2011.06.02 – Apostolis Anthimos Trio – Piekary Śl.

Kiedy podjechałem pod budynek Andaluzji nie było tam jeszcze prawie nikogo
Przed głównym wejściem stała jedynie mała, trzyosobowa grupka zagorzałych sympatyków piekarskich koncertów i sam dyrektor Piotr Zalewski. Zastanawialiśmy się nad kwestią frekwencji na koncertach. Myślę, że Andaluzja, która swoją renomę już ma, nie musi o nią walczyć. Być może rozwiązaniem byłaby obniżka cen biletów, które są droższe niż w innych tego typu obiektach i danie szansy młodym dobrze rokującym zespołom niekoniecznie z gatunku blues –rocka.

Ale przejdźmy do koncertu którego głównymi aktorami było niesamowite trio muzyków światowej sławy. Liderem tria i inicjatorem trasy jest ANTHIMOS APOSTOLIS – legendarny multiinstrumentalista głównie kojarzony jako filar SBB a także grywający z Czesławem Niemenem (lata 70te), Dżemem, czy Tomaszem Stańko.
…Do współpracy zaprosił dwóch wybitnych muzyków.
Pierwszym jest Etienne Mbappe, basista pochodzący z Kamerunu. Regularnie nagrywa i koncertuje z Johnem McLaughlin’em, Salifem Keitą,Manu Dibango, współpracował jako muzyk sesyjny z Quincy Jonesem (projekt Miles Davis in Paris).
Rodzynkiem składu i niekwestionowaną, największą gwiazdą jest GARY HUSBAND -perkusista i pianista. Lista nazwisk, z którymi współpracuje jest iście imponująca i naprawdę zapiera dech w piersi. Gary nagrał dwie płyty z Garym Moorem, koncertował z nim kilka lat. Był również zastępcą Gingera Bakera w słynnym Trio Gary Moore, Jack Bruce, Ginger Baker. Wystarczy wspomnieć, że wystąpił w składzie ERICA CLAPTONA I SHERYL CROW na Guitar Crossroads Festiwal (2010) wykonując kompozycję Tulsa Time a już czuć że będzie fantastycznie.
Koncert rozpoczął się z 20 minutowym opóźnieniem gdyż muzycy wcześniej mieli próbę.
Po krótkiej zapowiedzi dyrektora Zalewskiego na scenę weszli trzej mężczyźni niskiego wzrostu, którzy podążali nieśmiało w kierunku swoich instrumentów i bez zbędnych konwenansów od razu przystąpili do roboty. Ale cóż to była za „robota”, brzydkie
Nie pasujące tutaj zupełnie słowo. To była prawdziwa uczta, balsam dla ciała, jazz-rock z najwyższej półki. Mój wewnętrzny barometr od razu podniósł mi ciśnienie, oczy zaszły mi mgłą a szczęka zwolna zaczęła opadać w dół. To mogło oznaczać tylko jedno, będzie kapitalnie, i zazwyczaj w takich przypadkach moja intuicja nigdy mnie nie zawodzi.
Od razu rzucił mi się w oczy czarnoskóry basista Etienne Mbappe, który grał na instrumencie w czarnych rękawiczkach. Patrzyłem zdumiony jak ten facet gra, co wyczynia z palcami jak fruwa po całym gryfie bez progowego basu i nie mogłem uwierzyć, że to co widzę i słyszę dzieje się naprawdę. Widać było, że muzycy porozumiewają się bez słów, ograniczając się jedynie w kluczowych momentach do dawania sobie krótkich znaków spojrzeniem lub kiwnięciem głowy. Ta muzyka dobiegająca z głośników po prostu płynęła i docierała do wszystkich moich zmysłów. Tu się wszystko zgadzało i pasowało do siebie jak dwie krople wody. A proszę mi wierzyć, że nie są to utwory proste i lekkie, a jednak lekko się ich słuchało. Cały czas miałem niedosyt i chciałem więcej. Po pierwszym secie Anthimos pierwszy i jedyny raz przemówił do publiczności, używając jednego słowa przerwa.
Po około 15 – tu minutach muzycy ponownie weszli na scenę by dać nam możliwość posłuchania bardzo ekspresyjnie zagranego sola na perkusji, w czasie którego Gary pokazał swój wielki kunszt, talent i wyjątkową tylko dla siebie technikę gry i chociaż nie jestem fanem tego instrumentu byłem pod ogromnym wrażeniem. Mistrzem ceremonii był oczywiście Apostolis. Tam gdzie trzeba grał subtelnie i oszczędnie ważąc każdy dźwięk
a miejscami uciekał w niczym nieskrępowaną improwizację do której z wyczuciem nawiązywali muzycy.
Dawno nie słyszałem tak pięknego frazowania gitara Anthimosa z każdym taktem wspinała się na wyższy poziom. Pragnę dodać, że ten zjawiskowy gitarzysta grał też na syntezatorach.
Po blisko godzinie i trzydziestu minutach nastąpił krótki bis i koncert dobiegł końca.
Większość ludzi szybko opuściła salę tylko parę osób przyglądało się z bliska w osłupieniu stojącym w stojakach jeszcze ciepłym instrumentom, które już nie wydobywały z siebie żadnych dźwięków. Muzycy długo nie schodzili do holu więc zniecierpliwieni ludzie udali się do swoich aut. Ale moja cierpliwość i jeszcze paru osób została wynagrodzona w postaci pięknych pamiątkowych zdjęć z Apostolisem i Garym, który po zrobieniu fotki stwierdził, że musi nie może już wytrzymać i pędzi szybko na papierosa.
Kto nie był niech żałuje.

Witold Mieszko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *