2011.11.28 – Hard Rock Heroes Festival – Katowice

Katowicki Spodek to już kultowe miejsce. Ileż to wspaniałych chwil miałem okazję tam zaznać. Podobnie też było 28 listopada 2011roku, kiedy to wybrałem się na Hard Rock Heroes Festiwal. Kiedy stanąłem na płycie Spodka na scenie grał już pierwszy zespół J.D.Overdrive – polski zespół, grający mieszankę stoner rocka z southern metalem. Grupa powstała 2007 roku w Katowicach. Na uwagę zasługuje ciekawa, rasowo brzmiąca barwa głosu wokalisty, niezła energia sceniczna wszystkich muzyków i fantastyczne efekty laserowe w czasie tego występu.

Następnie po krótkiej przerwie na scenie pojawił się Irlandzki The Answer, który przeniósł mnie w lata sześćdziesiąte. Sposób w jaki śpiewał i poruszał się na scenie wokalista od razu skojarzył mi się z Robertem Plantem. Ten facet to po prostu wulkan energii. Szalenie zaimponowało mi to, że bardzo wczuwał się w swoją rolę, nie interesowało go nic poza ekspresyjnym wyrażeniem swoich tekstów. Muzyk nawet nie zwracał uwagi na to, że do buta przyczepił mu się spory kawałek taśmy, który towarzyszył mu do końca występu. Tego samego nie mogę powiedzieć o gitarzyście, który większą uwagę zwracał na pozowanie do zdjęć ustawionym pod sceną fotoreporterom niż na swoją grę, nie to żeby grał źle ale więcej w tym było moim zdaniem efekciarstwa niż gitarowego solidnego warsztatu. Niezły był też perkusista, który za zestawem a’la John Bonham dawał ostro po garach. Generalnie koncert tego zespołu bardzo mi się podobał.

Potem przyszła kolej na zespół Kruk. Od samego początku, kiedy usłyszałem pierwsze dźwięki stało się jasne, że ci wytrawni muzycy są pod silnym wpływem muzyki Richiego Blackmora i Iana Gilgana. Nie wiem czy aby nie za dużym… Kruk to bardo ciekawy zespół niezły wokal i charyzmatyczna gitara to bez wątpienia najmocniejsze strony tej polskiej kapeli. Bardzo rozbudowane i ciekawie zagrane utwory, niezłe klimatyczne solówki spowodowały, że mogliśmy się poczuć wspaniale. Brakowało mi jedynie trochę energii w samych muzykach, którzy moim skromnym zdaniem sprawiali wrażenie jakby przed koncertem wypili sporą dawkę Melisy. Generalnie jednak był to super występ i każdemu kto nie widział jeszcze tego zespołu, gorąco polecam ich występy.

Następnie wystąpił weteran sceny rockowej zespół Alkatrazz.
W gitarze słychać było silny wpływ Yngwie Malmsteena szwedzkiego wirtuoza, który był członkiem tego zespołu. Jakież było moje zdziwienie kiedy w czasie ich koncertu pod sceną stanął by pooglądać ich występ obecny muzyk Whitesnake Dough Aldrich. kiedy przechodził obok barierek udało mi się uścisnąć jego dłoń byłem tym faktem bardzo wzruszony ale musiałem się szybko opanować by wysłuchać niesamowitych, granych z prędkością światła szybkich przebiegów i pasaży, które wygrywał obecny gitarzysta Alkatrazz.

Po przerwie znowu polski akcent TSA. Tego zespołu chyba przedstawiać nie trzeba legenda polskiego Heavy Metalu nadal w dobrej formie. Piekarczyk w swoim stylu prowadził rozmowy z publicznością prosił żeby nie wrzucali ludzi poza barierki w czasie występu, mówił jakiej tematyce poświęcone są trzy zapałki a charyzmatyczny Andrzej Nowak uczynił z solówki do tego utworu prawdziwy majstersztyk.

Około 21:30 na scenie zameldował się David Coverdale z resztą dużo młodszych od siebie muzyków, którzy bez wątpienia stali się dla tej formacji transfuzją świeżej krwi i powiewem nowych sił witalnych. Tą energię, buchającą ze sceny czułem od samego początku koncertu.
W występie Whitesnake zawarte były wszystkie elementy, na które składa się dobry występ a więc solo na perkusji, popisy gitarzystów, którzy prześcigali się w wirtuozerskich solówkach może trochę przydługich ale niesamowitych.
David uwodził katowicką publiczność gestami, rozmową, wnoszonymi toastami i białym jak śniegi uzębieniem. Momentami czułem, że artysta trochę nadrabia braki kondycyjne i wokalne używając różnych scenicznych knifów czy sprzętu ale temu człowiekowi tego wieczoru można było wszystko wybaczyć. Jest znakomitym showmenem, któremu oprócz kapitalnego głosu towarzyszy niezła gra aktorska i charyzma. Z takimi atrybutami był i jest skazany na sukces. A Whitesnake mimo, że ich muzyka znacznie się zmieniła od czasów kiedy grali z nimi John Lord, Micky Moody czy Steve Vai nadal jest na topie i pociąga za sobą całe pokolenia.

Witold Mieszko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *