2009.12.11 – Believe – Konin

Ewenement na skalę (chyba) światową – czy możliwe jest w krótkim okresie czasu zapełnić salę klubową przez tego samego wykonawcę? Widać można! Poprzedni koncert odbył się w październiku tego roku, ten „świąteczny” w ubiegłą sobotę 11 grudnia. BELIEVE, bo o nim mowa, obiecał na tym przedświątecznym koncercie zaprezentować coś w klimatach świątecznych. Lider Mirek Gil posiada w swoim rękawie, parę „asów” w tym względzie…

Niewiadomą też miało być, jak wprowadziła się do składu nowa skrzypaczka Ania Balasiewicz, która „z marszu” (przepraszam, za to brzydkie określenie) zastąpiła będącą w „błogosławionym” stanie Satomi. Z tego co mi wiadomo, obie Panie na co dzień grają razem w kwartecie smyczkowym. Nie zamierzam absolutnie opisywać w kategoriach, która z Pań jest lepsza? Najważniejsze, że w tym trudnym okresie dla zespołu, gdy Satomi była w ciąży, wymiana skrzypaczek odbyła się „bezbolesnie” i dalsza trasa z promocją nowego wydawnictwa „This Bread is Mine” przebiegała bez zakłóceń.

Frekwencja dopisała, była nawet większa od październikowej. Gospodarz koncertu Robert Roszak, wraz z menadżerem BELIEVE -Jackiem Majerskim zapowiedzieli wieczór niezwykłych atrakcji. Ze sceny dobiegał urokliwy półmrok świateł, stoliki klubowe stały w bezposredniej bliskości artystów, co jeszcze bardziej pozwalało na bezposredni kontakt widowni z wykonawcami. Jak zwykle podczas koncertu aktywna była tzw. „ława szyderców” (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Kto zna, ten wie co to takiego ?

Po zapowiedziach organizatorów, nad całością zapanował Karol, który na wstępie prosił publiczność o powitanie gromkimi brawami Anię.
Jak z charakteru tego wieczoru miało wynikać, był to wieczór przedświąteczny i na początek została zaśpiewana po polsku urokliwa piosenka „Kto Aniołem był”. Gdy tylko umilkły brawa, następna kompozycja „Tales From Under The Tree” pobudziła publiczność do wiekszej aktywności, a i muzycy świetnie się przy tym bawili.
Ustawienie muzyków na scenie było następujące: od lewej Mirek Gil na swoich gitarach elekrycznych i akustycznej, Przemas Zawadzki na basie, Karol Wróblewski na wokalu i flecie, skład zamykała z frontu sympatyczna Ania Balasiewicz na skrzypcah. Z tyłu na bębnach, jak zwykle żywiołowo operował Vlodi Tafel.
Następny z utworów, to tytułowy z ostatniej ich płyty „This Bread Is Mine”, gdzie na pierwszywszym planie pięknie zabrzmialy smyczki, potem Karol z głosu wydawanego z megafonu wprowadził w niespokojny, pełen niepokoju głos. Pod koniec utworu ciężko brzmiące dżwięki dopełniły resztę. Kolejną kompozycję zaintonował charakterystycznymi dźwiękami gitary Mirek i za moment „poleciał” utwór „Needles In My Brian” z ich pierwszej płyty. Tutaj popis gry na basie dał Przemas. Do pełnego nastroju wkomponowały się skrzypce i flet. I w tym to nastroju zabrzmiał kolejny utwór „Pain” z przepięknym, nostalgicznym i balladowym nastroju. W następnym „Tumor” skrzypce zabrzmiały już niespokojnie, przez co można było zauważyć jak że z coraz większym luzem gra Ania… Pojawiły się śmielsze improwizacje. Brawo! Cudownie zabrzmiał tego wieczoru „And All The Roads”. Znowu Ania poczyniała sobie coraz śmielej na skrzypcach, a w końcowych wersecie zawtórował jej ostro Przemas na basie. Był to chyba jeden z najciekawszych fragmentów tego wieczoru.
I wydawać by się mogło, że już lepiej nie może być, a tu kolejna zapowiedź Karola – „AA”, to utwór mówiący o zgubnym stosowaniu używek, o kimś bliskim kto odszedł na zawsze, pozostał po nim wicher wspomnień i pamięć bliskich…

Publiczność wyraźnie była ożywiona, było nawet słychać skandowanie imienia „Ania, Ania, Ania….”.

Kolejny utwór, to „Beggar” z solowego albumu Mr. Gil’a i tym miłym akcentem, po blisko godzinnym występie nastąpiła przerwa w koncercie.
Zaraz po przerwie, ze sceny popłynęło rytmiczne solo perkusyjne Vlodiego. Po ładnych kilunastu minutach koncert wstąpił w 2-gą fazę.

Rozpoczął ją „Memories” z albumu „Yesterday Is A Freind” i znowu wprowadził w sympatyczny nastrój. Zaraz po nim, z najnowszego albumu zabrzmiał „This Is Life”, od pięknej partii skrzypiec. Znowu Karol serdecznie pozdrowił wielką nieobecną – Satomi, życząc wszystkiego najlepszego, a zarazem zapowiedział a’propos „Mother”, kolejny utwór. Przez cały czas trwania, publiczność „na stojąco” niż żałowała dłoni klaszcząc rytmicznie…
I dalej znowu było „czadowo”, a to za sprawą „Darkness”, gdzie Gilu zagrał na gitarce niczym wytrwany muzyk Heavy! Karol w tym czasie „szalał” z megafonem. Potem była kompozycja z pierwszej płyty pt. „Liar” , a na koniec „właściwego” setu zabrzmiały dwa utwory z ostatniego albumu; „Mine” oraz akustyczny (w duecie Gilu na gitarze akustycznej razem z Karolem) „Silence”.

Owacje na stojąco! I długo muzycy nie opierali się porzed bisami, zagrali na bis dwa utwory „Hope To See Another Day”, aż 15 – minutowa kompozycja i znowu, tak jak na początku, po polsku utwór „Tak niewiele”, z dawniejszych dokonań „Gila”.

Set lista:

1. Kto Aniołem był
2. Tales From Under The Tree
3. This Bread Is Mine
4. Needless In My Brain
5. Pain
6. Tumor
7. And All The Roads
8. AA
9. Beggar
10. Memories
11. This Is Life
12. Mother
13. Darkness
14. Liar
15. Mine
16. Silence
na bis
17. Hope To See Another Day
18. Tak niewiele


Koncert zakończyły życzenia na nadchodzące święta.

Dalej wieczór potoczył się niesamowicie wartko ! W ramach after party jak zwykle rozmowom, składanym autografom, wspólnym zdjęciom nie było końca. W miedzyczasie Karol wraz z Gilem wystąpili „bez prądu” w Sali klubowej, przez co pokazali jak wielką posiadają siłę i talent artystyczny.

To co nastąpiło koło północy, tego nie można zapomnieć, gdyż podczas wspólnego zdjecia na scenie, w pewnym momencie muzycy BELIEVE zagrali „jam session”, była to niejako (nieoficjalna) 3-cia część koncertu „BELIEVE – blues”. „Nowe” wcielenia Gila i Przemasa, w graniu bluesa, rythm and bluesa i typowego rock’a. Wszędobylska kamera zaerejstrowala ten cały „jam”.

Dzięki za niesamowite wrażenia tego wieczoru !


Tekst: Ryszard Bazarnik
Foto: Grzegorz Kamiński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *