2011.03.04 – The Watch. Leap Day – Piekary Śląskie

Inauguracja koncertowego sezonu w piekarskiej „Andaluzji” miała miejsce nieco wcześniej (2011.02.02 – Danny Bryant), jeśli jednak chodzi o muzykę progresywną, tegoroczny sezon otworzył holenderski zespół Leap Day wspólnie z The Watch.

Przesympatyczna włoska grupa The Watch jest dla stałych bywalców andaluzyjskiego ośrodka dobrze znana i lubiana (to przecież już ich trzecia wizyta w Piekarach). Przypomnę , że pierwszy raz byli tutaj w grudniu 2008 roku, i może dziwnie to zabrzmieć, ale przyjechali wówczas z trasą koncertową promującą płytę z 1971 roku (oczywiście chodzi o genesisowe „Nursery Crime” ):). Druga wizyta, to luty 2010 roku (wówczas na swój koncertowy warsztat wzięli płytę „Foxtrot” z 1972 roku). Ich trasa koncertowa po Polsce odbywała się wówczas pod szyldem: „The Watch plays Genesis Blue Show The Foxtrot album… plus early days version and bonus” . Długi tytuł oddawał jednak sedno sprawy, mogliśmy wówczas usłyszeć nie tylko kompozycje z „Foxtrota”, ale również kilka autorskich utworów The Watch, a także wcześniejsze kompozycje Genesis z płyty „Trespass”, oraz drobne fragmenty „The Lamb Lies Down On Broadway” (może istnieje szansa, że przyjadą jeszcze do nas z pełną inscenizacją genesisowego konceptu?) :). Obecne koncertowe tournee, zespołu odbywa się pod nazwą: „Green Show The Whole Selling England By The Pound album…plus early days version and bonus”, co wyraźnie sugeruje jakiego materiału w głównej mierze można się spodziewać. Pamiętam, że poprzednią relację z koncertu The Watch kończyłem słowami: „Mam nadzieję jednak, że to nie ostatnia wizyta Włochów w naszym kraju, może kolejna z wizyt będzie nosić tytuł: „Selling England By The Pound show…”, no i spełniło się!

Tym razem przed koncertem The Watch wystąpił pochodzący z Holandii zespół – Leap Day. Okazuje się, że holenderskie depresje to podatny grunt dla rozwoju bądź nie bądź niszowej dziedziny jaką jest muzyka progresywna, z Holandii wywodzi się bowiem wiele mniej znanych, ciekawych, progresywnych zjawisk, na które warto zwrócić uwagę. Swego czasu występowała w Piekarach holenderska formacja Flamborough Head. Zbliżone muzyczne klimaty prezentuje również zespół Leap Day. Wokalistą Leap Day jest obdarzony przyjemną barwą głosu Jos Harteveld. Podstawowym atutem ich muzyki są jednak moim zdaniem, piękne gitarowe solówki Josa Hartevelda. Dopełniają je ciepłe, pełne przestrzeni klawiszowe pasaże. W zespole funkcjonuje aż dwóch klawiszowców: Gert Van Engelenburg i Derk Evert Waalkens. Sekcje rytmiczną tworzą natomiast: Koen Roozen (perkusja) i pisany przez jedno L Peter Stel (bas). Grupa ma na swoim koncie dwa albumy studyjne: „Awaking the Muse” (2009) oraz świeżo wydana „Skylge’s Lair”. Wybrane kompozycje z tych właśnie albumów można było usłyszeć na żywo. Najbardziej ujęła mnie kompozycja „Secret Garden”, swym klimatem kojarząca się nieco z krakowskim Millenium.

Po krótkiej przerwie technicznej na scenie pojawiła się oczekiwana gwiazda wieczoru. Jako pierwszy (co było dla mnie pewnym zaskoczeniem) zabrzmiał medley kompozycji „Sounds Of Sirens” i „Another Life” z wydanej w 2007 roku płyty „Primitive”. Genesisowo zrobiło się za sprawą kolejnej kompozycji – „Watcher Of tke Skies” z „Foxtrota”. „Sprzedawać Anglię funt po funcie” muzycy zaczęli oczywiście od kompozycji „Dancing With The Moonlit Knight”, i praktycznie z krótkim i przerywnikami zabrzmiał cały „Selling England By The Pound”. Kolejno popłynęły: „I Know What I Like” i „Firth Of Fifth”. Po nich nastąpił wspomniany przerywnik – „One Day” (niezwykle ciekawa wersja kompozycji z pierwszej płyty Genesis , którą to The Watch umieścił na swej najnowszej płycie), oraz rewelacyjny „The Musical Box” z „Nursery Crime”. Potem oczywiście nastąpił „Selling England…” ciąg dalszy: „The Battle Of Epping Forest” i „After The Ordeal”. I znowu chwila oddechu od genesisowego repertuaru – kompozycja „All The Lights” z poprzedniej, studyjnej płyty The Watch „Planet Earth”. Nadeszła pora na końcowy akt genesisowego klasyka: „The Cinema Show” połączony z „Aisle Of Plenty”, po czym zespół oddał ukłon rozentuzjazmowanej publice i zniknął za sceną. Czyżby ten przepiękny „Seans filmowy” dobiegł końca? Oczywiście, że nie. Po chwili Włosi zajęli ponownie swoje miejsca na scenie, by zagrać dla nas „króciutki” bis, na który złożyła się zaledwie jedna kompozycja: „Supper’s Ready”, dzięki niej mogliśmy chłonąć przepiękną, genesisową aurę jeszcze przez kolejne 20 minut.

Rozkochani w płycie „Selling England By The Pound”, genesisowi fani pewnie zauważyli brak w koncertowym repertuarze jednej kompozycji z tegoż albumu. Zbrakło oczywiście „More Fool Me”, co akurat nie dziwi, w tej kompozycji śpiewał bowiem Phil Collins (Simone Rossetti dysponuje łudząco gabrielowską barwą głosu). Z drugiej zaś strony ciekawi mnie jak brzmiałaby grupa The Watch w repertuarze Genesis z okresu kiedy zabrakło Gabriela w składzie („A Trick of The Tail”, „Wind and Wuthering”). Mógłby to być pomysł na kolejna trasę?

Wykonywanie przez The Watch muzyki Genesis nie jest tylko sztywnym odwzorowywaniem rockowej klasyki. Włosi podchodzą do tego tematu z szacunkiem, ale również z dużą dawka poczucia humoru. Przykładowo przed kompozycją „I Know What I Like”, która w oryginale zaczyna się dźwiękiem włączanej kosiarki, Simone rozpoczął imitując gestami właśnie takową kosiarkę, zacinającą się jednak podczas uruchamiania. Szczery uśmiech praktycznie nie znikał z twarzy sympatycznych Włochów. Nie zabrakło również wymawianych łamaną polszczyzną dowcipów. Simone zapowiadał także tytuły poszczególnych utworów, tłumacząc je na język polski, co sprawiało mu duża frajdę. Wielka w tym zasługa przyjaciół z Polski. Jeszcze kilka wizyt w naszym kraju i dzięki takim ludziom jak pewien Tomasz, ekipa z The Watch będzie mówić biegłą polszczyzną. O dużym poczuciu humoru świadczy również strój perkusisty zespołu. Marco Fabbri zasiadł za swym zestawem perkusyjnym w zielonym szkockim kilcie. Pewnie nie jeden dzierżony w kobiecych dłoniach aparat fotograficzny próbował wyłapać, co się pod nim kryje? 😉

Stary, poczciwy, czerwony van należący do zespołu, kolejny już raz musiał w końcu ruszyć w dalszą trasę. Nasza policja, tak lubiąca zatrzymywać wysłużony pojazd muzyków, już nie patrzy jednak na nich ze zdziwieniem w oczach, pytając co grają? Bystrzaki, po tylu zatrzymaniach już to wiedzą 🙂

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *