2011.10.29 – Tides from Nebula, Thesis, Forma – Poznań

Jadąc do klubu Blue Note tego wieczoru byłem pełen obaw. Przede wszystkim o frekwencję z którą to na tego typu koncertach bywa niestety nie najlepiej. Jednak dojeżdżając na miejsce i widząc tłum ludzi przed wejściem głównym obawy te prysły. Pojawiły się za to inne. Czy mnie uda się tam wejść. Z pomocą boską (i organizatora koncertu – za co mu bardzo dziękuję) dostałem się do środka. Pozostawiwszy zbędne ciuchy w szatni udałem się w pobliże sceny, na której wszystko było już dopięte na ostatni guzik i przygotowane do występów. Krótki rzut okiem i przerażenie. Wszystko maksymalnie poupychane na tak niewielkiej przestrzeni. Jak poradzą sobie z tym fantem muzycy? Zwłaszcza pierwsze grające tego wieczoru zespoły. Ale o tym później.
Udało mi się jeszcze zamienić parę słów z organizatorem tego koncertu, odwiedziłem bardzo dobrze zaopatrzone stoisko z gadżetami zespołów i musiałem umykać pod scenę gdzie właśnie instalował się pierwszy z nich. Jako „pierwsze danie” pojawiła się trzyosobowa (a właściwie czteroosobowa licząc maskotkę zespołu – wielkiego koguta po przejściach) grupa Forma. Zespół tworzą Kuba – perkusja, Kacper – gitara oraz Maciek – bas. Co ciekawe na scenie wszyscy trzej udzielają się jako wokaliści, trudno więc tak naprawdę stwierdzić kto w zespole jest frontmanem. Ale nie to jest chyba najważniejsze. Generalnie to oni właśnie mieli przed sobą najtrudniejsze zadanie. Nie dosyć że występowali jako pierwsi i musieli rozgrzać niemrawą publikę, to jeszcze mieli do tego najmniej miejsca na scenie, tak więc o jakiejkolwiek choreografii i szaleństwach nie było mowy. Pozostało im tylko rzucanie grzywkami. A to przy muzyce jaką zaprezentowali było niezbędne. Mimo że dysponowali najskromniejszym instrumentarium: gitara, bas i perkusja plus oczywiście trzy gardła, z zadaniem rozgrzania zgromadzonych poradzili sobie bardzo dobrze. Choć ich set trwał zaledwie 30 minut energia i czad jakie sprezentowali przybyłym a do tego ich kabaretowe wręcz pogaduszki z publicznością i między sobą sprawiły, że atmosfera pod sceną mocno się rozluźniła i podgrzała zarazem. Zespół istnieje od 2004 roku, nie będę więc rozpisywał się o ich doskonałym warsztacie i zgraniu na scenie. Owacje tych którzy to oglądali tego wieczoru tylko to potwierdziły.

Setlista Forma
1. Void
2. Portayer
3. Barber
4. Maligna
5. Humanity
6. Back Side Of Glasses

Po występie zespołu Forma nastąpiła krótka przerwa techniczna, na scenie zaroiło się od ludzi instalujących sprzęt dla muzyków grupy Thesis. Przyznać muszę, że przebiegło to wszystko bardzo sprawnie i po około 20 minutach na scenie pojawiło się „drugie danie” obfitującego w smakowite kąski muzycznego wieczoru. Muzycy Thesis mieli o tyle ułatwione zadanie, że publika była już rozgrzana „starterem” w postaci występu Formy jednak co do ilości miejsca na scenie też mieli przechlapane. Mając skład bardziej rozbudowany od poprzedników (Łukasz Krajewski – wokalista, Jerzy Rajkow – Krzywicki – gitara, Jan Rajkow-Krzywicki – gitara, Jan Kaliszewski – gitara basowa oraz Paweł Stanikowski – perkusja) musieli kombinować, żeby się pomieścić na scenie. Nadmienię tylko, że średnio na jednego muzyka przypadało im na scenie miejsca tyle co statystycznemu użytkownikowi środków komunikacji miejskiej w godzinach szczytu. A wokalista nawet nie załapał się na oświetlenie go reflektorami i śpiewał w ciemności. Ale nie przeszkodziło im to wcale w jeszcze większym podniesieniu temperatury wśród zgromadzonych pod sceną. Niestety i tu set trwał zaledwie 30 minut, wysłuchaliśmy więc kapitalnie zagranych pięciu utworów (dwóch z pierwszej płyty i trzech nowych). W tak zwanym międzyczasie wokalista znalazł jeszcze czas na przekomarzanki z fanami, po jednym z utworów w stronę publiki poleciały rzucone przez niego dwie koszulki z logo zespołu i miał jeszcze miejsce jeden bardzo miły i wzruszający akcent. Łukasz zadedykował cały swój występ rodzicom, którzy tego właśnie wieczoru oglądali go po raz pierwszy na żywo. Nie mogło to nie spotkać się z ogromnymi oklaskami od publiczności i tak też się właśnie stało. Swoim występem muzycy z grupy Thesis udowodnili, że są świetnie przygotowani do występów na żywo. Pod względem warsztatowym bez zastrzeżeń. Wypadli naprawdę fantastycznie. Miło zaskoczył mnie swoimi umiejętnościami wokalista, który potrafił w jednym momencie ze spokojnego, pop rockowego wręcz brzmienia swojego głosu przejść w piekielny przyprawiający wręcz o ciary na plecach growl. Podobnie jak i Forma tak i Thesis po swoim występie zebrał w pełni zasłużone brawa za swój występ. I podobnie jak i Forma pozostawili po sobie niedosyt, że występ trwał tak krótko. Ale to zaleta dobrych zespołów. Nie nudzą.

Setlista Thesis

1. Like A Child
2. Nourisher
3. Whisper Fly
4. Locust
5. Coming Home

Po występie Thesis na scenie ponownie zaroiło się od ludzi przygotowujących wszystko do kolejnego występu. Ubyło sporo osprzętu, zrobiło się dużo luźniej co jak się później okazało miało niebywałe wręcz znaczenie dla muzyków „głównego dania” tego wieczoru. Tides From Nebula. Adam Waleszyński – gitara, Maciej Karbowski – gitara i klawisze, Przemek Węgłowski – bas i Tomasz Stołowski – perkusja. Wiele o nich czytałem, jednak nie miałem okazji widzieć ich na żywo. To był mój pierwszy raz. Podobno ten pierwszy raz zapamiętuje się na zawsze. Mimo że czasem boli. I tak właśnie będzie. Zapamiętam go długo. Mimo że zabolało. Mocno zabolało. W uszy, w żołądek, wszędzie. Ale to był taki przyjemny ból spowodowany potężną mocą i niewyobrażalnym kopem w nerki zaserwowanym przez nagłośnienie zespołu. Tak. Tego wieczoru byłem masochistą. Ten ból sprawiał rozkosz. Taki swoisty muzyczny orgazm. Muzycy Tides From Nebula to magicy. Magicy gitar, magicy sekcji rytmicznej i mistrzowie obsługi przetworników. Do tego są artystami tworzenia przepięknej muzycznej przestrzeni i pejzaży dźwiękowych. Te pejzaże nie są jednak jednolite. Czasem łagodne i relaksujące jak widok wodospadu rozbijającego się gdzieś o podnóża gór, czasem jednak przyprawiające o strach i przerażenie niczym noc spędzona samotnie gdzieś w odległych lasach tropikalnych. Potężny ładunek emocjonalny. I potężne emocje, które włożyli muzycy w odtworzenie tego wszystkiego. Roznosiło ich po całej scenie. Mało tego, że po scenie. Pod koniec występu jeden z gitarzystów wylądował z gitarą wśród widowni i spędził tam parę ładnych minut. Ich występ wywołał zdecydowanie największe poruszenie wśród zgromadzonych i wyzwolił w nich największe emocje wprowadzając nawet co poniektórych w jakiś swoisty trans pod sceną. Fenomenalny występ. Jeżeli chodzi o szczegóły to wysłuchaliśmy utworów zarówno z pierwszej płyty zespołu jak i tych, które właśnie tą trasą koncertową promowały płytę drugą. I mimo tego że występ Tides From Nebula był najdłuższy z wszystkich i tak trwał za krótko.

Setlista Tides From Nebula

1.Higgs Boson
2.Sleepmonster
3.Caravans
4.White Gardens
5.When There No Connections
6.Purr
7.It Takes More Than One Kind Of Telescope To See The Light
8.Shall We
9.The Fall Of Leviathan
10.Siberia
Bis
1.These Days, Glory Days
2.Tragedy Of Joseph Merrick

Reasumując. Tego wieczoru na niewielkiej scenie tego stricte jazzowego, ale coraz bardziej przyjaznego także innym gatunkom muzycznym klubu wystąpiły trzy zespoły. Mniej lub bardziej znane, grające muzykę momentami zbliżoną, momentami skrajnie odmienną. Mimo tego, że „daniem głównym” wieczoru był bezapelacyjnie Tides From Nebula, zespołów Forma i Thesis absolutnie nie nazwę supportami. Zagrali krócej, w dużo cięższych warunkach ale świetnie „dźwignęli” temat. Ich występy spowodowały, że po koncercie ludzie tłumnie ruszyli po ich płyty, ustawiali się po autografy, robili sobie pamiątkowe fotki i rozmawiali z nimi. A to chyba dla zespołu jest największym uznaniem. Pod względem technicznym nie licząc drobnych sprzężeń i przydźwięków wszystko zagrało tak jak powinno. Może nie do końca tak selektywnie jak powinno, ale od tego klubu akurat ciężko jest tego wymagać. Sprzętowcy odwalili kawał dobrej roboty, zmiany sprzętów i ustawień były naprawdę błyskawiczne. A i miło było patrzeć jak i sami muzycy pomagają sobie wzajemnie przy zwijaniu sprzętu. Żadnego „gwiazdorzenia”, wszystko w przyjacielskiej atmosferze. Chciałbym przeżyć ten koncert jeszcze raz ale tym razem z pełnymi setami wszystkich zespołów. Może kiedyś…
Pozdrawiam muzyków wszystkich trzech zespołów i dziękuję za ich pomoc w tworzeniu tej relacji. Zwłaszcza Maćkowi z Formy i Łukaszowi z Thesis za setlisty. Setliste Tidesów buchnąłem ze sceny. Przepraszam.

Irek Dudziński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *