2014.05.24 – Airbag – Warszawa

airbag2014plakat

Sprawy służbowe przeszkodziły mi oglądać znakomity norweski zespół Airbag na Ino-Rock Festiwalu we wrześniu 2010 roku w Inowrocławiu. Dlatego teraz nawet piłkarski finał Ligi Mistrzów (niestety bez udziału mojej ukochanej Barcelony) nie stanął mi na przeszkodzie, by na własne uszy posłuchać zespołu, który kilka lat temu wywołał prawdziwe tsunami w dość konserwatywnym i ustabilizowanym progresywnym muzycznym światku…

Niepozorni, wyglądający jak chłopaki z sąsiedztwa, muzycy z chłodnej Norwegii rozpoczęli koncert od prezentacji całej, 50-minutowej, najnowszej płyty pod znamiennym tytułem The Greatest Show On Earth (Największe Przedstawienie na Ziemi). Krążek wysłuchałem przed koncertem tylko dwu lub trzykrotnie, dlatego takie ułożenie set-listy bardzo mi odpowiadało, gdyż wcześniejsze płyty, zresztą bardzo przeze mnie lubiane, znałem już na wylot. Nowe utwory na scenie klubu Progresja wybrzmiały znakomicie, zwłaszcza tytułowy, ręcz przebojowy utwór od razu porwał dość licznie (jak na Warszawę i jak na dzień finału piłkarskiej Ligi Mistrzów) zgromadzonej publiczności. Mnie jeszcze bardziej podobał się ostatni, najdłuższy utwór na płycie pt. Surveillance part 2-3. Cudowne solówki Bjoerna Riisa po prostu wbijały w ziemię, a ręce same składały się do oklasków. Ciepłe przyjęcie nowej płyty bardzo ucieszyło zespół, który wyraźnie rozluźniony, zaprezentował dalej mieszankę utworów z pierwszego i drugiego swojego albumu (po równo 3 nagrania). Nie zabrakło mojego ulubionego kawałka z drugiej, moim skromnym zdaniem, najlepszej płyty grupy pt. All Rights Remove, klimatycznego Steal My Soul z debiutanckiego krążka, czy wreszcie cudownie zagranej, całkowicie rozkołysującej publiczność piosenki pt. Colours, przez niektórych uważanej za najlepszy kawałek z płyty pt. Identity. Przy ogłuszającym aplauzie zespół zbiegł ze sceny, ale jasnym było, że rozentuzjazmowana publiczność ze stolicy nie pozwoli Skandynawom tak szybko zakończyć udanego wieczoru.

I rzeczywiście, po minucie albo dwóch Airbag ponownie zameldował się na scenie, a frontman Asle Torstrup zapowiedział, że zagrają tylko jedną piosenkę na bis – za to bardzo długą. Przeczuwałem, że będzie to jeden z najlepszych utworów w dyskografii młodych Norwegów i nie pomyliłem się. Cudownie wybrzmiał zamykający drugą płytę, bardzo przestrzenny i klimatyczny utwór pt. Homesick , którego nie powstydziliby się mistrzowie i idole grupy czyli Pink Floyd! Ani się obejrzeliśmy i ponad dwugodzinny koncert przeleciał jak kometa, a rozkołysana i rozmarzona publiczność niechętnie i nieśpiesznie zaczęła opuszczać gościnne progi najlepszego muzycznego klubu stolicy. Najwierniejsi fani jeszcze zebrali autografy na płytach, a niektórzy byli trochę rozczarowani , że zabrakło w sprzedaży pierwszej i drugiej płyty zespołu, które rozeszły się przed występem jak ciepłe bułeczki. Mnie trochę zabrakło w repertuarze moich faworytów, piosenek pt. The Bridge czy Escape, ale i tak na set-listę nie można narzekać.

Po koncercie uciąłem sobie krótką pogawędkę z liderem zespołu, świetnym gitarzystą Bjoerne Riisem. Bardzo był zadowolony z gorącego przyjęcia w Polsce. Trochę zdziwił się, że najnowsza płyta zespołu, która ukazała się na jesieni, już jest tak dobrze znana przez fanów i zapewnił, że do Polski będą wracali po wydaniu każdego następnego swojego albumu. Oczywiście w ciepłych słowach podziękowałem mu za piękny i niezapomniany dla mnie wieczór i podzieliłem się refleksją, że moim zdaniem członkowie zespołu urodzili się dobre 30 albo 40 lat za późno. Gdyby przyszło im grać w epoce Pink Floyd, Genesis czy King Crimson z pewnością byli by wielką gwiazdą, a ich płyty sprzedawały by się nie w tysiącach, ale być może w milionach egzemplarzy! Za cały komentarz Bjorne tylko westchnął… Po chwili dodał, że i tak cieszą się muzyką i granie nawet dla takiej niedużej, ale entuzjastycznej publiczności jak warszawska, sprawia im ogromną frajdę…

No cóż, Airbag z pewnością nie stanie się drugim Pink Floyd, nie będzie kamieniem milowym w historii rocka, ale ich szczera, klimatyczna, z serca płynąca muzyka, mądre słowa piosenek opisujących dzisiejszą rzeczywistość, czy sympatyczne i bezpretensjonalne podejście do fanów – z pewnością zjedna wiele sympatii i natchnie ich do tworzenia dalej tak pięknej muzyki jak na trzech swoich albumach, które nie tylko dla mnie, należą do ulubionych i bardzo często słuchanych.

Muzyką norweskich mistrzów delektował się:
Andrzej „Gandalf” Baczyński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *