2009.11.04 – Retrospective – Poznań

Klub „Blue Note” 4 listopada miał ponownie przyjemność gościć na swojej scenie grupę Retrospective. Koncert miał rozpocząć się o godzinie 20, jednak doszło do małej „obsuwki”. Bynajmniej nie z winy zespołu. Niestety poznańska publiczność ma dziwny zwyczaj przybywać na koncerty na ostatnią chwilę. Tak było i tym razem. Z uwagi na to, że o godz. 20:00 w klubie było jeszcze pustawo nauczony doświadczeniem z poprzedniego występu zespół postanowił lekko przesunąć rozpoczęcie występu. Ok. godz. 20:20 na scenie pojawił się najpierw sam Alan i rozpoczął koncert utworem „sNoone” dobrze mi znanym z różnych wykonań ale tym razem było w nim coś innego, coś wyjątkowego. Wstęp owszem taki sam, ale gdy na scenie pojawiła się reszta muzyków i dołączyła do Alana zakończenie utworu było już zupełnie inne niż w wersji oryginalnej. I była to zmiana na tyle duża, że nie mogło chodzić tylko o drobne przearanżowanie go. Dotyczyło to nie tylko tego jedynego utworu. Dopiero w późniejszej rozmowie dowiedziałem się, że była to niespodzianka dla fanów zwłaszcza tych, którzy choć trochę znają twórczość Retrospective. W utwory znane (i lubiane oczywiście) muzycy sprytnie „powklejali” fragmenty materiału przygotowywane już na nowy album. Fantastycznie to wypadło. Następnym utworem który zaserwował nam zespół był „Defend Your Identity”, tym razem bez większych zmian w linii melodycznej natomiast z lekko zmienioną, bardziej krzykliwą linią wokalu. ”Cześć Poznań” zakończył ten utwór Kuba i natychmiast zabrzmiały dźwięki „It’s Time To Grow Up”. Mocna i dynamiczna perkusja Roberta i dużo ostrzejsze niż w wersji studyjnej gitary Maćka i Alana. Tutaj znowu Kuba zmienił lekko linię wokalu a muzycy znacznie dłużej przeciągnęli jego zakończenie. „Dziękujemy pięknie” podziękował Kuba za owację. Następny utwór rozpoczął charakterystyczny wstęp na gitarach i pianinie. To „Some Kind Of Hope”. W tym utworze zespół nie dołączył nic nowego, ale nie musiał. Mocny twardy bas Łukasza i fantastyczne solówki w jego końcówce to miód na uszy dla słuchaczy. „Dzięki serdeczne” zakończył go Kuba. „Przeczytałem gdzieś (chyba nawet wiem gdzie), że gramy muzykę depresyjną. Mam nadzieje, że nie dołujecie się za bardzo ale specjalnie dla tych, którzy lubią się dołować kolejny utwór”. I po chwili usłyszeliśmy „Pink Elephant Missed”. Oj nie sądzę żeby ktoś z przybyłych do klubu zdołował się przy tym utworze. Chyba tylko z zazdrości do gitarzystów za wirtuozerie ich gry. ”Dziękujemy pięknie” ponownie podziękował Kuba. Teraz utwór instrumentalny. Skoro zaginął słoń to trzeba go odnaleźć. A więc „Waking Up In The ZOO”. Powiedziawszy to Kuba zniknął ze sceny zostawiając muzyków samych. Uwielbiam ten kawałek zwłaszcza w wersji koncertowej. Każdy z muzyków ma w nim swoje „pięć minut”. Fenomenalne solówki Maćka i Alana na gitarach, Łukasz prezentujący chyba wszystkie możliwe techniki gry na basie, Beata i jej gra na klawiszach (aż się marzy żeby był to fortepian) a do tego szalejący za swoim zestawem bębnów „mały chudy ale byk” Robert. Tego się nie da opisać. To trzeba zobaczyć . Także w tym utworze pojawiły się wstawki nowego materiału. Zwłaszcza w partiach gitar. Zespół zebrał wielkie brawa za ten utwór. Na scenie ponownie pojawił się Kuba. „Yesterday’s Dream” zapowiedział. „Zmieniamy klimat i wyciszamy się”. I tak też się stało. Ten utwór nadaję się do tego idealnie. Zwłaszcza jego końcowy fragment nazwany „Memories” kiedy to ponownie popis swoich umiejętności daje Beata. Kolejny kawałek to już dużo bardziej dynamiczny i szybszy „Sitting In The Red Train” ubarwiony drobnymi wstawkami na gitarach, których nie znajdziemy na wersji studyjnej oraz uzupełniony o nowe dużo bardziej intrygujące zakończenie. Kolejne „Dziękujemy pięknie” od Kuby dla klaskającej publiczności. „Kolejnym będzie utwór, który udało nam się stworzyć jako pierwszy, znalazł się na nasze Epce i nazywa się „Enemy World Vision”” . To właśnie dzięki niemu zakochałem się w ich muzyce i zawsze na niego czekam. Tego wieczoru doceniła go także wielkimi brawami ponad 40 osobowa widownia. Po nim kolejna informacja od wokalisty grupy. „Chciałbym przy okazji przekazać, że działamy nad nowym materiałem, który ukażę się na nowym dużym albumie długogrającym. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie myślę, że po Nowym Roku wejdziemy do studia. Nim to nastąpi zagramy kolejny znany utwór Regret And Frightened Child”. I do tego utworu przy końcówce dołożono parę nowych nutek. Po nim „Asleep”. Troszkę krótszy niż oryginalna wersja ale za to ze zmienioną bardzo „indianizującą” wersją wokalu Kuby. Zmieniając lekko temat patrząc na „mistyczny” taniec jakim posługuję się Kuba Roszak na scenie aż chciałoby się spytać go, czy w jego żyłach nie ma domieszki indiańskiej krwi. W trakcie tego utworu przedstawiono nam skład zespołu, oczywiście każdy z muzyków zebrał zasłużone owacje. I znowu niespodzianka. Kolejna wstawka nowego materiału na jego zakończenie. „Asleep” zakończył podstawowy set tego wieczoru. Ale my Poznaniacy jesteśmy znani ze swojej chytrości więc chcieliśmy jeszcze. Zespół nie dał długo się prosić i pojawił się ponownie na scenie. Na dokładkę wysłuchaliśmy „Stupid Joke”, który zadedykowany został jednemu z przybyłych fanów z okazji urodzin. Tego wieczoru zespół przygotował dla nas jeszcze jedną niespodziankę. W okolicach grudnia pojawi się w sprzedaży składanka z kolędami w wersjach progresywnych wydana przez Lynx Music. Grupa Retrospective także znalazła się na tej płycie i tego wieczoru mieliśmy okazję wysłuchać przedpremierowej wersji utworu „Gore Gwiazda Jezusowi”. Przeuroczy utwór. W klubie aż zapachniało choinką. A co ciekawe ten utwór zespół nagrał w polskiej wersji językowej. Mimo całego uroku ten kawałek zakończył niestety występ grupy. Nastąpiły podziękowania dla przybyłych i dla pracowników klubu Blue Note. To był wspaniale spędzony wieczór. Zespół wypadł rewelacyjnie, doskonale spisał się Maciek – akustyk klubu, wszystko brzmiało czysto i doskonale. Troszeczkę zawiodło może oświetlenie sceny, Beata i Robert tonęli w ciemnościach ale mimo tego poradzili sobie doskonale. Myślę, że pomijając gromy rzucane przez osoby robiące zdjęcia a nie chcące psuć klimatu koncertu błyskającymi fleszami to kameralne jazzowe wręcz oświetlenie dodało swoistego uroku tej „jesiennej depresyjnej” muzyce. Jedno jest pewne. Nastrój osób wychodzących po tym koncercie z klubu daleki był od depresji.

Irek Dudziński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *