left to Blame
Bone

Encore:
Is That Devil from Spain Too?
Lies

Michał „Angelus” Majewski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *