2014.04.05 – Gazpacho – Warszawa

gazpacho-baner 2014

Kilka tygodni temu ukazała się najnowsza płyta muzycznych marzycieli z Norwegii pt. DEMON. Warszawa miała to szczęście, że to tu właśnie, w nowym klubie Progresja miała miejsce światowa premiera tego albumu w wersji live …

Mam jakąś słabość do zespołów z Norwegii. Airbag, The Windmill, Wobbler, Kerrs Pink, Aunt Mary, Fruitcake, Fatal Fusion, Morild, Kvazar czy White Willow – wszystkie te grupy należą do moich ulubionych i ich płyty sprawiały mi dużo radości i wzruszeń. Ale chyba żadna z nich, w moim rankingu nie może się równać z Gazpacho. Pokochałem tą grupę kilka lat temu, po wysłuchaniu nieziemskiego, eterycznego albumu „Night”, Potem była niewiele gorsza płyta pt. „Tick Tock”, dość zaskakująca, ale również urokliwa „Missa Antropos” i trochę gorszy, ale nie pozbawiony pięknych, melodyjnych kawałków „March of Ghosts”. Tuż przed warszawskim koncertem wysłuchałem bodaj trzykrotnie najnowszego krążka „Demon” i z wielkimi oczekiwaniami wybrałem się do nowego klubu Progresja, który zmienił niedawno siedzibę, ale nie zmienił swojego rockowo-progresywnego charakteru.

Norwegowie zaczęli koncert od kawałków z mojej ulubionej płytki pt. „Tick Tock”, następnie zaprezentowali kawałek „Ghost” z debiutanckiego krążka „Bravo”, „Golem” z „March of Progress” oraz jeden z moich ukochanych utworów pt. „Vulture” – otwierający płytę „Firebird”. Następnie świetnie dysponowany tego dnia frontmen zespołu – Jan Henrik Ohme zapowiedział światową premierę w wersji live albumu „Demon” i cudownie wybrzmiały dźwięki trzech z czterech utworów z tego krążka. Mnie całkowicie pochłonął pulsujący, klimatyczny „I’ve Been Walking Part II”. Ten utwór mógłby śmiało konkurować z najlepszymi kawałkami bestsellerowej płyty „Night”! W wersji koncertowej wypadł chyba jeszcze lepiej niż na płycie, rozgrzewając dwustuosobową publikę do czerwoności.

Po krótkiej przerwie zespół ponownie wrócił do swojego najlepszego repertuaru z ostatnich płyt. Wybrzmiały dwa utwory z „Missa Antropos” , świetny „Winter is Never” z „Tick Tock”, a także „Black Lily” z „March of Ghosts”. Po zejściu ze sceny gorący aplauz warszawskiej publiczności nie dał Norwegom szans na szybkie zakończenie wieczoru, a ja – jak i pewnie większość publiczności – czekałem na utwory z płyty „Night”. Tradycyjnie już na bis doczekaliśmy się obszernych fragmentów tej płyty (z moim ulubionym „Upside Down”), a wokalista z ogromną gracją przedstawił wszystkich członków grupy, podkreślając szczególnie rolę klawiszowca Thomasa Andersena, którego nazwał mistrzem i profesorem. Ktoś z publiczności wręczył mu ogromny kwiat słonecznika, który sprawił mu wielką frajdę.

Ani się obejrzeliśmy jak minęły dwie godziny tego magicznego występu, który dał mnie jak i chyba całej publiczności wielką radość, a możliwość posłuchania nowych, znakomitych utworów na żywo była naprawdę bezcenna…

Po koncercie, tradycyjnie w Progresji, zespół wyszedł do fanów, chętnie podpisywał płyty i bilety wstępu, robił sobie wspólne zdjęcia z chętnymi, a w kuluarach jak ciepłe bułeczki sprzedawały się płyty cd i vinyle z najnowszą płytą. Henrik Ohme powiedział mi, że tak dobrze czują się na koncertach w Polsce, że bardzo żałuje, iż tym razem wystąpią w Polsce tylko dwukrotnie, ale obiecał że będą wracali do nas częściej.

Trzymamy za słowo, a wszystkim którzy nie mogli być na koncercie polecamy ostatnią, naprawdę świetną płytę Gazpacho – zespołu już w pełni dojrzałego i świadomego swojej wartości.

Andrzej „Gandalf” Baczyński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *