2010.04.24 – Quidam – Katowice

Bielski koncert Quidam wraz z Acute Mind i Dianoya, zaostrzył mi apetyt na samodzielny koncert zespołu. A taki miał odbyć się zaledwie dwa dni później w katowickim Marchołcie.
Cieple leniwe sobotnie popołudnie nastrajało optymistycznie. Zjawiliśmy się w centrum Katowic z niewielkim wyprzedzeniem czasowym, a w samym klubie spotkaliśmy wielu znajomych. Obok sali koncertowej zorganizowano stoisko z napojami, można było wypełnić zatem oczekiwanie rozmową przy różnorakich trunkach. Była możliwość zamienienia kilku słów z muzykami Quidam, którzy przed koncertem sami obsługiwali stoisko z gadżetami.
Zespół na ten koncert przygotował własne nagłośnienie, a efekt był więcej niż przyzwoity. Koncert rozpoczął się z kulturalnym niewielkim opóźnieniem. Szeroka scena wprawdzie nie dawała 7-osobowemu zespołowi absolutnego komfortu, jednak muzycy nie musieli wchodzić sobie w drogę, czy przepychać się.
Quidam zaprezentowali 1,5 godzinny set, w którym utwory z Alone Together przeplatane były kawałkami z Surrevival, a same aranżacje wzbogacone o motywy i solówki skrzypiec Matyldy Ciołkosz. Tak naprawdę kulminacją tego wieczoru były dla mnie 2 nowe utwory, w których szczególne wrażenie zrobiły na mnie soczyste partie gitary elektroakustycznej i genialne partie basu. Drugi z nich It’s hard to believe it – charakteryzuje się niezapomnianą linią melodyczną refrenu, która idealnie nadaje się do odśpiewywania wraz z publicznością (co zresztą odbyło się w bielsku). Nie sposób nie zauważyć, że z powodu frekwencji Bartek Kossowicz nie próbował namawiać publiczności do śpiewania z nim refrenów, być może jednak paradoksalnie, mogłoby to zakończyć się powodzeniem, publiczność bowiem była zachwycona. Oczywiście w trakcie nie zabrakło cytatów wplecionych w utwory oraz odśpiewywanych fraz dodatkowych przez wokalistę. A to podczas przedstawiania członków zespołu, lub przy podziękowaniach.


Biorąc pod uwagę fakt, że byłem na dwóch koncertach trudno ich nie porównać. Akustyka zdecydowanie lepsza była w Rude Boyu. Wydaje mi się również że w Bielsku większy udział w utworach miała Tylda. W pewnym momencie zwróciło to moją uwagę, gdyż nie odbył się pojedynek solowy skrzypce – gitara… przy niektórych kolejnych utworach też zauważyłem brak skrzypiec. Kolejna różnica to frekwencja. Niestety, prawdopodobnie z powodu mizernej promocji jak i czasu na promocję na koncercie zjawiło się niewielu fanów. Jednak ich reakcja była wyjątkowo żywiołowa. Porównując więc ten koncert do bielskiego trzeba przyznać, że 2x mniej ludzi robiło 2x więcej larma (hałasu – przyp. red).

Wieczór zakończył się dla nas na jubileuszowym gorcku, z okazji 11 rocznicy ślubu Marka (Dżumana) i Beaty – Najlepszego!


tekst: Piotr Spyra
zdjęcia: Marek Kander

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *