2010.09.18 – Pinkroom – Konin

W przeddzień nastania tegorocznej jesieni, w klubie „Oskard” wystąpił bydgoski Pinkroom. Zespół o którym słyszałem wiele dobrego.. Historia Pinkroom była, jak to zwykle bywa banalna. W młodych latach, jeszcze w szkole średniej Mariusz Boniecki z Marcinem Kledzikiem utworzyli młodzieżową „kapelę” pod nazwą EMPTY ROOM. Różne były koleje losu; zmieniały się składy, zmieniały się style. Był nawet taki moment z życiu Mariusza, że swoją pracę zawodową poświęcił „MUZIE”. W efekcie, rok temu został wydany ich pierwszy album „Psychosolstice”. Ciekaw byłem, jak zabrzmią w warunkach klubowego grania, jako że w ich graniu wyróżniają się mocne, dynamiczne synkopowane elementy z delikatnie zaznaczoną psychodeliczno transową linią melodyczną. Już próby dźwięku przed koncertem nieźle ro(c)kowały!!!!!

Z lekkim niepokojem oczekiwaliśmy, ilu też fanów dobrego art rockowego grania przybędzie tego wieczoru do klubu? Z jednej strony zespół mało znany, będący na „dorobku” artystycznym, ale za to grający dojrzale. Okazało się, że obawy były uzasadnione. Frekwencja była znikoma, ale za to przyszli ci … akuratni. Zresztą publiczność żywiołową reakcją nagradzała poszczególne prezentowane utwory.

Skład zespołu; wspomniani – Mariusz Boniecki na gitarach i na wokalu, Marcin Kledzik na perkusji (znakomitej F-y „dw” ) oraz Grzegorz Korybalski na basie, Maciej Feddek na gitarze i Karol Oparka na gitarze akustycznej, syntezatorze i na wokalu. W prezentacjach wokalnych świetnie współbrzmiały w duecie głosy Mariusza i młodziutkiego Karola. Również obaj gitarzyści; Maciej (słychać u niego tą metalową szkołę brzmienia) oraz Mariusz stanęli na wysokości zadania. Dodatkowo Mariusz posługiwał się różnego rodzaju przetwornikami i innymi elektronicznymi generatorami dźwięku. Słuchaczom w pamięci szczególnie utkwiła kompozycja „2am”, ze względu na czas trwania i nieskończoną ilość improwizacji. Widać było ogromne skupienie muzyków podczas całego występu. Poszczególne utwory zachowane były w typowej konwencji progrockowego grania; początki nostalgiczne, rozbudowa frazy melodycznej, aż do typowego „grzania”, to co lubią amatorzy tego gatunku. Było też coś interesującego w aranżowaniu dźwięków gitary akustycznej do całości utworów. Urozmaicenie rytmów wykonywanych utworów było od spokojnych, poprzez umiarkowane i skończywszy na żywiołowych, wręcz „masakrycznych”!!!!

Set listę stanowił repertuar z debiutanckiego albumu, tyle że w innej kolejności;

1. Buried Hopes
2. Path of Dying Truth
3. Dispersion
4. Quietus
5. 2am
6. Moodroom
7. Stonegarden
8. Recognized
9. Days which should not be
10. Curse
Bis
11. Buried Hopes

W sumie, po ponad godzinnym występie publiczność nagrodziła muzyków rzęsistymi, zasłużonymi brawami na stojąco! Nie wiem, czym to jest podyktowane, że ciekawie brzmiący zespół nie jest w stanie przyciągnąć liczną rzeszę fanów. Zadaję przy takiej okazji pytanie, kiedy wreszcie muzyk w naszym Kraju będzie mógł żyć z twórczości artystycznej? Już nie mówiąc, czy będzie możliwość ich prezentacji w mediach? Przecież czas tworzenia, czas prób, wydawanie nowych płyt kosztuje ogromne sumy!

Ryszard Bazarnik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *