2013.11.05 – Rob Tognoni – Piekary Śl.

To nie była pierwsza wizyta sympatycznego Tasmańczyka w piekarskiej „Andaluzji”. Nie była to również jego pierwsza wizyta w tym miejscu, tym roku. „Andaluzję” odwiedzał bowiem całkiem niedawno – 23 marca. Jednak ten kolejny, szósty już przyjazd do Piekar Śląskich, był chociażby pod dwoma względami wyjątkowy. Tym razem Tognoni przywiózł z sobą premierową muzykę, ze swojego świeżo wydanego albumu studyjnego „Casino Placebo”. Drugim chyba jeszcze bardziej wyjątkowym czynnikiem jest to, że przyjechał do nas po to, aby zarejestrować materiał, z myślą o swoim koncertowym DVD!

Na scenie towarzyszyli mu (zresztą nie pierwszy już raz): Łukasz Gorczyca (gitara basowa) i Tomasz Dominik (perkusja). Co się zmieniło od poprzedniej wizyty Tognoniego w Piekarach? Dwie rzeczy z pewnością: po pierwsze znacznie skróciły się włosy na głowie artysty, ale za to zdecydowanie wydłużyła się koncertowa set-lista ;). Obszerny, koncertowy set podzielony był bowiem na dwie przeszło godzinne części. Repertuar zawierał materiał ze wspomnianej, najnowszej płyty artysty („Donn’t NeedLovin Tonight”, „ If The Weather Gets Ruff”, „Stolten Hearth” ) jak i starsze kompozycje. Jako pierwszy zabrzmiał „Rock’n’Roll Business Man” z wydanej w 2008 roku płyty „Ironyard Revisited”.

Te dwie koncertowe części pokazały również, że polska publiczność potrafi być zmienna i nieobliczalna, niczym jesienna aura za oknem! Na początku, pomimo licznych sugestii i gestów Roba, nie udało się wyrwać publiki ze swych krzesełek, natomiast zaraz po przerwie, znaczna część widowni od razu zameldowała się pod samą sceną. Dopiero wówczas koncertowa atmosfera zrobiła się taka, jak być powinna, właśnie taka, jak sama muzyka Roba Tognoniego, gorąca i energetyczna, po prostu rock 'n’ rollowa!.

Koncert zakończył „Jim Bim Blues”, który jest podobno najstarszą kompozycja, którą Tognoni wykonuje na żywo. I tak nadeszła właśnie ta pora, aby po sporej, energetycznej porcji power- blues -rocka, w przytulnym kąciku jakiegoś pubu, uraczyć się może właśnie takim złocistym specyfikiem.

tekst: Marek Toma
zdjęcia: Grzegorz Galuba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *